W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Bibliotekarka na tropie zbrodni

Opublikowano: 2012-08-12
Recenzja książki „Prawdziwe morderstwa”.
Każdy mól książkowy marzy o pracy w bibliotece. Najlepiej płatnej trzy razy tyle, co w rzeczywistości. A każdy fan kryminałów marzy o prowadzeniu emocjonującego śledztwa i byciu w centrum wydarzeń.

Te marzenia spełniły się Aurorze Teagarden, głównej bohaterce „Prawdziwych morderstwCharlaine Harris. Aurora to zwyczajna bibliotekarka – cicha, zamknięta w sobie, ale o wybujałej wyobraźni i nietypowych zainteresowaniach. Wraz z grupką ludzi ze swojego miasta raz w tygodniu spotykają się w ramach „Prawdziwych morderstw” – swoistego kółka, na którym omawiają dawne, nierozwiązane lub kontrowersyjne sprawy zabójstw. Niewinne hobby przeradza się w coś o wiele poważniejszego, gdy jeden z członków zostaje zamordowany, a miejsce zbrodni upozorowane tak, by przypominało to, którego miała dotyczyć dyskusja tego wieczora. Tym samym, Aurora zostaje wplątana w serię morderstw, które musi popełniać ktoś, kogo zna…

Śledztwo dotyczy zamkniętego grona osób, które pojawiały się regularnie bądź okazjonalnie na spotkaniach kółka. Tylko oni mieli wiedzę o odbytych i planowanych tematach wykładów. Także ci sami członkowie padają ofiarą mordercy. Ze względu na to, książkę można porównać do powieści Agathy Christie, "I nie było już nikogo”. Jednak Brytyjka to zupełnie inna klasa kryminałów, do której Harris jeszcze bardzo daleko. Na tym podobieństwa się kończą, gdyż miejsce akcji nie jest odosobnione, a grono bohaterów elastyczne. Autorka każdą postać stara nam się chociaż pobieżnie przedstawić, ale i tak niekiedy ich imiona mi się myliły.

Charlaine Harris ma specyficzny styl pisania. Jedni go kochają, inni nienawidzą. W moim przypadku, z początku lektura szła mi bardzo opornie. "Prawdziwe morderstwa" są raczej skierowane do kobiet, gdyż wiele tu wtrąceń, które nie wnoszą nic konkretnego do fabuły. Autorka opisuje rozterki bibliotekarki, zarówno te miłosne jak i takie w stylu "moja przyjaciółka przeprowadziła się do innego miasta", czy "ależ mam piękny salon, ale muszę poprawić tę poduszkę, bo krzywo leży". I wcale tutaj nie przesadzam. Trzeba mieć silną wolę, aby przebrnąć przez te niepotrzebne opisy i dotrwać do momentu, w którym fabuła się rozkręca. Dzieje się to około setnej strony,  ale muszę przyznać, że warto czekać.

Obok kryminału pojawia się również wątek miłosny. Jest on tym bardziej irytujący, że Aurora zdaje się nie móc zdecydować, którego z dwóch adoratorów woli. Fakt, iż ponoć wcześniej przez długi czas nie mogła sobie znaleźć żadnego potencjalnego kandydata na wybranka swego serca powoduje, że jest to jeszcze dziwniejsze. Nagle znajduje się w środku dochodzenia o morderstwo i w dodatku randkuje co drugi dzień. A czasem nawet dwa razy dziennie. Stąd, książka ta przeznaczona jest definitywnie dla kobiet, które może znajdą w bohaterce cząstkę siebie i będą potrafiły się z nią utożsamić. Bo mimo wszystko, jest to zwykła dziewczyna, jakich wiele, którą spotkały niecodzienne rzeczy.

Prawdziwe morderstwa” to pierwsza część serii o Aurorze Teagarden. Ten intrygujący kryminał z wątkiem miłosnym spodoba się głównie żeńskiemu gronu czytelniczek. Warto przymknąć oko na początkowe powolne tempo akcji, które potem przyśpiesza, a sama książka wciąga bez reszty. Po kolejne tomy chętnie sięgnę z nadzieją, że Harris będzie lepiej prowadzić fabułę i daruje sobie niepotrzebne opisy.

Katarzyna Pietraszko
(katarzna.pietraszko@kobieta20.pl)

Charlaine Harris, „Prawdziwe morderstwa”, Replika 2012



Facebook
Reklama
 

COUNT:33