Na szczęście Anna Karpińska i jej „Chorwacka przystań” udowodniły, że słowa „wieczna miłość istnieje naprawdę” nie oznaczają literackiej klęski.
Anna pracuje jako dziennikarka w ogólnopolskiej gazecie, jest lubiana przez szefa i kochana przez męża. Ma grono wiernych przyjaciół, z którymi grywa niekiedy w karty. Do pełni szczęścia brakuje jej tylko dzieci, o które od lat usilnie się z Jerzym starają. I wtedy Annie zostaje złożona propozycja nie do odrzucenia – wyjazd w charakterze korespondenta wojennego do Jugosławii ogarniętej niepodległościowymi dążeniami poszczególnych narodów. W 1991 roku oczy całego świata zwrócone były na Chorwację, w której wojna o niepodległość przybrała dramatyczny obrót. W świecie walących się zabytkowych domów i upadku wszelkich norm ląduje dziennikarka z Polski, mając na podorędziu jedynie czerwoną torbę i niezłą znajomość chorwackiego. Gdyby nie Blaż, jego kontakty i zadziwiająca zdolność do bycia we właściwym miejscu we właściwym czasie, chorwackie relacje Anny niczym by się nie wyróżniały na tle innych. Jednak dzięki przystojnemu chorwackiemu dziennikarzowi informacje słane do Polski były nie tylko rzeczowe, ale i pisane z perspektywy człowieka „stamtąd”. Bo w Zadarze Anna poczuła się jak u siebie...
Wojna jednak dobiegła końca, zarządzono powrót do domu. Obietnice składane sobie przez dwójkę ludzi połączonych przez okrucieństwo w Chorwacji może i miały magiczną moc, jednak proza warszawskiego życia codziennego rozmyła pragnienia i stępiła marzenia. Mijają lata, Anna rodzi dzieci, wychowuje je, uczy się prowadzić dom, pracuje. Sprawdza się w roli żony, matki, pracownika, ale w żadnej z tych ról się nie spełnia. Jej prawdziwe powołanie, szczęście zostało w odległym zakątku Europy. I tylko niebieskie koperty i pudełko na buty czasem przypominają o utraconym raju.
Weronika z kolei fascynację Chorwacją zaczęła przejawiać po udanych wakacjach, które spędziła z rodzicami w tym kraju. Bałkanistyka wydawała się więc spełnieniem marzeń. No i jeszcze ten pięknie brzmiący chorwacki. I nawet protesty rodziców na nic się zdały. A że w XXI wieku wyjazdy na Erasmusa to niemal obowiązkowy element każdego kierunku lingwistycznego, to i Ika decyduje się na przygodę życia. I tak jak matka, od razu poznaje przystojnego Chorwata - Lovra, który służy pomocą i pokazuje najpiękniejsze zakątki Dubrownika. Po co więc wracać na studia do Polski, skoro można je odbyć w Chorwacji u boku cudownego mężczyzny?
„Chorwacka przystań” nie jest wybitnym dziełem, to powieść miejscami wręcz banalna, przewidywalna i naiwna. Ale z drugiej strony to fascynująca opowieść o kobietach. Anna i Weronika, reprezentantki dwóch pokolenia, składają się z cech przynależnych swojemu pokoleniu. Połączone więzami krwi, reprezentują jednak zupełnie inny sposób patrzenia na siebie, swoje szczęście i świat. Anna Karpińska doskonale uchwyciła punkt wspólny kobiet należących do innych rzeczywistości, by jednocześnie z niego wyprowadzić dwie jakże odmienne historie. A właściwie trzy, bo sama Chorwacja jest bohaterką, której historię należy opowiedzieć. Wszystkie trzy „panie” wiedzą, czym jest kac, ból i walka o swoje marzenia.
Sięgając po „Chorwacką przystań”, spodziewałam się tandetnej, 550-stronicowej chały bez krzty polotu. I choć miejscami mierzi oczywistość, to jednak losy Anny i Weroniki mają jedną zasadniczą siłę – ich historia może być historią każdej kobiety. To piękne studium zachowań ludzi w sytuacjach zarówno ekstremalnych, jak i do bólu codziennych. To obraz uczuć, które czasem powinny ulec zapomnieniu, a jednak pielęgnujemy je, wierząc w bajki. To także odbicie walki między tym, co łatwe i co da nam szczęścia, a tym co słuszne. Karpińska pozostawia czytelnika z optymistyczną myślą, że każdy kiedyś doświadczy szczęścia. Banał, ale przecież lubimy słuchać banałów i w nie wierzyć.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Anna Karpińska, „Chorwacka przystań”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012