Bez Florencji i bez lata…

Opublikowano: 2012-01-07
Recenzja książki Florenckie lato
Rozpoczynając lekturę liczyłam na tragiczne losy bohaterów i powieść o jeszcze tragiczniejszym zakończeniu. Miało być strasznie, miało boleć, a miłość miała być najbardziej raniącym z uczuć. Jak było?

„Florenckie lato” to powieść obyczajowa z elementami romansu, powieść niemal klasyczna, taka jakie najlepiej zapamiętałam z dzieciństwa. To opowieść tocząca się latami, mająca w tle historię i wielu, mniej lub bardziej istotnych, bohaterów.


Akcja powieści rozpoczyna się tuż przed wybuchem II wojny światowej i trwa aż do jej zakończenia. Ponura sceneria, obraz nędzy i rozpaczy, towarzyszy niewiele  optymistyczniejszym losom bohaterek na każdym kroku. Tessa jest cieszącą się powodzeniem modelką, która obraca się w najlepszym towarzystwie. Osiągnęła niemal wszystko o czym może marzyć dziewczyna wykonująca jej zawód. Bawi się, nie stroni od romansów i żyje chwilą. Jej młodsza siostra, zawsze odpowiedzialna Freddie, uczy się w szkole z internatem opłacanej przez Tessę. Wszystko układa się po ich myśli, ale tylko do czasu aż na ich drodze staje przystojny, ale żonaty pisarz-kobieciarz imieniem Milo dla którego Tessa traci głowę. Potem jest już coraz gorzej… Tessa zachodzi w ciążę, ma problemy z utrzymaniem się, rodzi dziecko, którego Milo nie może zaakceptować. O romansie i jego konsekwencjach dowiaduje się żona mężczyzny – Rebecca, dla której kolejny romans męża to potężny cios. Freddie musi zrezygnować z własnych planów, aby pomóc siostrze. Życie każdej z trzech kobiet dramatycznie się zmienia…

Tym co w powieści Judith Lennox zachwyca są trzy kobiece kreacje. Wydają się być niesamowicie naturalne i autentyczne, są barwne i na swój normalny sposób wyjątkowe.  Każda z nich jest inna od pozostałych, momentami różnią się jak ogień i woda. Mają swoje wady i zalety, robią rzeczy wielki i popełniają gigantyczne błędy. Są w tym wszystkim tak ludzkie, że łatwo się z nimi utożsamić i nie da się ich jednoznacznie ocenić. Umiejętność Lennox pisania o uczuciach i emocjach sprawia, że tych pań nie da się nie polubić.

Brakuje mi pomysłu na to jak jednoznacznie ocenić język powieści. Z jednej strony jest dość barwny, świetnie obrazuje bohaterów i ich emocje. Dzięki temu książkę czyta się błyskawicznie! Z drugiej – opisy miejsc niemal nie istnieją (a tak liczyłam na opisy Florencji i wszystkiego co włoskie). Pod nosem uśmiechałam się czytając opisy wyglądu pojawiających się stopniowo bohaterów – ja w taki sposób (moim zdaniem niedoskonały) pisałam w gimnazjum! Coś tu jest nie tak?
Poza językiem rozczarował mnie tytuł,  a raczej jego tłumaczenie (w oryginale „Catching the Tide”). Gdzie ta Florencja, gdzie to lato z tytułu, gdzie ta zieleń z okładki?

Wady powieści o których wspomniałam są według mnie istotne. Są małymi ryskami na szkle, które zakłócają odbiór. Czy było jednak aż tak źle? Nie. Książkę czyta się szybko, przyjemnie i ciężko się od niej oderwać. Opisywane w niej uczucia wydają się rzeczywiste
(to nie fikcja, tak bywa), miłość jest największym dobrem i największą tragedią, nie brakuje zawiści, zazdrości i zdrady. Fabuła jest wielowątkowa i świetnie pokazuje jak bardzo ludziom zależy na tym, aby odnaleźć własne szczęście, nawet gdy trzeba będzie za nie słono zapłacić. Przeczytać jeden raz powieść Lennox z pewnością warto. Ale czy warto do niej wracać? Zależy od gustu.

Judith Lennox, Florenckie lato, Prószyński i S-ka, 2011

Milena Kwasek
(milena.kwasek@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat