5 powodów dlaczego warto przeczytać Zapach spalonych kwiatów
1. to historia 3 nietuzinkowych kobiet, które na co dzień muszą zmagać się nie tylko ze zwykłymi problemami
2. książka pokazuje silne strony kobiety - w każdej kobiecie tkwi moc do podejmowania ryzykownych decyzji i moc do działania.
3. opisy pełne namiętności
4. książka która zaskakuje do samego końca
5. książka zbiera świetne recenzje zagranicą: De la Cruz potrafi opowiadać jak nikt inny. Publishers Weekly
Czy to właśnie to uczucie? Swędzenie w miejscu poza zasięgiem ręki, uporczywe i niedające spokoju? Freya była tak rozpalona, że myślała, że lada chwila po prostu eksploduje i zostaną z niej tylko popiół i diamenty. Przestań na niego patrzeć, powiedziała sobie. Freya wiedziała, że igra z ogniem, a mimo to nie potrafiła się powstrzymać. W powietrzu od niewyobrażalnego napięcia czuć było zapach spalonych kwiatów. Czuła, że jakaś nieopisana siła pcha ją w ramiona mężczyzny. Sęk w tym, że zupełnie nie tego, co trzeba – brata własnego narzeczonego. W miejscu zupełnie nie tym, co trzeba — na własnym przyjęciu zaręczynowym. Czuła pod skórą, że zbliżają się kłopoty. Nie ona jedna…
Joanna od kilku dni przeczuwała, że coś niedobrego dzieje się w miasteczku. Kiedy zobaczyła martwe ptaki na plaży, wiedziała już, że to nie przypadek. Znała te oznaki.
Do tego wszystkiego Ingrid, na pozór najspokojniejszą z kobiet z rodu Beauchamp, zaczęły dręczyć niepokojące koszmary…
Melissa de la Cruz – amerykańska autorka, której książki znajdują się na listach bestsellerów „The New York Timesa” i „USA Today”. Zapach spalonych kwiatów to pierwsza z serii książek o nietuzinkowych kobietach, które na co dzień muszą zmagać się nie tylko ze zwykłymi babskimi problemami. Książka zbiera znakomite recenzje m.in. w „The New York Timesie”, „Publishers Weekly”, „The Booklist”.
„Gorączka kociego pazura. Czy to właśnie to uczucie? Swędzenie w miejscu poza zasięgiem ręki, uporczywe i niedające spokoju? Freya była tak rozpalona, że myślała, że lada chwila po prostu eksploduje i zostaną z niej tylko popiół i diamenty. Przestań na niego patrzeć, powiedziała sobie. To szaleństwo, kolejny z twoich fatalnych pomysłów. Jeszcze gorszy niż przywrócenie życia myszoskoczkowi (dostało jej się za to od matki, niech tylko ktoś z rady się o tym dowie. Poza tym rzucanie czarów na zwierzęta to zawsze był ryzykowny pomysł). Wyjdź na zewnątrz, zaczerpnij świeżego powietrza. Wróć na przyjęcie. Pochyliła się nad bukietem różowych cukrowych róŜ, próbując zapachem zdusić wirujące emocje. Nic z tego. Nadal czuła jego pożądanie. Niech to szlag. Czy musi być taki przystojny? Myślała, że jest na takie rzeczy odporna. Miał taką pospolitą urodę: był wysoki, ciemny i męski. Nie znosiła zadzierających nosa aroganckich facetów, którzy wysługiwali się kobietami, by zaspokajać swoje nienasycone potrzeby seksualne. Był najgorszym przedstawicielem gatunku: pisk opon jego harleya, idiotyczna rozczochrana fryzura „patrz-się-na-mnie” i ten powłóczysty, pożądliwy wzrok. Ale było w nim jeszcze coś – inteligencja. Pewność spojrzenia. Tak jakby patrząc na nią, wiedział, kim jest i jaka jest. Czarownica. Bogini. Kobieta nie z tej ziemi, ale jednocześnie trochę z tego świata. Warta miłości, strachu i podziwu. Wychyliła się zza kwiatów i zobaczyła, że on wciąż gapi się na nią. Zupełnie jakby cały czas tylko czekał na ten moment. Kiwnął głową w kierunku pobliskich drzwi. Naprawdę? Tutaj? Teraz?”