Dlaczego?

Opublikowano: 2011-07-31
Recenzja książki Pożegnania
Książek o czasach II Wojny Światowej jest mnóstwo. Część z nas, za sprawą szkoły, czy własnych chęci, do nich dotarła. Często pojawia się w nich wątek miłości. „Pożegnania” również o niej traktują.

Ciężko mi zacząć pisać tę recenzję. Bo jak tu oceniać książkę, która została napisana tak dawno i to w specyficznych, trudnych czasach? Powieść Stanisława Dygata była niejednokrotnie recenzowana, choćby z racji daty pierwszego wydania. Czy już nie wszystko na jej temat napisano? Czuję się nieco zawstydzona. Przedstawię zatem wyłącznie moje subiektywne odczucia.

Poznajemy Pawła, młodego chłopaka pochodzącego z tak zwanej dobrej rodziny. Nie odnajduje się w świecie schematów, form i pozorów. Nie potrafi znaleźć swojego miejsca. Miota się wokół własnej osi. Splot zdarzeń sprawia, iż poznaje fordanserkę Lidkę. Spędzają ze sobą trochę czasu. Właściwie niewiadomo dlaczego, ale dobrze czują się w swoim towarzystwie. I tu historia mogłaby biec w dobrym, szczęśliwym kierunku. No właśnie, mogłaby... Wojna czająca się za rogiem oraz społeczne dysonanse stają na drodze, choć oni o tym do końca nie wiedzą. O tym, że los postawi ich obok siebie już po wojnie, też nie zdają sobie sprawy. Tylko, że życie poszło dalej i nic nie jest takie, jak powinno być.

Już pierwsze dwa zdania zachęciły mnie do lektury, a brzmią one: ”Uniwersytet wrzał i huczał. Był maj, miesiąc, w którym kwitną bzy i więdną zimowe troski.”. Zdradzają one porcję emocji, z jaką przyjdzie nam się spotkać. Książka aż od nich kipi. To duża zaleta, dzięki temu byłam w stanie choć trochę wczuć się w sytuację głównego bohatera. Swoją zasługę mają również barwne opisy otaczającej rzeczywistości. Z początku mnie drażniły. Jednak bez nich „Pożegnania” nie byłyby tak pełne, dosadne.

Prócz wątku miłosnego, według mnie Stanisław Dygat chciał nam pokazać rozterki młodego człowieka, który nie zgadza się z istniejącym światem. Wszystko go w nim uwiera, gniecie. Gdzie się nie obejrzy tam pełne bezsensu sytuacje. Przypomina mi idealistę, romantyka. Jak on ma się w tym wszystkim zachować? Czy sam coś działa?

Ta nieobszerna książka wywarła na mnie spore wrażenie. Pokazała z jakimi problemami mogli się borykać ludzie w moim wieku w tamtych czasach. Nie mi osądzać ich sposób myślenia, choć nie raz mnie dziwił, a czasem drażnił. Warto poświęcić popołudnie na „Pożegnania”. Z pewnością pozostanie w głowie refleksja nad przeszłością.

Stanisław Dygat, Pożegnania, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011


Agnieszka Zieleń
(redakcja@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat