Pierwsze określenie, które przyszło mi na myśl po przeczytaniu „Domku nad morzem” Marii Ulatowskiej, to sympatyczna. Bo taka też jest to opowieść. Nie dzieje się w niej wiele, akcja ma dość statyczny charakter i wszystko (do czego Maria Ulatowska zdążyła nas już przyzwyczaić) kończy się happy endem.
„Domek nad morzem” to opowieść o życiu Ewy, którą poznajemy jako małą dziewczynkę, a następnie śledzimy jej losy aż do pięćdziesiątki. W tym czasie witamy i żegnamy członków rodziny i przyjaciół Ewy i spokojnym, spacerowym krokiem, towarzyszymy głównej bohaterce przy podejmowaniu przez nią bardziej i mniej ważnych decyzji.
Trzecioosobowa narracja przeplata się z fragmentami pamiętnika Ewy. Pomysł sam w sobie ciekawy i urozmaicający lekturę, nie został jednak przez autorkę w pełni wykorzystany. Po pierwsze w pamiętniku czytamy dokładnie o tym, o czym dowiedzieliśmy się już z narracji, a więc możemy jedynie utrwalić sobie informacje (pytanie jednak: po co?), a po drugie język pamiętnika nie ewoluuje niestety wraz z bohaterką. Jest to tym dziwniejsze, że według zamysłu autorki, Ewa marzyła o tym, aby zostać pisarką. Spodziewałam się więc rozbudowanych, emocjonalnych i dojrzałych opisów (adekwatnie do wieku), a kartki z pamiętnika przypominały bardziej krótkie i dość suche notatki.
Niestety, spory niedosyt pozostawiają też pojawiający się w „Domku nad morzem” bohaterowie, z Ewą na czele. Są oni dość mdli i pozbawieni głębi. Jednak tym, czego brakuje w nich najbardziej są emocje. Prawdziwie głębokie, ludzkie emocje w odpowiedzi na rozgrywające się wokół mniejsze lub większe codzienne dramaty.
„Domek nad morzem” to trzecia książka Marii Ulatowskiej. Jako że przeczytałam zarówno „Sosnowe dziedzictwo”, jak i „Pensjonat Sosnówkę”, mogę z pełną odpowiedzialnością napisać, że „Domek nad morzem” jest najbardziej życiową opowieścią. Choć wszystko zmierza do dobrego zakończenia, to jednak tym razem na drodze do szczęścia pojawiają się przeszkody i dzięki temu akcja jest znacznie bardziej dynamiczna niż w przypadku pierwszych dwóch książek. Podobnie życie bohaterów nie jest już takie nieskazitelne – nieobce są im pokusy i błędy, na których mogą budować życiowe doświadczenie.
„Domek nad morzem” to książka na jedno popołudnie. Jest to lekka książka, nie wymaga więc odpoczynku w trakcie lektury. Czyta się ją przyjemnie, a świadomość pozytywnego zakończenia pozwala prawdziwie się zrelaksować śledząc losy Ewy. „Domek nad morzem” ma też swoje przesłanie. Warto wierzyć w siłę marzeń, bo te, nawet bez naszej wyraźnej pomocy lubią się spełniać.
Pomimo tego, że książka ta jest nieco inna, niż „sosnówkowa” seria, to jednak czytelnicy, których urzekł styl Marii Ulatowskiej z pewnością będą usatysfakcjonowani lekturą „Domku nad morzem”.
Maria Ulatowska „Domek nad morzem”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Agata Podgajska
(redakcja@kobieta20.pl)