Emancypacja w świecie... magii?!

Opublikowano: 2012-07-04
Recenzja książki „Uczta dusz”.
Nie ma sprawiedliwości w tym świecie – albo rodzisz się bogata i o twoje względy zabiegają szlachcice, albo twoją cnotę sprzedaje matka za garść brudnych miedziaków.

Jest i maleńki odsetek szczęśliwców, którym los ofiarował pradawną magię.

Osoby obdarzone magią trudno w świecie Friedmana nazwać z czystym sercem szczęściarzami Choć dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu wewnętrznej mocy mogą oni przewidywać przyszłość, poznać prawdziwe intencje osób czy wyleczyć z każdej choroby, ich los nie jest usłany różami. W zamian za magiczne sztuczki płacą słoną cenę, oddając każdą cenną minutę swego życia. Czarownice, do których w łaskę przychodzą zapłakane matki z umierającymi niemowlakami czy mężczyźni śmiertelnie ranni z twarzą pełną determinacji i chęci życia, mają ciężki wybór – żyć dłużej, lecz w nienawiści otoczenia, czy skrócić swój żywot do kilkudziesięciu lat, pomagając biedocie dookoła.

Podobnych wyborów nie muszą podejmować Magistrowie. Mężczyźni z darami magicznymi dzięki pradawnym, niebezpiecznym obrządkom, są w stanie zapanować nad mocą, czerpiąc energię z innego źródła jak własne jestestwo. Od wieków wiadomo, że Magistrami mogą zostać jedynie mężczyźni. A przynajmniej było to przesądzone, do czasu aż po wielką moc nie sięgnęła rudowłosa Kamala...

To wokół tajemniczej, twardej jak skała i imponującej czarownicy krąży cała opowieść w „Uczy dusz.” Autor świetnie skonstruował jej postać, intrygując czytelnika misternym opisem charakteru, zachowań, mimiki. Mocną stroną jest zwłaszcza porywająca, choć brutalna przeszłość kobiety, dodająca jej jedynie charakteru. Czy największa czarownica, pierwsza kobieta o nieśmiertelnej mocy powinna mieć brutalne dzieciństwo pod znakiem burdelu, brudu i głodu? Friedman rewelacyjnie opisuje bogaty świat przepychu pałacowego, lecz o to nietrudno. Wrażenie robi zwłaszcza opis biednych części miasta. Aż czuje się nigdy niezasychające błoto pod nogami, nos wyczuwa rozkładające się po kątach śmieci, a do uszu dopada gwar wygłodzonych tubylców, kombinujących co by jeszcze sprzedać, aby przeżyć jeszcze jeden dzień. Obrazowano przedstawiona została też sfera magiczna, która dzięki metaforom i plastycznym opisom, w których nie brakuje szczegółów, wykwita przed czytelnikiem w kształcie planowanym przez pisarza.

Sama historia została dobrze przemyślana. Autor dawkuje tajemnice, wprowadzając wciąż nowe zwroty akcji i zazębiając równolegle toczące się losy głównych bohaterów. Postacie są złożone, każda ma swoje cechy charakterystyczne, składające się w każdym szczególe w spójną całość. Historia trzyma tempo. Choć w książce sporo jest opisów strojów, zachowań czy wystroju wnętrz, nie hamują one akcji, lecz pozwalają wczuć się w klimat powieści.

„Uczta dusz” jest kawałkiem dobrze napisanej fantastyki, wpisującej się dobrze w obecny nurt brudniejszej i niezbyt wysłodzonej fantasy dla dorosłych. Jako najlepsza rekomendacja niech służy fakt, że zaczytana w środku magicznego pojedynku, przejechałam cztery przystanki komunikacją miejską. Może to była magia?

Joanna Szczygłowska
(joanna.szczyglowska@kobieta20.pl)

C.S. Friedman, „Uczta dusz”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat