W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Nie ma czasu na miłość

Opublikowano: 2011-01-27
Miłość towarem deficytowym
Po co mielibyśmy narażać siebie, swój cenny czas, drogocenną karierę? Tylko po to, by poczuć dreszcz przebiegający po karku i szybsze bicie serca na widok jakiejś tam osoby?

Dewizą XXI wieku w stosunkach międzyludzkich stała się wyśpiewana przez Grabaża i jego zespół Strachy na Lachy propozycja - prowokacja: Chodź ze mną do łóżka, Właściwie to już chyba nie prowokacja. W poprzednim wieku w pewnym stopniu za taką mogła uchodzić i wywoływać rumieniec na delikatnym licu, ale obecnie? Zdecydowanie nie! W czasach rozprzestrzeniającego się na szeroką skalę konsumpcjonizmu i pożerającej nasze osobowości komercji, wyzwaniem, a zarazem towarem deficytowym stała się miłość.

Jednak czy w wieku bez niewinności, ktokolwiek może sobie na tak ogłupiające uczucie pozwolić? Kiedy mielibyśmy znaleźć na nie czas? Między lunchem biznesowym a kolejnym zleceniem? Zresztą, po co mielibyśmy narażać siebie, swój cenny czas, drogocenną karierę? Tylko po to, by poczuć dreszcz przebiegający po karku i szybsze bicie serca na widok jakiejś tam osoby? Podobny efekt osiągniemy po wypiciu 5 filiżanek espresso, a dreszcze, no cóż, przy tak ?wspaniałym? klimacie, jaki mamy w Polsce, o nie nietrudno. Chyba, że ktoś pragnie doświadczyć tego, co opisał Jarosław Iwaszkiewicz: ?przestaję być sobą (...) Nie wróci długo spokój; lata całe będę nie rozumiał mych czynów, słów i blasku ziemi.? Coś jeszcze zostało? Ach tak, seks. Od czasów rewolucji seksualnej jednak przestał stanowić tabu. Mamy go teraz na wyciągnięcie ręki i od nas zależy, jak często po niego sięgamy. Zresztą Milan Kundera zaznaczył, że ?miłość nie wyraża się w pragnieniu uprawiania seksu, lecz w pragnieniu wspólnego snu.? Okazuje się, że nie ma ani jednego powodu, aby się zakochać.

Żyjemy sobie w takim razie w tempie tak zawrotnym, że potrafimy niemal doścignąć Kubicę. Zagryzamy po wyboistej drodze do kariery kolejnego szczura, bo inaczej on załatwiłby nas i nagle ,nie wiadomo skąd, zjawia się taki mały s******* o irytującym imieniu Amor, z jeszcze mniejszym od siebie łukiem, i nie pytając o zdanie, bezczelnie w nas wymierza. Nim zdążymy się zorientować, jesteśmy załatwieni. Nagle naszą koncentrację trafia szlag, szaleńczy wyścig z kolejnym napotkanym gryzoniem nie robi już na nas wrażenia, co więcej nawet go nie zauważamy. Natomiast poraża nas roztaczający się dookoła krajobraz, lazurowe niebo, białe obłoczki, słodkie pieski i kotki. Chodzimy z przyklejonym do twarzy głupawym uśmiechem, mętnym wzrokiem śledząc za odkrytym dopiero co pięknem natury, nie potrzebujemy żadnych używek, bez tego jesteśmy nieprzytomni i naiwnie szczęśliwi. Nie przypuszczamy jeszcze, że nadchodzi, jak (słusznie bądź nie) zauważyła Maria Konopnicka, klęska świata, czyli... miłość.

Bardziej zadziorne egzemplarze, próbują walczyć z tym nieprzyzwoitym uczuciem i powrócić do normalności, ale kto raz dostał się pod zdradziecki obstrzał tego wrednego bożka, ten nie ma najmniejszych szans, by wyjść z tego cało. Pozostanie mu tylko wykrzyczeć za Władysławem Broniewskim: to mi życie daje, to zabija, że ja ciągle (psiakrew!) ciebie kocham.

Wszystko byłoby nie takie złe, gdyby nie to, że cudowne historie w stylu książę zakochuje się w kopciuszku albo księżniczka w żabie, która przemienia się w ślicznego księcia, a potem wszyscy żyją długo i szczęśliwie, można między bajki włożyć, czyli tam, gdzie ich miejsce.

W naszych bezwzględnych czasach nie mamy szans na cudownego pana Darcy, który rzuci nam świat do stóp. Tacy mężczyźni wyginęli wraz z Jane Austen. Nam pozostały już same ropuszki, ale czyż to nie są urocze stworzenia? Może, przy odrobinie szczęścia, z takiego płaza jednak jakiś tam księciunio się wyłoni, raczej mało prawdopodobne by od razu z zamkiem, no chyba, że błyskawicznym i to często niedopiętym. Nie ironizujmy jednak, bo jak pisał Tadeusz Kubiak: nasza czułość zabija nas, nasz cynizm zabija innych.

Jaki morał z tej historii? Taki, że nawet w krwiożerczym kapitalizmie jego drapieżni i bezwzględni reprezentanci, chcąc nie chcąc, mogą zostać pokonani przez jedną jedyną siłę - miłość.

Jowita Kubiak
( jowita.kubiak@dlalejdis.pl )



Facebook
 

COUNT:33