Wreszcie, po długich poszukiwaniach wśród najnowszych propozycji wydawnictw, doszukałam sie książki, która pachnie Italią. Ciepłym, wręcz dusznym, powietrzem, jedzeniem, winem i oliwkami.
"Jestem szczęśliwa, będąc samotną, naprawdę. W moim życiu nie ma miejsca dla mężczyzny. W mojej szafie nie ma miejsca na jego skarpetki i spodenki, nigdzie nie zmieszczą się ani jego żel do włosów, ani maszynki do golenia. Nie chcę, żeby na ścianach mojego mieszkania zawisły jego zdjęcia ani żeby w salonie stanął jego telewizor. Nie potrzebuję towarzystwa. Moje życie jest doskonałe takie, jakie jest. Nie potrzebuję zmian." - to pierwsze słowa jakie wypowiada w prologu Rosie Goodheart, główna bohaterka powieści. Było w tych słowach coś prawdziwego, biła od nich rzadko spotykana przy takich stwierdzeniach szczerość. Rosie musiała być wyjątkowa.
Kim jest ta dziewczyna? Mieszka w Londynie, straciła w wypadku samochodowym rodziców, jest zamknięta w sobie i skryta. Nie ma nic wspólnego z Italią. Jej spojrzenia na świat zmienia pojawienie się w jej życiu Addoloraty i dwóch koleżanek: Lou i Toni. Dziewczyny różnią się jak ogień i woda, na pierwszy rzut oka dzieli ich wszystko. Postanawiają jednak spędzić razem wakacje. Tak rodzą się "Dziewczyny z Willi" i pomysł, aby takie chwile cyklicznie powtarzać. Pierwsze wspólne wakacje były wyjątkowe, ale to te drugie i poznany na nich Enzo odmienią życie Rosie.
Początkowe rozdziały książki opowiadają naprzemiennie historię Rosie i Enza, zanim jeszcze dwójka bohaterów miała okazję sie poznać. I z bólem serca muszę przyznać, że Enzo nie zachwyca. Momentami jest nudny, czego juz nie można powiedzieć o jego rodzinie (i babce - świetnej postaci, najlepszej w całej książce). Również wstawki ze wspomnień Addoloraty uważałam za zbędne (aż do jednej z ostatnich). To Rosi i rodzina Addoloraty swoją odmiennością najbardziej przykuwali uwagę.
Fabuła powieści wydaje się idealna dla młodych czytelniczek. Perspektywa poznania włoskiego, bogatego chłopaka i wakacyjnej miłości brzmi niezwykle kusząco. Aż chciałoby się mieć okazję do przeżycia czegoś takiego! Nie ma nic lżejszego i przyjemniejszego w literaturze niż taka fabuła i sprzyjający jej język. To pozycja idealna na wakacje lub na chwilę przed ich zaplanowaniem ;)
Nicky Pellegrino, Wakacje w Italii, Prószyński i S-ka, 2012
Milena Kwasek
(milena.kwasek@kobieta20.pl)