Przedstawiają się jako Riyria – znana w całym kraju grupa przestępcza podejmująca się z pozoru niewykonalnych zadań. Tym razem też nie będzie łatwo. Złodzieje przyjmują zlecenie, które wymagać będzie od nich włamania się do pilnie strzeżonej siedziby samego króla. Oczywiście historia nie miałaby szansy się rozwinąć, gdyby wszystko poszło po ich myśli - w wyniku splotu niewyjaśnionych wydarzeń zostają oni oskarżeni o morderstwo monarchy. Spiskowcy popełnili jednak błąd, próbując zrzucić winę na jednych z sprytniejszych (o ile nie najsprytniejszych) złodziei w królestwie.
„Królewska krew”, debiutancka powieść Michael’a J. Sullivan’a wydana w Ameryce już w 2008 roku, dopiero teraz dotarła do polskich czytelników. Jest to pierwsza część sześciotomowej serii fantasy opisującej przygody dwóch łotrzyków: Royce’a Melborne’a i Hadriana Blackwatera. Polskie wydanie zawiera w sobie dwa tomy: „Królewską krew” oraz „Wieżę elfów”, które przemyślane zostały w taki sposób, żeby stanowić oddzielne opowieści. Nie oznacza to wcale, że nie są one ze sobą powiązane i wypadałoby czytać je w odpowiedniej kolejności. Samo połączenie wypada na plus, jeżeli weźmiemy pod uwagę cenę (45 zł za dwa ponad 300-tu stronicowe tomy to dobra cena). Jedynym minusem jest fakt, że w wyniku tego zabiegu uzyskujemy grubą cegłę, która swoje waży. Kto by jednak nie chciał mięć pod ręką kolejnego tomu po skończeniu pierwszego?
Przed sięgnięciem po historię Sullivana naczytałam się o niej tyle dobrego, że miałam już na starcie spore wymagania co do treści. Jak najbardziej się nie zawiodłam. Autor nie marnuje stron i od razu rzuca nas w wir wydarzeń, do końca nie pozwalając nam odetchnąć. Jakby tego było mało, strony zapełnione są tajemnicami i nietuzinkowym humorem.
Ciekawym zabiegiem jest przedstawienie historii z punktu widzenia złodziei, którzy martwią się tylko o siebie (a przynajmniej w większości), a nie jak w wielu tego typu pozycjach, z perspektywy bohatera, który dzięki swojej wyjątkowości jako jedyny może uratować świat. Nadaje to powieści świeżości i sprawia, że jest bardziej zaskakująca.
Myślę że najlepszym podsumowaniem będzie cytat z Reader’s Views Review, który znalazłam na okładce książki: „Michael J. Sullivan napisał książkę, do której będę wracał i wracał i która już na zawsze ma miejsce na półce z moimi ulubionymi pozycjami”.
Królewska krew. Wieża elfów, Michael J. Sullivan, Prószyński i S-ka, 2011
Justyna Mazur
(justyna.mazur@kobieta20.pl)