Gdzie ja jestem?

Opublikowano: 2011-06-26
Recenzja książki Linia życia
Książki Jodi Picoult zna większość z nas, a przynajmniej każdemu obiło się o uszy jej nazwisko. Ich mnogość jest zaskakująca, a zarazem zastanawiająca. Czy w kolejnej znajdziemy jeszcze coś nowego?


Czy powieść wciągnie nas równie mocno, jak kilka pozostałych? Autorka jak zwykle porusza trudne tematy, skomplikowane sytuacje to zdecydowanie jej specjalność.

Tym razem poznajemy Paige, która w wieku pięciu lat została porzucona przez matkę. Ta po prostu w pewien zwykły dzień wyszła z domu i nigdy nie wróciła. Na zawsze odcisnęła piętno na swej malutkiej córeczce. Przez te wszystkie lata otrzymała ogromne wsparcie i miłość od ojca, który próbował zrekompensować jej brak mamy.

Główną bohaterkę „Linii życia” zastajemy, gdy ma już swoją rodzinę. Mąż i rodzina to dwie najważniejsze i na pierwszy rzut oka jedyne osoby z jej otoczenia. Bowiem nie wszystko potoczyło się, tak jak powinno. Paige zaraz po skończeniu szkoły uciekła z domu. W życiu trochę się jej pokomplikowało... Pracując w barze poznała Nicholasa – przyszłego męża. Przez moment sądziła, że złapała Pana Boga za nogi. Potoczyło się bardzo szybko, spontaniczny ślub nie wszystkim się podobał. Jednak oni, zakochani w sobie nie zważali na otoczenie... Szybko okazuje się, że wspaniały wybranek, może i kocha Paiże, ale jeszcze bardziej swoją pracę. Jej talent do rysowania, marzenia są spychane na bok. Gdy po kilku latach małżeństwa okazuje się, że jest w ciąży, załamuje się. Zupełnie nie czuje się przygotowana do roli matki. Przecież sama jej nie miała...

Jodi Picoult w „Linii życia” pokazuje „ Jak bardzo różni się życie według czyichś oczekiwań od życia zgodnego z własnymi pragnieniami”. Paige zupełnie traci grunt pod nogami. Nie ma już granicy pomiędzy nią a Nicholasem. Wszystko kręci się wokół niego. Pewnego dnia nie wytrzymuje. Splot zdarzeń doprowadza do decyzji, a właściwie impulsu i rusza przed siebie. Sama, zupełnie sama. Czy odnajdzie to czego szukała?

Książkę czyta się dobrze, szybko. Mamy dwie narracje – Paige i Nicholasa. Z obu stron poznajemy ich codzienne życie, przemyślenia. Ułatwia to zrozumieć sytuację, w jakiej się znaleźli. Choć z drugiej strony niektóre kwestie są niesamowicie rozwleczone. Myślę, że za bardzo. Czytelnikowi trzeba czasami pozostawić nutkę niedopowiedzenia. Dać szansę na własne przemyślenia. Przysłowiowa kawa na ławę nie zawsze się sprawdza. Na szczęście jako całość oceniam „Linia życia” jako dynamiczną powieść. Pod koniec akcja szybko się rozkręca i nie mamy ochoty oderwać się od lektury.

Według mnie warto poświęcić swoje popołudnie na kolejne spotkanie z Jodi Picoult . Porusza ona kilka ważnych kwestii, takich jak korzenie rodzinne, własna tożsamość oraz o spychaniu marzeń, pragnień na bok. Jest to podane w przystępny, niemęczący sposób.



Jodi Picoult, „Linia życia”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011

Agnieszka Zieleń
(redakcja@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat