Fenomen kodu

Opublikowano: 2012-01-17
Recenzja książki Charles Brokaw Kod Atlantydy
Tajemnica, której kościół zazdrośnie strzeże, profesor, który wbrew rozsądkowi stara się rozwikłać zagadkę, towarzysząca mu młoda kobieta i bezwzględni mordercy, którzy nie odstępują ich ani na krok.

Czy coś wam to przypomina? Mnie także. Nawet gdyby zwiastuny książki nie sugerowały, że jest to powieść w stylu „Kodu Leonarda da Vinci”, to i tak bardzo szybko bym się zorientowała. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, gdy garściami czerpie się ze sprawdzonych wzorców, także „Kod Atlantydy” ma swoje wzloty i upadki.
Zacznijmy od upadków. Niestety, największym z nich mianuję samą tajemnicę. Abstrahując już od stopnia jej wiarygodności, wydaje mi się, że Charles Brokaw nie poświęcił jej zbyt wiele czasu i uwagi. Na tle całej fabuły to, co miało trzymać w napięciu do samego końca, rozczarowuje. Tym bardziej, że autor poszedł na łatwiznę i ostatecznie czytelnikowi całej tajemnicy nie zdradza (bo to tajemnica w końcu). Drugim, ciągnącym się przez całą powieść, minusem jest postać młodej atrakcyjnej dziennikarki Leslie, która towarzyszy profesorowi lingwistyki. Mnie ona niezmiernie irytowała. Profesor, Thomas Lourds, był niewiele lepszy, więc nie muszę wam chyba uświadamiać, co wyniknęło z takiej mieszanki (czytaj wzajemnej fascynacji i romansu).
A teraz czas na książkowe wzloty, bo przyznać trzeba, że i takie się zdarzyły. Na pierwszym miejscu akcja „Kodu Atlantydy”. Naprawdę nieźle rozpisana, nieoczekiwane zwroty zagwarantowane, a więc i nieco dreszczyku emocji. Dzięki temu książkę czytało się szybko i z zainteresowaniem. Za drugi plus uznaję wykorzystanie mało znanych informacji historycznych. Ponieważ profesor wszystkie pradawne zawiłości tłumaczyć musi ignorantce (choć o bystrym umyśle, co nie umknęło uwadze lingwisty) Leslie, także i czytelnik ma szansę wynieść z tej powieści jakieś szczątkowe, ale intrygujące informacje historyczne.
„Kod Atlantydy” nie zrobił na mnie ani jednoznacznie dobrego, ani jednoznacznie złego wrażenia. Trochę mnie raziła ta niezbyt dokładna (i znacznie gorsza) kalka z powieści Dana Browna i brak pomysłu w miejscu, w którym Charles Brokaw mógł popisać się inwencją twórczą. Ponieważ jednak autor wybrał schemat, który nie mógł się nie sprzedać, no i wzmocnił swoją powieść kilkoma niezłymi akcentami, książkę tę przeczytałam bardzo szybko i bez znużenia.
Myślę, że „Kod Atlantydy” mogę polecić tym, którzy nie czytali jeszcze powieści Browna, dzięki temu ich odbiór może być bardziej pozytywny. Z powodzeniem można sięgnąć po książkę Charlesa Brokawa dla zabicia czasu i z sentymentu dla kodów, które jak widać cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Jeśli nie czytelników, to przynajmniej pisarzy…


Charles Brokaw Kod Atlantydy, wydawnictwo Bellona, Warszawa, 2011

Agata Podgajska
(redakcja@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat