W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Międzyplanetarna pogoń za sławą

Opublikowano: 2011-08-08
Recenzja książki Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje
Czy po książce o tak niedorzecznym tytule możemy się wiele spodziewać? Z pewnością przyciągnie on czytelników, odważnych i żądnych wrażeń, którzy sięgając po „Dziewczynę Płaszczkę…”

oczekują od niej sporej dawki humoru i zabawy. Czy tytuł opublikowany w głośnej serii wydawnictwa Prószyński i S-ka „Fantastyka. Prawdopodobnie najlepsze książki na świecie” zdoła obronić swój honor i zapewnić świetną czytelniczą rozrywkę?


Akcja książki Rankina toczy się w XIX wieku. Dziesięć lat po przybyciu najeźdźców z Marsa, Ziemia zdołała odeprzeć atak, a także zmieść całą marsjańską cywilizację z ich rodzimego globu. Dodatkowo, przybysze z Wenus i Jowisza postanowili się ujawnić, po wielu setkach lat przebywania na naszej planecie. Brzmi ciekawie, lecz nieco naiwnie, prawda? Swoistym centrum działań i komunikacji z obcymi jest nie, jak można by się spodziewać, Nowy Jork, a Londyn. To właśnie w tym pięknym mieście, poznajemy George’a Foxa i jego mentora, profesora Coffina. Z wagonem o nazwie „Najbardziej chwalebne nienaturalne atrakcje” podróżują oni po cyrkowych jarmarkach, wystawiając swój popisowy numer – sformalizowanego Marsjanina. Jako, że jego termin ważności zbliża się do daty wygaśnięcia, zaczynają szukać nowego eksponatu do zaprezentowania widzom. Wśród tak nietypowych postaci jak podwójny hinduski chłopiec, któremu z klatki piersiowej wyrasta pasożytniczy bliźniak, czy Rosyjski Chłopiec o Psiej Twarzy, napotykają na plotki o legendarnej Dziewczynie Płaszczce. Wyruszają więc na jej poszukiwanie, napędzani wiarą w tajemniczą przepowiednię i popędzani kopniakami Przeznaczenia.


Umiejętnie czerpiąc z historii, ale i fantastyki, Rankin potrafi zadziwić czytelnika na każdym kroku. Najazd obcych, jak sam pisze, był identyczny z tym z „Wojny Światów” H.G.Wellsa. Przez karty książki przewijają się takie postacie jak Nikola Tesla, Winston Churchill, Charles Babbage czy… Adolf Hitler. Niektóre z nich dosłownie wskrzesza z grobu informując nas w przypisach, że historia po prostu bywa omylna. Co więcej, jego ignorancja dotycząca faktów naukowych na temat braku możliwości życia na innych planetach w układzie słonecznym, a już tym bardziej swobodnego podróżowania między nimi i adaptacji do warunków innego globu, potrafi nieco zirytować czytelnika, ale w końcu, w fantastyce wszystkie chwyty są dozwolone.


Zdawać by się mogło, że cały pomysł na fabułę brzmi prosto, wręcz banalnie. Ot, poszukiwawcza wyprawa, która z pewnością napotka na pewne problemy, ale skończy się happy endem. Nic z tych rzeczy. Rankin wymyślił sobie o wiele bardziej skomplikowaną fabułę, w której nic nie jest takie, na jakie wygląda. Niektórzy z głównych bohaterów, do których w trakcie obłędnych przygód profesora i jego adepta, dołączy również tajemnicza Ada Lovelace (również postać historyczna) oraz małpa, zmyślnie nazwana Darwinem, są lepiej rozbudowani, inni gorzej. Przemiana George’a z cyrkowego błazna w „lorda” i niezwykle zaradnego i sprytnego chłopaka nie jest do końca wiarygodna i wystarczająco uzasadniona. Czytelnikowi łatwiej zrozumieć pobudki jego mentora. Niemniej jednak szybko zaczynamy kibicować wybranym postaciom i z wypiekami na twarzy śledzić ich fascynujące przygody, pełne zwrotów akcji i przedstawicieli innych ras.


Czas przy lekturze upływa zadziwiająco szybko. Rankin ma spójny, lekki styl, przy którym nie poczujemy zgrzytów. Skupia się bardziej na ogóle historii, zamiast na detalach. Dla niektórych może być to zaleta, jednak mi brakowało czasem wyjaśnienia szczególnych aspektów techniki, która jest dość ważna w tym gatunku fantastyki. Kolejnym mankamentem jest niewielka ilość humoru. Komentarze autora, zarówno te w przypisach jak i w treści potrafią wywołać uśmiech na twarzy, jednak nie w takich ilościach, jakich byśmy oczekiwali.


Dziewczyna Płaszczka” to prawdziwy steampunk. Alternatywna historia połączona z iście wystrzałową fantastyką pióra Rankina nie pozwoli się nudzić. Przymykając oko na jej niewielkie wady, zostaniemy wciągnięci w awanturniczą przygodę, której surrealizm da się nam we znaki. Czytelników wymagających górnolotnych frazesów i rozmyślań filozoficznych – „Dziewczyna Płaszcza i inne nienaturalne atrakcje” na pewno rozczaruje. Tym, którzy szukają w literaturze rozrywki, dobrze spędzonego czasu i satysfakcji z lektury – polecam.


Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje, Robert Rankin, Prószyński i S-ka, 2011


Katarzyna Pietraszko
(redakcja@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 

COUNT:34