W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Jak dobrze jest być magiem!

Opublikowano: 2012-02-09
Recenzja książki Rezydent Wieży t. 2
II księga „Rezydenta Wieży” to bezpośrednia kontynuacja przygód maga Klavresa z poprzedniej części.

Niekonwencjonalna, pełna akcji powieść spodoba się zarówno fanom gatunku jak i tym, którym przejadła się już sztampowa fantastyka.
Kłopoty same znajdują czarodzieja, choć ten broni się przed nimi jak może. Los po raz kolejny rzuca go wraz z grupką przyjaciół pomiędzy samozwańczych bohaterów i uzurpatorów władzy nad światem. Czarodziej Gorobis nie przestaje przysparzać mu problemów, kontynuując wprowadzanie w życie swojego tajemniczego planu, który najwyraźniej skończy się zagładą świata. Aby go powstrzymać Klavres będzie musiał zrobić to, czego najbardziej nie lubi – wkroczyć do akcji. W swojej misji napotka dawnych znajomych, zetknie się z niepożądaną wiedzą (co za dużo to niezdrowo), a także będzie musiał pokonać watahy potworów pochodzących prosto z chaosu.
W tej księdze wszystkie rozdziały łączy ta sama historia, której początki można było zaobserwować już w poprzednim tomie. Wtedy to mag Gorobis bezskutecznie próbował przywołać coś w jaskini, lecz, jak to złe charaktery mają w zwyczaju, nie poddał się, a wręcz wydaje się być jeszcze bardziej zdeterminowany. Także pozornie niezwiązane ze sobą bezpośrednio rozdziały poprzedniej księgi teraz nabierają sensu – każdy bohater w nich się pojawiający ma swój cel do wykonania i z pewnością spotkamy go ponownie.
Andrzej Tuchorski znów bawi się konwencją, choć tym razem jest to mniej wyraźne. Klavres wraz ze swoją drużyną idą na misję mającą uratować świat – czyż to nie banalne? Jednakże sposób w jaki to robią oraz smaczki, które autor nam serwuje sprawiają, że lektura jest całkowicie oryginalna i wciągająca. Warto wczytać się w każde zdanie książki, gdyż wyłapanie niewybrednych żartów z gatunku, bądź dzisiejszej kultury daje ogromną satysfakcję. Przykładowo, aluzja do Internetu „Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby istniało miejsce, gdzie ludzie mogliby bez przeszkód pisać, co tylko im przyjdzie do głowy”. Takich perełek jest o wiele więcej!
Styl pisania Tuchorskiego jest wyjątkowy. Czyta się go szybko i z uśmiechem na twarzy, a przygody bohaterów są opisane i skonstruowane fenomenalnie.  Pomimo małej objętości (II księga ma 285 stron) autor zdołał przedstawić nam złożony świat, z własną historią, kulturą i językami. Znajdziemy tu elementy mitologii greckiej, ale pomieszane i wzbogacone o własną inwencję pisarza. Także bohaterowie są jedyni w swoim rodzaju, zwłaszcza Klavres, który jako mag jest wyjątkowy i nietuzinkowy. Choć sam woli obserwować samozwańczych bohaterów, los ma dla niego inne zadanie – czyżby to on sam był „wybranym”?
„Rezydent wieży” jako całość to kawał dobrej fantastyki. Autor swoją zabawą z konwencją sprawia, że jest to książka zarówno dla zagorzałych fanów, jak i tych znudzonych gatunkiem „heroic fantasy”. Przygody maga Klavresa zapadają w pamięć i sprawiają, że chce się więcej i więcej. Jeśli kontynuacja kiedyś się pojawi – ja na pewno po nią sięgnę. A wam polecam nadrobić zaległości z „Rezydentem wieży”!


Rezydent wieży. Księga II, Andrzej Tuchorski, Prószyński i S-ka, 2011


Kasia Pietraszko
(kasia.pietraszko@kobieta20.pl)



Facebook
 

COUNT:34