Nigdy nie należy pukać do drzwi zbyt długo

Opublikowano: 2011-08-06
Recenzja książki Za niebieskimi drzwiami
Wyobraź sobie, że masz 12 lat i nagle Twój świat wywraca się do góry nogami. Nie ma mamy, nie ma domu, wszystko jest nowe, obce i przeraźliwie nieciekawe.

Gdy już zapukasz do świata w którym jest miło, ciepło i pięknie... on też zaczyna rozczarowywać.

Łukasz Borski, dwunastoletni bohater powieści, razem z mamą wyrusza w podróż. Chłopiec od dłuższego czasu czekał na ten moment - zapracowana mama ma wolne, są wakacje i... może być tylko piękniej. Niestety, rodzinna wycieczka kończy się wypadkiem samochodowym. Mama chłopca pozostaje w śpiączce, on sam po dziesięciu miesiącach rehabilitacji opuszcza szpital. Nadal jednak porusza się o kulach, odczuwa ból w kolanie, a jego jedna noga pozostaje krótsza od drugiej. Początkowo mieszka u sąsiadki, później staje przed groźbą trafienia do domu dziecka, by w finale zamieszkać u dopiero poznanej ciotki Agaty w jej pensjonacie nad morzem. Samotny i znudzony otoczeniem chłopiec przypadkowo natrafia na magiczne drzwi, które prowadzą do zaczarowanego świata. Na pierwszy rzut oka nowa, szaro-niebieska rzeczywistość wydaje sie piękniejsza i lepsza od tego co znajduje sie po drugiej stronie drzwi. Pozory jednak mylą... a chłopcu i jego bliskim grozi niebezpieczeństwo.

" Za niebieskimi drzwiami" to powieść przygodowa, obyczajowa, a gdy akcja nabiera tempa bez wahania mogę ją nazwać fantastyczną, z domieszką horroru. Szczerze przyznam, że to chyba pierwszy horror dla dzieci jaki czytałam i jak przystało na wielkiego, dorosłego tchórza - myślę, że przez kilka stron jest się czego bać (śpieszę dodać, że czytająca książkę12-latka nie bała się wcale)! Perfekcyjnie budowane napięcie, nieoczekiwane zwroty tylko wzmagają ciekawość, niepokój i wywołują lekki dreszczyk na skórze. Do tego dodajmy ogromnie cenioną przeze mnie plastyczność (zwłaszcza świata fantastycznego), która pobudza wyobraźnie oraz potoczny (narratorem jest 12-latek), humorystyczny język i mamy książkę niemal doskonałą!

Wielkie uznanie należy się autorowi - Marcinowi Szczygielskiemu za stworzenie postaci Łukasza. Chłopca, mimo swoich dziecięcych wad, da się lubić. I to bardzo, bo już od drugiej strony książki! Powodów tak szybkiej i oddanej sympatii do bohatera doszukuję się w umiejętności autora w pisaniu o emocjach nastolatków. W sytuacji trudnej, wręcz tragicznej, poznajemy problemy i uczucia małego chłopca, a także dostajemy coś dla siebie: wiedzę na temat człowieka będącego w śpiączce, wpływu wizyt rodziny, pracy mózgu, odbioru usłyszanych historii i tego co pamięta po przebudzenia.

Tradycyjnie, nie mogę nie wspomnieć o okładce. Jest magiczna i doskonale odzwierciedla świat do którego trafi Łukasz. Miła w dotyku, błyszcząca, przedstawiająca chłopca o kulach w otoczeniu krzewów, dziwnych ptaków i odległej, mrocznej postaci.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden mały szczegół. Z tyłu okładki, na samym dole, zamieszona jest informacją mówiąca o tym, że złotówka ze sprzedaży każdego egzemplarza trafi do fundacji Ewy Błaszczyk "Akogo?".

„Za niebieskimi drzwiami” to książka przeznaczona dla młodego czytelnika, śmiało jednak poleciłabym ją wszystkim dorosłym, którym marzy się powrót do świata dziecięcej fantazji, zupełnie innej od jej "dorosłej" wersji. Byłabym jednak ostrożna kupując książkę młodszym, lękliwym dzieciom - nie warto im fundować dodatkowych koszmarów.

Marcin Szczygielski, Za niebieskimi drzwiami, Instytut Wydawniczy Latarnik, 2010

Milena Kwasek
(redakcja@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat