Górny Śląsk czy Nibylandia dla dorosłych?

Opublikowano: 2011-10-20
Recenzja książki Cholonrk czyli dobry Pan Bóg z gliny
Przedwojenny Górny Śląsk to tłuczona kapusta z ziemniakami, kopcąca machorka, kopalniany pył, ciemne wychodki, ale i prosta radość z życia, śmiech i czyste szczęście zamknięte w butelce piwa Tyskie.

Zatracając się w powieści Janoscha czułam się jakbym czytała o zupełnie innym gatunku człowieka – odmiennym, nieznanym, niewyobrażalnie dalekim. Autor przedstawia z detalami przemyślenia i życiowe koleje typowej śląskiej rodziny, nie zapominając o smaczkach z życia przyjaciół, wrogów, sąsiadów. Narrator jest wszechwiedzącym i wszystkowidzącym obserwatorem, który to w niespotykanym stylu pełnym humoru, groteski i satyry komentuje słodko-gorzką rzeczywistość.

Życie na Górnym Śląsku nie jest złe, a narrator ma wobec bohaterów wiele sympatii. Relacjonuje lecz nie piętnuje zgnilizny moralnej i zacofania. A pole do popisu w tej materii ma spore – rękoczyny (włącznie z biciem żony za nieurozmaicony jadłospis), picie (od święta piwo lepsze „na kreskę”, na co dzień – brunatna gorzała, a po niej krwawe zakłady), palenie (na to zawsze znalazł się pieniądz) i oczywiście seks. Z książki Janoscha wywnioskować można, że akt miłosny jest dla mieszkańców biednych kamienic równie ważny jak codzienny gar z tłuczonymi ziemniakami z kapustą. Biedacy robią to chętnie, często i prymitywnie bezproblemowo. Chłopaki zaciągają małolaty do komórek (ku wielkiej uciesze starszyzny), mężczyźni wywiercają dziury w ścianach śmierdzących wychodków, a dziewczyny potrafią oddać się sklepikarzowi za starą, zleżałą na słońcu czekoladę (bo głupio odmówić...). Wolę już nie wspominać o „leczniczym przeczyszczaniu kiszki” serwowanym przez zięcia-samouka swojej przyszłej teściowej.

Pomimo biedy, prostoty i zepsucia bohaterowie Janoscha są wspaniałymi, nieprawdopodobnie kolorowymi postaciami. Książka ta nie jest oczywiście studium czy wspomnieniami – to w pełni literacka fikcja pełna przesady i historii zabarwionych dużą dozą czarnego humoru pisarza. Z przedmowy do książki (pióra Jerzego Illga), dowiadujemy się wiele o smutnym dzieciństwie Janoscha. Dowiadujemy się, że wychowany został (choć to nie jest adekwatne słowo) pod znakiem procentu w robotniczej rodzinie, mieszkającej na peryferiach Zabrza. Chłopak więcej dumy i uznania zdobył pijąc nierozrabiany mocny alkohol niż ucząc się samodzielnie (jako pierwszy z rodziny) czytać i pisać. W rysowaniu także jest samoukiem. Janosh wykorzystuje talent rysowniczy w wielu swych dziełach – zwłaszcza w książeczkach dla dzieci. Na swoim koncie ma on ponad 120 wydanych pozycji. Niepozbawione uroku malunki, nakreślone karykaturalną kreską zdobią także karty Cholonka. Tekst samej książki wydrukowany został granatową farbą i oprawiony w twardą, przyjemnie matową oprawę.

Już od długiego czasu nie miałam w rękach książki tak groteskowej, zaskakującej i przewrotnie zabawnej. Świat obdrapanych familoków, ich mieszkańców walczących z pluskwami, pożyczania sukni na pogrzeb, obnośnego handlu margaryną i jednego w tygodniu dnia prania dla całej ulicy już dawno za nami. Warto w naszym z pozoru uporządkowanym, czystym i moralnym świecie znaleźć chwilę dla Janosha – on pokaże nam prawdziwą naturę człowieka.  


Jahosch, Cholonek czyli dobry Pan Bóg z gliny, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011

Joanna Szczygłowska
(redakcja@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat