W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Kici-kici… witaj w domu

Opublikowano: 2011-09-27
Kot w domu
Wielu ludziom wydaje się, że posiadanie kota to przecież żadna sztuka. Nie trzeba z nim wychodzić, a więc wstawać wcześnie rano, nie pogryzie nam butów.

Młodzi rodzice zamęczani prośbami o zwierzątko często decydują się właśnie na mruczącego kompana, w końcu w porównaniu do psa to żaden obowiązek. Czyżby?
Okazuje się, że przygarnięcie kotka faktycznie żadną sztuką nie jest, ale już życie z nim we względnej zgodzie jest nie lada wyzwaniem. Dlatego decyzja o jakimkolwiek czworonogu musi być bardzo przemyślana. Należy zastanowić się czy będziemy w stanie poświęcić mruczkowi naszą uwagę, której początkowo potrzebuje naprawdę dużo, zaspokoić wszystkie jego potrzeby, a przy tym pozostać przynajmniej w zadowalającym, bo na dobre nie liczę, zdrowiu psychicznym.

SCHRONISKO CZY HODOWLA?
Sposobów na przygarnięcie kota jest mnóstwo. Czasem nawet szczęśliwym trafem, jak nie tak dawno znajomym moich znajomych, uda nam się go znaleźć w lesie. Jedziemy na grzyby, wracamy z kotem. Takie cuda się zdarzają.

Jeśli jednak nie chcemy czekać na uśmiech losu – opcji mamy kilka. Mnóstwo, naprawdę o wiele za dużo, zwierzaków czeka na nas w schronisku. Jedynym kosztem z jakim musimy się wtedy liczyć jest opłata za wykonane już szczepienia, przeważnie ok. 15 zł – czyli i tak mniej niż zapłacilibyśmy u weterynarza. Jednak biorąc kota ze schroniska musimy pamiętać, że wymagać on będzie jeszcze więcej opieki i nie dziwić się, a tym bardziej nie nadymać i nie obrażać, że zwierzak raz (w najlepszym przypadku) oddany może być początkowo nieufny czy bojaźliwy.

Kolejną możliwością są osoby prywatne, które często chcą oddać kota „w dobre ręce” zupełnie za darmo. Wystarczy zadzwonić, zgłosić chęć i przyjść odebrać sierściucha, czasem nawet tego samego dnia. Czasami to wszystko wiąże się z kosztem… symbolicznej złotówki, tak na szczęście.

Można również postarać się o kota, biorąc go bezpośrednio od hodowcy. To znaczy, kupując. Ale to opcja raczej dla osób, którym wyjątkowo zależy na konkretnej rasie. No i też nie dla ludzi biedniejszych, bo tu już koszta są spore – od kilkuset złotych do…  kilku tysięcy.

JEDZENIE, KUWETA, ZABAWKI

Mamy kota, a przynajmniej pomysł na to skąd go wziąć, co robić dalej? Przede wszystkim należałoby się zaopatrzyć w najważniejsze rzeczy i dokonanie zakupu kilku z nich proponowałabym nawet przed powitaniem kici w domu.

Pierwsza sprawa: jedzenie, a więc i miseczki. Owszem, początkowo można jedzonko nakładać chociażby na talerzyki, tyle, że wtedy ryzykujemy ich zbicie, po prostu. Także w plastikowe miseczki zaopatrujemy się od razu. Co do samego pokarmu, proponowałabym nie karmić zwierzaka z miejsca tym co sami jemy. Raczej zaopatrzmy się w suchą i mokrą karmę, przeznaczaną dla sierściuchów.

Jeśli zaś przygarnęliśmy pod dach malucha początkowo niech to będzie tylko karma mokra, jakieś juniorki, najlepiej w różnych smakach, żeby nie przyzwyczaić go do jednego – później może wybrzydzać. Stopniowo można też do posiłków kotka wprowadzać karmę suchą, jakiegoś tuńczyka z puszki czy inne rarytasy. Co najważniejsze – nie dawajmy kotu mleka, bo może wywołać biegunkę i wymioty. Niech napojem kotka od początku będzie woda, po co ryzykować, żeby potem latać i sprzątać?

Właśnie, a propos sprzątania. Dobrze zaopatrzyć się w kuwetę i coś co można by do niej nasypać. Możliwości znów jest mnóstwo: żwirek z glinki bentoitowej, żwirek silikatowy, żwirek drzewny, do tego zbrylające się, niezbrylające się… Cóż, początkowo można po prostu próbować. Zobaczmy, który nam najbardziej odpowiada: pochłaniający zapachy, wchłaniający mocz, tak że nie musimy zbyt często sprzątać… Pamiętajmy też o potrzebach naszego kota, obserwujmy jego zachowanie, bo może się zdarzyć, że w którymś ze żwirków zwyczajnie nie będzie chciał się załatwić. Niech pierwsze tygodnie będą czasem prób, później zdecydujmy się na taki, który najbardziej odpowiada nam i naszym pieszczochom.

Jeśli nie chcemy mieć foteli (i rąk!) wydrapanych do granic możliwości dobrze od razu pomyśleć o zakupie drapaka (najlepiej takiego od razu z legowiskiem) i choć kilku zabawek. Myszki z dzwoneczkiem, myszki pachnące kocimiętką, piórka, wędki, rękawiczki z grzechoczącymi kulkami… znów opcji jest mnóstwo. Ach, osobiście polecam raczej zakupy na allegro, niż w sklepach zoologicznych – wyjdzie naprawdę dużo taniej. Kilka zabawek możemy zrobić samodzielnie – w przypadku kotów wystarczy kawałek gazety, karton czy rolka po papierze toaletowym.

WETERYNARZ – WAŻNA SPRAWA
Najlepiej załatwić wizytę u weterynarza w ciągu kilku pierwszych dni. Zwłaszcza, jeśli zdecydowaliśmy się na maluszka – należałoby go odrobaczyć, zaszczepić, czasami też odpchlić, a przede wszystkim po prostu sprawdzić czy rozwija się prawidłowo.

DUŻO CIERPLIWOŚCI
Taaak, cierpliwość to coś czego musimy mieć w zapasach mnóstwo, obawiam się, że o wiele więcej niż jedzenia, żwirku czy zabawek. Mimo wszystko grozi nam upstrzenie rąk wzorzystymi zadrapaniami, fotele i kanapy pozbawione tapicerki, spadający na głowę karnisz czy pobudki o szóstej rano po to tylko, żeby się pobawić. Jednak chwile, gdy kocurek przychodzi do nas, kładzie się na kolanach i mruczy tak, że zagłusza muzykę są warte wszystkich utraconych nerwów.

Izabela Raducka
(redakcja@kobieta20.pl)




Facebook
 

COUNT:31