W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Subkultura – groźna sekta czy kochająca rodzina?

Opublikowano: 2012-07-22
Cała prawda o subkulturach.
Subkultura zastępuje rodzinę, zapewnia rozwój wartości i organizuje czas wolny.

Zanim jednak zdecydujemy się na przystąpienie do którejkolwiek, warto byłoby rozważyć wszystkie plusy i minusy takiej decyzji.

Przyjaciele zamiast rodziny?
Niepodważalnym argumentem, który stoi za przystąpieniem do grupy, jest zanik problemu poczucia osamotnienia i braku zrozumienia. Nowi znajomi stają się prawdziwymi przyjaciółmi. Spędzają z nami czas wolny, rozmawiają, rozumieją nasze rozterki. Za każdym razem potrafią idealnie doradzić. Szybko zyskujemy poczucie solidarności. Otrzymujemy wsparcie zawsze, gdy nastaje taka potrzeba. Z nową „rodziną” rozumiemy się niemal bez słów. Są to bowiem ludzie o takich samych poglądach. Tworzymy wspólną ideologię, do której się później odwołujemy i według której działamy. Jej nieodłącznym elementem jest życie kulturalne. Dochodzi w ten sposób do dzielenia przeżyć wynikłych ze wspólnego słuchania muzyki lub uczestniczenia w koncertach i innych wydarzeniach. Zyskujemy poczucie bezpieczeństwa i stajemy się potrzebni. Jako grupa przyczyniamy się także do rozwoju kultury (np. dzięki nam muzyka dostaje „zastrzyk energii”). Wraz z nią zmieniamy także inne dziedziny: malarstwo, rzeźbiarstwo, architekturę, literaturę. Dla nas organizują imprezy, happeningi, eventy. Przynależność do subkultury wpływa także na osiąganie wyznaczonych przez nas celów. Nie jesteśmy w dążeniu do nich samotni. Mamy motywację, bo w grupie zawsze raźniej. Dodatkowo odznaczamy się własnym stylem, który napawa nas dumą i staje się znakiem rozpoznawczym. Niech przykładem będzie strój hipisów, który zawsze cechował się prostotą, zmysłowością i bogatą paletą barw. Symbolizował jedność z naturą, wolność i niezależność. W przeszłości był także wyrazem jednolicowości – pierwsi hipisi nosili ten sam strój w każdej sytuacji. Miało to pokazać innym ludziom, że czują się sobą. Strój nie zdradzał różnic w statusie czy bogactwie noszących go. Wyróżniały ich także fryzury, makijaż i dodatki (np. długie włosy noszone były na znak buntu i istnienia poza społeczeństwem).

Odrzucenie?
Złą, a niedostrzeganą przez członków subkultur stroną odrębności, jest podział na „my” i „wy”, przez co nigdy nie dojdzie do porozumienia między daną grupą, a światem czy też między dwoma odmiennymi grupami. Inność rodzi złość, co oznacza, że przystępując do danej subkultury, musimy liczyć się z odrzuceniem przez środowisko. Zaczniemy być postrzegani stereotypowo, możemy wzbudzać ciekawość, niechęć czy odrazę. Niewątpliwie będziemy skupiać na sobie spojrzenia przechodniów. Czasem mogą być one krótkie i ukrywane w wyniku strachu, jaki wzbudzimy. Ludzie mogą utożsamiać nas z ideą przemocy i agresji, co w niektórych przypadkach rzeczywiście jest prawdą (np. chuligani kładą większy nacisk na bitwę, niż kibicowanie. Dodatkowo spożywają spore ilości alkoholu, co sprawia, że są nieprzewidywalni). Pierwsze wrażenie, jakie robią członkowie większości subkultur, jest złe. To oczywiście tylko jedno z następstw myślenia stereotypowego. Nieświadomie możemy ściągać na siebie nienawiść innych. Jeżeli w naszym otoczeniu coś ulegnie zniszczeniu lub zaginie, zawsze będziemy pierwszymi na liście podejrzanych. W momencie przyjęcia do danej grupy, musimy liczyć się z odrzuceniem ze strony reszty świata. Przynajmniej na czas, dopóki nie zrezygnujemy. Częściowo zatracimy swoją indywidualność. Subkultury charakteryzują się dbaniem o całość, a nie o jednostkę. Liczy się podtrzymywanie idei i wartości. Nie można pozwolić sobie na złamanie reguł z powodu słabego czy niezdecydowanego ogniwa. Złym uczuciem, które niestety panuje w grupach, jest poczucie wyższości nad innymi. Niejednokrotnie prowadzi ono do walk lub innych przejawów agresji. Także dzielenie wspólnych celów nie do końca jest dobre. Oprócz motywacji i stabilizacji, charakteryzuje się powolnym ściąganiem wszystkich na niski poziom życia. Przykładem są Skini, którzy sfrustrowani rzeczywistością, za całe zło obwiniają obcokrajowców. Schodzą na drogę przestępczą i wymagają tego samego od nowych członków. Innym przykładem są Punki. Oni z kolei wymagają niskiej samooceny, noszenia starych i zniszczonych ubrań oraz publicznego obnoszenia się z tym, że są nikim. To zdecydowanie oddala ich od ludzi. Wkrótce zaczynają myśleć nie tylko, że nie pasują, ale że wprost nie należą do otaczającego ich świata (stąd wyznawanie anarchii u niektórych grup, które ma być próbą kreowania nowego, lepszego w ich oczach świata). Przystępowanie do subkultur jest często uważane, jako błąd w wychowaniu dziecka. Brak zrozumienia czy zainteresowania problemami młodego człowieka sprawia, że szuka on bratnich dusz w innych kręgach. Często przystępując do subkultury, zaczyna także zażywać różnego rodzaju środki odurzające. Akceptuje alkohol, narkotyki, a później także chuligaństwo czy hasła „wolnej miłości”. Niebezpieczeństwem staje się wysokie prawdopodobieństwo pozostania śladu na całe życie, np. w postaci alkoholizmu, narkomanii, choroby wenerycznej.

Analizując wszystkie dobre oraz złe strony subkultury, sami powinniśmy zastanowić się, czy warto być jej częścią. Jeśli tak, to jakiej i w którym momencie poprzestać? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Subkultura sama w sobie jest tak samo dobra, jak i zła. Pewne dziedziny życia rozwija, a pewne niszczy. To my musimy rozważyć, czego oczekujemy od życia i w jaki sposób chcemy to osiągnąć.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)



Facebook
 

COUNT:33