W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Baśnie tysiąca i jednego… ghula

Opublikowano: 2013-01-01
Recenzja książki „Tron Półksiężyca”.
Świat znany nam z anonimowego, najsłynniejszego przedstawiciela literatury arabskiej, „Baśni tysiąca i jednej nocy” fantastycznie ożywa pod piórem Saladina Ahmeda.

Opowieści o Sindbadzie Żeglarzu, Alladynie i Ali Babie od zawsze oczarowywały nas swoją egzotyką. Co, gdyby połączyć dżiny, kalifów, derwiszów z magią, „alkemią” i ghulami w książce fantasy? Taką próbę podjął Saladin Ahmed w swojej debiutanckiej powieści, „Tron półksiężyca”, rozpoczynającej serię „Księstwa półksiężyca”. Czy wydawnictwo nie postąpiło zbyt pochopnie, wydając pierwszy tom kolejnej serii, która stanowi tak naprawdę wielką niewiadomą?

Doktor Adulla Machslud para się nie leczeniem żyjących, a… ich zabijaniem. Specjalizuje się w eksterminacji różnego typu ghuli, czyli stworów powołanych do życia z różnych elementów natury. Ta profesja, którą zajmował się już od dziesięcioleci, zaczyna go męczyć. Coraz chętniej rozważa myśli o przejściu na emeryturę, gdy przeszkadza mu w nich donos o zabójstwie rodziny pewnego chłopca. Wraz ze swoim asystentem derwiszem Rasidem, parą przyjaciół – alkemiczką i magiem, a także opętaną żądzą zemsty na potworach, Zamią, dzikuską potrafiącą przemieniać się w lwicę, powoli odkrywa, że ten, kto stworzył ghule, ma plan o wiele bardziej złowieszczy i morderczy.

Saladin Ahmed jest mistrzem  w snuciu opowieści, a najlepiej wychodzi mu kreacja postaci. Jego bohaterowie wręcz powstają do życia i żaden z nich nie jest albo dobry, albo zły. Autor specjalnie stawia ich w sytuacjach, w których muszą przeciwstawić się swoim życiowym ideałom – skłamać lub przymknąć oko na czyny innych. Do tego celu używa Księcia Sokołów – niemal Robin Hooda, złodzieja i wywrotowca, który wymierza sprawiedliwość na swój własny sposób, zazwyczaj równie brutalny jak krzywda popełniana przez tych, których karze. Każdy z naszych bohaterów w trakcie powieści przeżywa przemianę, mniej czy bardziej znaczącą. Największą przechodzi derwisz, święty mąż, który oddany całkowitej prawdzie i czystości, przywiązany do swojego miecza, na końcu jest zmuszony przemyśleć i dostosować swoje postępowanie do realiów otaczającego go świata.

Na nieco ponad 300 stronach pisarzowi udało się scharakteryzować bohaterów tak dobrze, że błyskawicznie możemy się do nich przywiązać, a to, co ich spotyka, wywołuje  w nas rzeczywiste emocje. Niestety, stało się to kosztem czegoś – kreacji świata przedstawionego i fabuły. Ta ostatnia opiera się na prostym schemacie walki dobra ze złem. Raz na jakiś czas dostajemy rozdział z perspektywy „zła”, co pozwala nam jeszcze bardziej kibicować wygranej bohaterów. To, w jaki sposób i czy w ogóle do niej dojdzie, opisane zostało ciekawie i nieprzewidywalnie.

Miasto Damshawaat, w którym dzieje się akcja, autor przedstawia dość pobieżnie. Chociaż zwiedzamy jego niektóre dzielnice, ciągle zostają ciemne obszary, o których nawet nie wspomina. Także to, co jest poza miastem, mianowicie Królestwa Półksiężyca, stanowią zagadkę. Z pewnością więcej dowiemy się o nich w dwóch kolejnych częściach serii, jeśli w ogóle zostaną wydane w Polsce. Niestety, na pewno jeszcze trochę na nie poczekamy, bo nie zostały one jeszcze opublikowane za granicą.

Tron półksiężyca” to idealna powieść dla spragnionych fantasy – dostaną oni żywe, niejednoznaczne postacie, ciekawą fabułę i tę odrobinę magii, a także alkemii i ghuli. Seria posiada potencjał na ożywienie klasyki gatunku, a jednocześnie zabranie nas w podróż do krainy Baśni Tysiąca i Jednej Nocy.

Kasia Pietraszko
(kasia.pietraszko@kobieta20.pl)

Saladin Ahmed, „Tron Półksiężyca”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012



Facebook
Reklama
 

COUNT:34