W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Miłość, przyjaźń, intryga prosto z Edynburga

Opublikowano: 2012-05-09
Recenzja książki Nieznośna lekkość maślanych bułeczek
„Nieznośna lekkość maślanych bułeczek” – czy ktokolwiek pozostałby niewzruszony, słysząc taki tytuł? Za oknem coraz cieplej, wakacje coraz bliżej, życie zdaje się piękniejsze i lżejsze, i taka też jest ta książka.

Jest to już piąty tom serii 44 Scotland Street. Myślę, że nie jest on skierowany tylko do osób, które przeczytały wszystkie poprzednie części. Można podzielić czytelników na dwie grupy: tych, którzy sięgną po książkę z chęcią spotkania się ze starymi znajomymi, w celu sprawdzenia, co u nich słychać, jak potoczyły się ich dalsze losy. Druga grupa to czytelnicy, dla których „Nieznośna lekkość maślanych bułeczek” to dopiero początek znajomości z mieszkańcami Edynburga. Przyznaję, że nie czytałam poprzednich tomów, należę zatem do drugiej grupy czytelników. Czy przeszkodziło mi to w czerpaniu przyjemności z czytania? Absolutnie nie. Wprawdzie na początku miałam wrażenie, że autor rzucił mnie w środek pewnej ciągłej historii i że niezbyt dobrze znam bohaterów, których jest tu sporo. Nie wiedziałam o kim i o czym jest w końcu ta książka, jednak po kilku rozdziałach początkowe zdenerwowanie ustąpiło miejsca uśmiechowi i ciekawości kolejnych bohaterów.

Moimi faworytami stali się Angus, staroświecki malarz w średnim wieku, i jego pies Cyril, nie odstępujący pana na krok. Posiadanie niezbyt ładnie pachnącego psa ze złotym zębem jest trochę przekleństwem dla Angusa – która kobieta chciałaby za męża faceta upapranego farbami, ubranego w wysłużony tweedowy żakiet, ciągnącego za sobą na smyczy kudłatego psa, liżącego wszystkich i mającego ochotę ugryźć czyjeś kostki, oczywiście z miłości. Warto w tym miejscu wspomnieć o narracji. Prowadzona jest z punktu widzenia kilku bohaterów, a nawet właśnie z punktu widzenia czworonożnego przyjaciela Angusa. Mimo że Cyril nie jest agresywny i jest uwrażliwiony na sztukę (z ciekawością przygląda się obrazowi, który stanie się w książce powodem kryminalnej intrygi), podczas wizyt u przyjaciół musi czekać na swojego pana na klatce schodowej. W piątym tomie ten spokojny pies zostaje tatą sześciu szczeniaków, a jego pan musi ponieść tego konsekwencje i przyjąć pieski pod swój dach…

Oprócz wspomnianej gangstersko-kryminalnej intrygi z obrazem, pojawia się również wątek miłosny. Matthew bierze ślub z Elspeth, a ich podróż poślubna do Australii obfituje w niesamowite wydarzenia, którym trudno dać wiarę. Bruce, którego czytelnicy pamiętają zapewne jako zbyt pewnego siebie egoistę łasego na pieniądze, przechodzi metamorfozę, pragnie stać się pełnym pokory, lepszym człowiekiem. Bardzo polubiłam też sześcioletniego Bertiego, zdolnego chłopca. Jego nadzwyczajną inteligencję jeszcze bardziej chce spotęgować mama Bertiego, wysyłając go na mnóstwo zajęć pozalekcyjnych, ale też kontynuując rozpoczętą już w poprzednich częściach psychoterapię dziecka. Zabawne, że mały Bertie zauważa, jak bardzo jego młodszy brat jest podobny z wyglądu do psychoterapeuty, którego mama tak lubi… Bertie często chce, aby mama zniknęła z jego życia, ale jednocześnie boi się, że ją straci, i co wtedy? Marzeniem sześciolatka jest wstąpienie do skautów. Ale przecież jego mama, Irene, wie lepiej, co jest mu w życiu potrzebne. Uważa, że w „dobie nawigacji satelitarnej” kompas i scyzoryk w rękach małego chłopca jest całkowicie zbędny. Czy da się przekonać, i choć trochę pozwoli Bertiemu na przeżycie prawdziwego dzieciństwa?

Książka opowiada o życiu, o rozterkach, jakie może mieć każdy z nas, o ludziach, których możemy spotkać nie tylko w szkockiej kamienicy. Lekka narracja opisująca bieg wydarzeń miesza się z fragmentami dotyczącymi polityki szkockiej, współczesnych władz, filozofii Freuda, a także najważniejszych wartości życiowych. Dzieje się tu naprawdę dużo, wymieniłam kilka postaci i sytuacji, którymi, mam nadzieję, zachęciłam do lektury. Czytanie uprzyjemnia też podział na krótkie rozdziały, często zakończone stosowną do treści ilustracją. Czasem tytuł rozdziału zdradza bieg przyszłych wydarzeń, ale wystarczy po prostu nie zwracać uwagi na nagłówki pisane większą czcionką, i zagłębić się od razu w tekście głównym.

Przed zapoznaniem się z książką, której akcja dzieje się w Edynburgu, uważałam Szkocję za niezbyt przyjazne miejsce, a jej mieszkańców za zimnych i nieciekawych. Alexander McCall Smith przewrócił tę opinię do góry nogami!

Nieznośna lekkość maślanych bułeczek, Alexander McCall Smith, MUZA, 2012

Hanna Kwaśna
(hanna.kwasna@kobieta20.pl)



Facebook
 

COUNT:33