W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Reklama bez granic

Opublikowano: 2011-02-09
seksowna pani domu, kochający wibrator
Seks przestaje być tematem tabu? W polskiej reklamie z pewnością. Tylko czy my chcemy, by reklamy wibratorów weszły do codziennego życia i stały się tak powszednie jak reklamy masła?

Czy ktoś stoi na straży etyki?

W obecnych czasach już nikogo nie dziwią reklamy, w których seks gra pierwsze skrzypce. Kultura masowa przyzwyczaiła nas do tego, że seks sprzedaje wszystko, od warzyw po sprzęty AGD. Podsyca naszą fantazję. Kusi, wpływa na nasze myślenie i sprawia, że dosłownie pożądamy danego produktu. Połączony z humorem jest skutecznym marketingowym narzędziem. Problem pojawia się jednak, kiedy zostają zachwiane wartości i tym samym zachwiane filary etyki. We współczesny świecie krok po kroku przekraczamy granicę nie tylko dobrego smaku, ale i moralności.

Zwierzęce pożądanie
Większość z reklam bazuje na naszych pierwotnych instynktach. Najłatwiej dotrzeć do tej sfery, którą próbujemy poprzez nałożone nam normy stłumić. Specjaliści od marketingu dobrze o tym wiedzą i w inteligentny sposób pociągają za odpowiednie sznurki, żonglując naszymi emocjami. Dobrze znają mechanizm działania ciała migdałowatego, które jest niesamowicie podatne na przekazy erotyczne. Wystarczą powiększone źrenice, błysk w oku, ruch palcami, delikatnie pocierającymi krawędź kieliszka, by nasz mózg odpowiednio odczytał te sygnały. Przedstawiony w ten sposób produkt staje się obiektem pożądania. Ma nie tylko zaspokoić nasze podstawowe potrzeby, ale sprawić, że dzięki niemu spełnimy swoje marzenia.

Zmysłowe parówki
Erotyka widoczna w reklamach jest w pewnym sensie zamiennikiem seksu, który jako jedna z najsilniejszych potrzeb człowieka stale domaga się zaspokojenia. W polskiej reklamie coraz częściej produkty niekojarzące się seksem, w kampaniach odwołują się do niego. Bohater z reklamy serka homogenizowanego, który ląduje w łóżku u boku kobiety. Zmysłowo poruszająca się parówka, czy wytryskujący z butelki napój gazowany oblewający nieskromnie ubraną dziewczynę. Bywają reklamy, które są w pewnym sensie formą sztuki, traktują erotykę w wywarzony estetyczny sposób. Jednak coraz częściej spotykamy się z tandetą, która w prostacki sposób, ocierając się już o pornografię, chce sprzedać towar.

Seksowna Pani Domu
Innym problematycznym elementem w reklamie jest utwierdzanie stereotypowego myślenia o płci. Ona - piękna, gospodyni w skąpym fartuszku - opiekunka domowego ogniska, która równocześnie staje się kobietą sukcesu. On – silny, przystojny, codziennie wyrusza na łowy, by zapewnić swojej rodzinie dobrobyt oraz spełnić zachcianki swojej damy serca. A we współczesnym świecie stają się one coraz dziwniejsze. Podsuwane są nam coraz bardziej szokujące pomysły na takie podarki, zwłaszcza w Walentynki.

Kochający wibrator (!?)
Luty to okres, kiedy reklamy z erotycznym podtekstem zalewają nas z każdej strony. Niestety nie wszystkie są subtelne i w wysmakowany sposób ukazują romantyczną miłość. Ostatnio w Warszawie pojawiły się reklamy produktu YOOO firmy Fun Factory. Przedstawiają one „wibrator”, jeśli tak można nazwać gadżet erotyczny dla kobiet przypominający głowę Myszki Miki. Szokujące jest miejsce, które producenci wybrali na zamieszczenie swoich reklam – są to przystanki komunikacji miejskiej. Dostępne dla wszystkich, również dla najmłodszych. Mało tego. Odbiorca zostaje skierowany na stronę producenta walentynkowej zabawki - www.funfactory.pl. Pierwsze co widać to ogłoszenie konkursu, który dodatkowo prowokuje do uwiecznienia balansującej na krawędzi etyki reklamy.

Wydaje się, że tupet producenta nie zna granic. Potwierdza to hasło kampanii: „14 lutego powiedz I love YOOO”. Są tu pomieszane nie tylko pojęcia, ale i wartości. Prawdziwe uczucia z emocjami towarzyszącymi miłosnej ekscytacji podczas stosunku czy też erotycznej zabawy. Czy na pewno współczesna kobieta oczekuje takiego prezentu?

Granice tego, co dobre bądź złe, moralne czy nie moralne, codziennie zostają przesunięte. To, co kiedyś uważane było za niemoralne - dziś jest normą. Naszych przodków bulwersowały odsłonięte kolana, my zastanawiamy się nad tym czy nagie ciało jest wystarczające ponętnie ułożone, by zachwycić i przyciągnąć odbiorcę. Jeśli to staje się normą i łamie konwencje, to dlaczego reklama gadżetu erotycznego wciąż wzbudza więcej emocji niż erotyczna reklama keczupu? Czy jesteśmy w stanie bez niepotrzebnej pruderii i hipokryzji odebrać reklamę, w której głównym bohaterem staje się wibrator?



Facebook
 

COUNT:31