W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


„Nie zależy mi na promowaniu własnego nazwiska” – wywiad z pisarką Ulexią Faust

Opublikowano: 2015-02-08
Wywiad z Ulexią Faust, autorką książki
Ma czternaście lat, głowę pełną pomysłów i właśnie wydała swoją pierwszą książkę.

O literackim debiucie, krytyce czytelników i egzotycznie brzmiącym pseudonimie rozmawiamy z Ulexią Faust, autorką powieści „Córka ognia i krwi”.

Masz 14 lat. Dziewczyny w twoim wieku myślą raczej o stopniach w szkole i pierwszych randkach. Ty postanowiłaś napisać książkę.
No cóż, każdy jest inny. Uważam, że na randki mam jeszcze czas. Poza tym to trochę denerwujące, jeśli wszystkie nastolatki mierzy się tą samą miarą. Dobrze się uczę i zawsze staram się znaleźć czas na inne przyjemności. Nie jestem "kujonką", więc nie poświęcam całego popołudnia na naukę. Zawsze znajdzie się coś ciekawego do zrobienia: od opery na TVP Kultura, po powtórki programu "Sensacje XX wieku".

„Córka ognia i krwi” to twój literacki debiut. Jak doszło do jej wydania?
Kiedy napisałam książkę, zaczęłam poważnie myśleć o jej wydaniu. Uznałam, że dobrze byłoby zrobić coś dla potomności i spróbować swoich sił. Nie ukrywam, że mam zamiar kontynuować pisanie. Jeśli chodzi o wydanie, to droga była dość skomplikowana. Pisałam do wielu wydawnictw, niestety bez odpowiedzi, nawet przeczącej, aż w końcu przypadkiem trafiłam na Novae Res. Tak zaczęła się moja wydawnicza przygoda.

Kto był twoim pierwszym recenzentem? Miałaś opory przed pokazaniem swojego dzieła rodzinie i znajomym?
Moim pierwszym recenzentem był tata. Zawsze bardzo mnie wspiera w moich pasjach i jest dość entuzjastycznie nastawiony do moich pomysłów. Muszę przyznać, że wstydziłam się pokazać książkę mamie, która jest wymagającą i bardzo realistyczną osobą. Cenię ją, bo jest szczerym i obiektywnym krytykiem, który potrafi wprost wskazać mi błędy.

Powieść pojawiła się w księgarniach. Nie boisz się słów krytyki? Na jednym z portali internetowych można przeczytać, że wprowadziłaś do książki zbyt wielu bohaterów i odbiorca może się pogubić. Odniesiesz się do tych zarzutów?
Słów krytyki jest wiele, ale staram się tym nie przejmować Krytyka nakręca mnie pozytywnie i motywuje do samodoskonalenia. Wydaje mi się, że liczba moich bohaterów nie jest taka tragiczna. George R.R. Martin, w swoich książkach, wprowadza o wiele więcej jednowątkowych, epizodycznych postaci, a mimo to nikt nie uważa tego za błąd.
Czasami zastanawiam się, czy jeśli coś przychodzi do Polski z "zachodu", to od razu musi być bardziej cenione od rodzimych odpowiedników.

Zaintrygował mnie twój pseudonim. Skąd pomysł, żeby podpisać się Ulexia Faust? Wielu ludzi marzy na okładce książki ujrzeć własne imię i nazwisko.
Nie zależy mi na promowaniu własnego nazwiska. Uważam, że pseudonim jest lepszy i pozwala na wyrażenie siebie poprzez jego nadanie. Bardzo ciekawym doświadczeniem jest stworzenie nowej tożsamości, która jest zupełnie inna od pisarza, a równocześnie niepowtarzalna. Mój pseudonim można bardzo prosto rozłożyć na czynniki pierwsze. Ulexia - to sfeminizowana forma łacińskiej nazwy kwiatu o polskim odpowiedniku kolcolist. Faust natomiast pochodzi od mojego ulubionego bohatera literackiego, doktora Fausta, którego stworzył Goethe.

Jestem ciekawa, czy czytasz szkolne lektury? Która z nich najmocniej zapadła ci w pamięć?
Czytam wszystkie książki, może z wyjątkiem romansów i powieści dla nastolatek. Od początku szkoły przeczytałam wszystkie lektury, jakie były przeznaczone dla poszczególnych klas. Najmocniej zapadł mi w pamięć "Mały Książę". Zakochałam się w prostocie tej książki. Wydaje mi się, że ta powieść jest fenomenem na skalę światową. Podziwiam ją, bo pomimo dość krótkiej treści, przekazuje nam wiele pięknych sentencji, które pozornie są ukryte pod, wydawałoby się, dziecinnymi stwierdzeniami głównego bohatera.

Jest taka książka, na którą patrzysz i myślisz sobie: „kurczę, jaka szkoda, że sama tego nie napisałam.
Oczywiście, że tak! Jest wiele takich powieści, ale ta, której najbardziej żałuję, to "Córka dymu i kości" Laini Taylor. Dawno nic tak mnie nie zaskoczyło. Książka ta jest pełna świeżych pomysłów i oryginalnego łamania stereotypów. Myślę, że bez problemu mogłabym zaliczyć ją do swoich ulubionych tomów.

Pracujesz nad kolejną częścią „Córki ognia i krwi”. Zdradzisz, czego może spodziewać się czytelnik w drugim tomie?
Tak, rozpoczęłam już pracę nad drugą odsłoną mojej powieści. Mogę zdradzić, że Nina w końcu dowie się prawdy o swoim pochodzeniu i pozna kogoś, kto nie będzie jej obojętny. Ponadto planuję wyjaśnić wiele, do tej pory pominiętych, szczegółów z pierwszej części.

Ilona Kowalska
(ilona.kowalska@dlalejdis.pl)



Facebook
 

COUNT:32