W naszej głowie powstaje masa etykietek i uproszczeń. Mamy skłonność do wynoszenia wybitnych jednostek na ołtarze, odzierając ich jednocześnie ze zwykłego prostego człowieczeństwa. Nie zastanawiamy się nad życiem prywatnym geniusza, czasem jedynie kątem oka przeczytamy sklecony biogram osoby, suchy i obdarty z kolorów życia. Słysząc takie nazwiska jak Darwin, Mickiewicz, Rembrandt, Słowacki czy Bonaparte, nie myślimy o osobie, która żyła, rozmawiała, spacerowała, kłóciła się, miała niepowodzenia i trudniejsze dni, lecz o wyzutym z emocji i smaczków życia tworze bez charakteru.
Irving Stone posiada niezwykły dar przedstawiania powieści biograficznych jako wyważone połączenie faktów i prozy. Na swoim koncie posiada już opowieści o Zygmuncie Freudzie, Michale Aniele, Jacku Londonie, Vincencie van Goghu oraz o Camille`u Pissarro. Najnowsza pozycja traktująca o Karolu Darwinie utrzymana została w podobnej konwencji.
Książka napisana została w bardzo przystępny i interesujący sposób, złośliwi mogliby dodać – zupełnie niepodobny do biografii. Już na początku książki poznajemy młodego, inteligentnego mężczyznę, z głową pełną pomysłów. Skończył on właśnie studia teologiczne i zastanawia się nad dalszą drogą w życiu. Pomagają mu w tym zaprzyjaźnieni profesorowie, pozostający pod wpływem uroku młodego badacza, a także wymagający ojciec oraz kochające i troskliwe siostry. Krok po kroku śledzimy dokładnie postanowienia i losy bohatera. Smaczku i niezwykłego autentyzmu dodają w moim przekonaniu obfite i poetyckie zobrazowanie szczegółów. Autor z niezwykłą gracją opisuje otaczające Karola przedmioty, stroje sióstr, widok za oknem czy chociażby fryzurę młodzieńca. Stone zwraca uwagę na zapachy, światło czy mimikę bohaterów. Dzięki tym zabiegom Darwin staje się dla nas bliższy, spadają z niego sztywne ramy ikony, widzimy go na nowo jako człowieka.
Autor dokonał dobrej decyzji, aby pisać w sposób stylizowany na epokę współczesną dla badacza. XIX wieczny język dobrze komponuje się z postacią rewolucyjnego naukowca, z jego dialogami czy przemyśleniami. Język współczesny mógłby wydawać się nieprawdziwy i niepasujący do postaci Darwina.
Irving Stone postawił duży nacisk na autentyczność przedstawionych faktów. Pieczołowicie zbierał informacje, zasięgał języka specjalistów, czytał zgromadzone w bibliotece rękopisy i korespondencję badacza. Wspomagali go także potomkowie Karola Darwina, dzieląc się zdobytą wiedzą i wystawiając pozytywną ocenę biografii. Skrupulatne przygotowania trwały pięć lat.
Postać fizyczna książki oddaje znamienny charakter tematu. Jest to ponad 700 stronicowa pozycja, zamknięta w twardej oprawie. Tekst główny uzupełniony został o podziękowania i posłowie.
Polecam gorąco zapoznanie się z tak wspaniale przedstawioną, niezwykłą postacią. Jak pisze sam Irving Stone: „Nikt nie określiłby go jako przystojnego, nie brakowało mu jednak pewnej swobodnej atrakcyjności; miał duże wyraziste oczy; przyjemny, lubiący się bawić młody człowiek obdarzony wrodzonym wdziękiem i dobrymi manierami”. Czy można oprzeć się przed bliższym poznaniem tak uroczego młodzieńca, który zawojował świat?
Irving Stone, Opowieść o Darwinie, Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2011
Joanna Szczygłowska
(redakcja@kobieta20.pl)