Marzenia o miłości, przyjaźni... i misce pełnej ryżu

Opublikowano: 2012-08-12
Recenzja książki „Serce Tygrysicy”.
Surowe zasady moralne, kult pracy, wszechobecna bieda, radość z własnego łóżka.

Chiny to wciąż niepoznany dla Europejczyka zakątek, a życie codzienne zadziwia w każdym szczególe – od śniadania po relacje rodzinne.

Zachwycamy się jedyną w swoim rodzaju architekturą, podziwiamy cuda przyrody, z przyjemnością zgłębiamy tajemniczy świat dynastii i zasiadających na złotym tronie cesarzy. Choć nasza wiedza o egzotycznych Chinach wciąż powiększa się, to daleko nam do poznania i zrozumienia życia codziennego w tym egzotycznym państwie. Współczesne Chiny to nie budowle i tradycje, ale całe zastępy prostych Chińczyków, zmierzających się na co dzień z nieznanymi nam problemami.

Cały peleton codziennych trosk mieszkańców najliczniejszej nacji świata opisany został w książce Chinki Aisling Juanjuan Shen pt. „Serce Tygrysicy.” Autorka prowadzi czytelnika przez swe trudne i surowe życie od momentu pełnego łez dzieciństwa, po wielki sukces w międzynarodowej korporacji.

Z trudem uwierzyć można, jak ciężkie życie wieść może wiejskie dziecko. Tamtejsza kultura różni się od europejskiego kultu dziecka, gdzie małe szkraby przechodzą z rąk do rąk roześmianych cioć, dziadków i rodziców. Shen nie wiedziała co to pieszczoty, znała za to dokładnie gorzkie przytyki, wysłuchując od rodziców, że jest brzydka, ma płaską twarz i nie sprawia im żadnej radości. Miarą jej wartości miało być także tempo sadzenia ryżu, w czym stworzona do pracy umysłowej Shen nie radziła sobie równie dobrze jak reszta wieśniaczek. Jej los odmienił się wraz z podjęciem studiów przygotowujących ją do pracy nauczycielki angielskiego. A był to dopiero początek pełnego zwrotów życia ambitnej, lecz biednej Chinki, pragnącej w życiu czegoś więcej niż łóżka dzielonego z siostrą i marzeń o najedzeniu się do syta. Wbrew pozorom, książka nie jest jednak smutna, a autorka relacjonuje swój los bez zbędnej martyrologi. Czytelnik cały czas czuje, że los bohaterki, która tak uparcie dąży do sukcesu, odwróci się i wynagrodzi ją za wszelkie niepowodzenia i smutki.

Wielką zaletą książki „Serce Tygrysicy” jest jej autentyzm, uzyskany dzięki plastycznym opisom i szczegółowemu relacjonowaniu każdej z sytuacji. Autorka nie szczędzi opisów jazdy w zatłoczonym autobusie, pierwszego kontaktu z internetem czy choćby specyficznej imprezy karaoke, gdzie największe wrażenie na panach z wyższych sfer robią dziewczyny pijące więcej jak oni. Nawet osobie spoza opisywanej kultury łatwo wejść w sytuację bohaterki dzięki dokładnemu nakreśleniu tła, sposobu mówienia czy mimiki osób mówiących. Autorka dużą wagę przywiązuje właśnie do szczegółowego przedstawienia wyrazu twarzy i jakie cechy związane są z każdą z min. Raz za razem czytamy o skromnym spuszczeniu oczu czy uśmiechu wyrażającym szacunek.

Przede wszystkim, „Serce Tygrysicy” czyta się bardzo przyjemnie, szybko, połykając każdą z liter. Pozycja obowiązkowa dla każdego Europejczyka zainteresowanego tym, jak się żyje między polami ryżu i fabrykami jeansów.

Joanna Szczygłowska
(joanna.szczyglowska@kobieta20.pl)

Aisling Juanjuan Shen, „Serce Tygrysicy”, Prószyński i S-ka,Warszawa 2012



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat