Wiele ostatnio się mówi o równouprawnieniu. Kobiety ze wszech miar niezależne uparcie dążą do uzyskania coraz to większej emancypacji. Chcą dorównać mężczyznom nie tylko na wysokich stołkach, ale też na innych, mniej ambitnych posadach. Osoby publiczne, które po urodzeniu dziecka szybko powracają do zawodu, są oficjalnie krytykowane, jako że kariera w parze z macierzyństwem tworzy całkiem kiepski duet. Niby.
Wytyka się zatem paniom, że nie są w stanie pogodzić całodziennej pracy (pochłaniającej całkowicie czas, który nota bene powinno się spędzać z dzieckiem) z wychowaniem. Jest w tym oczywiście pewna racja, skoro bowiem ludzie decydują się na potomka lub nawet, gdy owej decyzji brak, wypadałoby poświęcić mu trochę swojej uwagi i czasu, by pokazać, jak ważne miejsce zajmuje nie tylko w życiu, ale i w sercu. Oczywiście to tylko jedna strona medalu.
W ostatnich e-wyborach przeprowadzanych wśród internautów, które dotyczyły wizji Polaków odnośnie koncentracji na poszczególnych dziedzinach życia, polityka prorodzinna z niską ilością głosów uplasowała się na ostatniej pozycji. Przywodzenie tego wyniku nie ma na celu propagowania feminizmu, który w dzisiejszej odsłonie bywa dość żałosny. Jednak skoro tak niewielu ludzi troszczy się o matki, o ich samorealizację, warunki bytu, kto powinien oczekiwać sukcesu w procesie wychowawczym? Na pewno nie ci, którzy z litością stukali się w głowy, czytając nagłówek ?polityka prorodzinna?.
To, czy dziecko zostanie dobrze wychowane, jakie wartości zostaną mu wpojone, zależy w dużej mierze od możliwości matki. Nie należy umniejszać roli ojca, jako domowego autorytetu, jednak nie da się ukryć, kto bardziej kształtuje charakter nowo poczętej istoty. Jeśli kobiecie niedowartościowanej, samej szukającej swego miejsca w świecie, przypadnie przekazać jakiekolwiek zasady czy kanon wartości, co będzie do nich należało? Niewiara we własne siły, zagubienie czy emocjonalne zachwianie wynikające z niepewnej sytuacji? Czy tego powinno doświadczać dziecko zamiast radości i zadowolenia z życia, które po twarzy, a nawet głosie można poznać śmiesznie łatwo? Odrobina egocentryzmu, kilkakrotne próby własnych sił w świecie pracy nie umniejszają w żadnym stopniu uczuć matki, które wobec dziecka są i zawsze będą ogromne! Wyłączając skrajności, kiedy ów egocentryzm, z założenia mały, wzrasta do katedralnych rozmiarów i przesłania jakiekolwiek inne przedsionki życia prywatnego.
Dlatego wszelkie czcze banały o tym, że kobieta zapatrzona w pięknego bobasa powinna zamknąć się w domu, nie dosłownie, lecz metaforycznie, odsunąć od wszelakich możności samorealizacji, odpieram zniecierpliwionym ruchem ręki. Najprostsza i najbardziej oczywista recepta na pogodzenie obu czynników (co rzekomo nie jest możliwe) to tylko odpowiednie nastawienie, ciągłe rozmowy i szczere uczucia. Bowiem matczyna miłość, która przejawia się nie w pieniądzach, lecz w gestach, nigdy nie zostanie wyparta przez pracę czy nadmiar obowiązków.
Miłości nie pozbywa się tak łatwo.
Natalia Kędziak
( natalia.kedziak@dlalejdis.pl )