W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


Za grzechy trzeba zapłacić...

Opublikowano: 2011-10-11
Recenzja książki Tarantula Thierry Jonquet
Tytuł "Tarantula" zapewne niewiele (lub nie tak dużo jak powinien) wam mówi. Za to "Skóra, w której żyję" już tak.

Ta pierwsza to książka "na podstawie" której genialny Pedro Almodovar nakręcił film. Co jest lepsze? To co pierwsze. W moim przypadku pierwsza była książka.

Świadomość, że powieścią Thierry'ego Jonquet'a zainteresowała się mój ulubiony reżyser sprawiła, że moje oczekiwania co do tej książki urosły do monstrualnych rozmiarów. Miało się w niej dziać, miało być niesamowicie, "psychodelicznie", ciężko i tak, "że szczęka opada". I było! Pod wszystkimi tymi względami książka przerosła moje oczekiwania. Oj, jak dobrze było mieć ją w swoich łapkach!

O czym opowiada "Tarantula"? To króciutka historia, a raczej trzy z pozoru odrębne historie zła, nienawiści, żądzy zemsty i okrucieństwa.
Pierwszy i główny wątek to historia Ewy i Richarda Lafargue. Mężczyzna to zamożny chirurg plastyczny, którego żona zmarła, a córka przebywa w zakładzie dla umysłowo chorych. W wielkim domu ma jednak towarzyszkę - Ewę. Kim jest dla niego kobieta? To pytanie na które czytelnik pocztowo nie znajdzie odpowiedzi. Ewa jest zamykana w swym pokoju, Ewa jest zapraszana na bankiety, Ewa jest zmuszana do prostytucji, Ewa nie protestuje. Więź tych dwojga wydaje się być mieszkanką niesamowicie silnej nienawiści i nieproszonej miłości.
Drugi wątek to losy dwóch przyjaciół: Alexa i Vincenta. Pierwszy z nich, wiejski osiłek, po nieudanym napadzie na bank skrywa się na odludziu. Chcąc uniknąć więzienia musi jednak opuścić kryjówkę i zacząć działać. Gdzie w tym czasie podziewa się jego przyjaciel? Vincent zostaje porwany. Nie jest to jednak zwykłe porwanie. Oprawcy - tytułowemu "Tarantuli" - chodzi o coś więcej. Przetrzymuje go nagiego w piwnicy, po dłuższym czasie przynosi mu wodę i jedzenie, obserwuje jego upadek i napawa się swoją władzą. Ze swoja ofiarą może zrobić wszystko - zwłaszcza to co najgorsze: swymi prezentami wzbudzić wdzięczność i oswoić niczym wzorowe, domowe zwierze.
W każdej z historii wszystko jest dokładnie przemyślane i zaplanowane. Autor dozuje napięcie, podaje najważniejsze szczegóły, a czytelnik... myśli i kombinuje (hipotez mamy od groma, ale żadnych dowodów na ich prawdziwość). Dopiero w ostatnich rozdziałach wszystkie niejasności zazębiają się i wzajemnie uzupełniają prowadząc do szokującego zakończenia.

Jonquet w swej powieści przedstawił perfekcyjny obraz zła. Zła, które jest ukryte w zwykłych ludziach, które może obudzić się w człowieku nagle i pozostać z nim do końca. Zło sprawia, że żadna postać nie potrafi kochać. A nawet jeśli jej się wydaje, że gdzieś za rogiem czai się miłość, to czy ze zła może się ona narodzić? Na gruncie Jonqueta trudno w to uwierzyć.
Opisać brutalność ludzi da się tylko w jedne sposób: oszczędnym, prostym i chłodnym językiem. Styl autor nie jest zbyt rozbudowany, jednak ma w sobie coś niepowtarzalnego i barwnego (czy to wynik wpływu nurtu noir?). Książka wciąga, porywa, nie pozwala się oderwać, co chwilę zaskakuje i zapada w pamięć. Pochłania się ją w tempie błyskawicznym!

Największym złem jakie Almadovar zrobił tej książce jest... tytuł filmu. Domyślacie się dlaczego? Domyślacie. Mimo, że podstawą obu dzieł jest ten sam motyw, to fabuła jednego i drugiego jest zupełnie inna. To niemal dwie różne historie. I pomimo mojej wielkiej miłości do Pedro muszę stwierdzić, że Thierry bije go na głowę!
Zapiszcie i zapamiętajcie: "Tarantula", THIERRY JONQUET.

Tarantula, Thierry Jonquet, Prószyński i S-ka, 2011

Milena Kwasek
(redakcja@kobieta20.pl)



Facebook
 

COUNT:34