Sięgając po biografię Hanki Bielickiej, zastanawiałam się, czy w tym wypadku zaistnieje taki problem.
Miałam pewne obawy, czy nieznany mi zupełnie autor sprosta temu wymagającemu zadaniu, jakim jest nakreślenie życia jednej z najpopularniejszych i najzabawniejszych artystek rewiowych kilku pokoleń Polaków. Dodatkowym utrudnieniem było to, że musiał się przy tym zmieścić się ze swoimi wspomnieniami na zaledwie kilkuset stronach. Zbigniew Korpolewski podjął się jednak opisania barwnych dziewięćdziesięciu jeden lat życia Pani Hanki i trzeba przyznać, że wyszło mu to całkiem zgrabnie.
Wszyscy, którzy pamiętają Panią Hankę Bielicką mogą oczekiwać od jej biografii humoru. Zbigniew Korpolewski, jako wieloletni przyjaciel artystki, świetnie zdawał sobie z tego sprawę. Co więcej, cieszyło go to, bo nic prostszego, jak opisać życie Bielickiej z nutką humoru. Łatwość pisania na temat Pani Hanki widoczna jest na każdej stronie. Autor nie traktuje tej biografii zbyt restrykcyjnie. Jest to dla niego bardziej zbiór wspomnień, gdyż Hankę Bielicką znał od lat, był jej przyjacielem, autorem jej tekstów, współpracownikiem, a także przełożonym. Ten wieloletni kontakt z artystką spowodował, że Korpolewski znał ją bardzo dobrze, rozumiał jej poczynania, potrafił wytłumaczyć czasem ekscentryczne zachowania. Doceniał przy tym jej wrodzone poczucie humoru, dystans do siebie i czasów, w których przyszło jej żyć. Był to więc właściwy człowiek na właściwym miejscu – a skoro tak, to książka była po prostu skazana na sukces.
Trzeba przyznać, że Korpolewski potrafił przekazać czytelnikom całokształt osobowości jaką była Pani Hanka. Historię jej życia, ujętą momentami humorystycznie, ukazywał także z perspektywy bardziej poważnej, wyciągając czasem na światło dzienne życiowe problemy artystki. Całą opowieść przeplatał zabawnymi autoironicznymi wstawkami oraz utrzymanymi w lekkim tonie refleksjami zarówno o jej życiu i czasach, w których to życie się toczyło, jak i o środowisku teatralnym i estradowym. Te wplecione w opowieść informacje o życiu artystycznym powojennej Polski są przy tym bardzo interesujące i czyta się je z niezwykłą łatwością. Cała ta biografia jest właściwie napisana w taki sposób, że czytelnik w ogóle się nie męczy i nie nudzi. Autor potrafi spointować dłuższe opowieści jednym zabawnym zdaniem tak, że czytelnik z ochotą przechodzi na kolejną stronę. A jeśli jakimś cudem czuje, że musi złapać oddech i oderwać się od toku historii to w każdym rozdziale czekają na niego monologi lub dialogi, które autor pisał dla Pani Hanki. Przerywają one na moment wspomnienia o Bielickiej, ale dzięki nim każdy może przypomnieć sobie lub dopiero poznać w jaki sposób bawiła ona publiczność.
Szczery, momentami poważny, a czasem zabawny opis życia Pani Hanki wzbogacony jest nie tylko o refleksje na temat środowiska artystycznego, ale także o fotografie, na których można zobaczyć Hankę Bielicką na deskach różnych teatrów, grającą z różnymi artystami, ale i w scenerii prywatnej. Specyfika życia prywatnego Hanki Bielickiej także zostaje przedstawiona przez Korpolewskiego. Trzeba jednak sięgnąć po tę pozycję, by zrozumieć, o co tak naprawdę w tym przewrotnym życiu Bielickiej chodziło.
Osobiście dodam, że jest to jedna z tych biografii, która nosi w sobie coś więcej niż tylko fakty historyczne. Życie Pani Hanki, choć samo w sobie barwne i ciekawe, dzięki ujęciu Korpolewskiego staje się jeszcze bardziej interesujące i wciągające. Szczerze polecam tę pozycję nie tylko fanom Hanki Bielickiej i teatru czy estrady, ale szczególnie wszystkim tym, którzy chcą po prostu uśmiechać się podczas czytania.
Zbigniew Korpolewski, Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu, Prószyński i S-ka, 2011.
Joanna Kochel
(redakcja@kobieta20.pl)