Miasteczko pachnące przyjaźnią

Opublikowano: 2012-04-03
Recenzja książki Herbaciarnia Madeline
Witaj w Avalon, niewielkim miasteczku, które przyciąga swoim urokiem przejeżdżających obok turystów. W miasteczku, w którym losy mieszkańców splotą się z powodu… zakwasu chlebowego.

Mała Gracie, córka Julii i Marka, znajduje na progu domu torebkę z dziwnie wyglądającą substancją. Jak się okazuje, jest to zaczyn do chleba przyjaźni amiszów. Za namową córki Julia piecze chleb, a pozostałą część zakwasu przekazuje dalej. I tak chleb przyjaźni zaczyna krążyć po mieście, tworząc łańcuszek, a czytelnik, oprócz kuchennych rewolucji mieszkańców poznaje trzy kobiety, które jako jedne z pierwszych dostały w prezencie torebkę zakwasu.

Pierwszą z nich jest wspomniana wyżej Julia. Ma kochającego męża i fantastyczną córeczkę, jednak wydarzenie sprzed kilku lat sprawiło, że Julia i Mark bardzo oddalili się od siebie. Nie rozmawiają ze sobą, nie mają wspólnej sypialni, właściwie w ciągu kilku lat stali się sobie obcy, miło że łączyła ich wspólna strata i cierpienie. Ich syn Josh zmarł po ukąszeniu osy, na której jad był uczulony. Od tej pory Julia nie pracuje, a przeżycie każdego kolejnego dnia jest dla niej wyzwaniem. Samo wyjście z domu i zrobienie zakupów jest ponad jej siły, nie wspominając o nałożeniu makijażu i ułożeniu fryzury. Na dodatek za śmierć Josha wini swoją siostrę, Livvy, która opiekowała się chłopcem, kiedy zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. Sytuacja zdecydowanie patologiczna, zamiast wspierać się wzajemnie, Mark i Julia zamknęli się w swoich własnych skorupach i żyją osobno.
Hannah de Brisay to piękna, 28-letnia Azjatka. Jest znaną wiolonczelistką, jednak po przeprowadzce do Avalon nie gra już koncertów. Jej małżeństwo z Philippem właśnie przechodzi kryzys. Jako muzyk, Philippe często jest w trasie koncertowej, rzadko przebywa w domu.

I wreszcie Madeline, założycielka tytułowej, słabo prosperującej i mało znanej (do czasu) Herbaciarni Madeline, a zarazem jej jedyna pracownica (do czasu). Stanowcza, starsza pani emanująca ciepłem i dobrocią, znakomita kucharka i fanka każdego rodzaju herbaty.
Herbaciarnia to miejsce pachnące domowymi wypiekami i imbirową herbatą. Właśnie tutaj poznają się Julia, Hannah i Madeline, kobiety, które tak naprawdę w Avalon nie mają nikogo i są spragnione kontaktu z drugim człowiekiem. Już przy pierwszym ich spotkaniu przy herbacie rodzi się niesamowita więź. Łzy w oczach, niepewne uśmiechy, przestraszone spojrzenia. Nie muszą dużo mówić, żeby wiedzieć, że każda z nich ma do opowiedzenia historię swojego życia, otworzenie się to tylko kwestia czasu.

Przyjaźń to lata zaufania. W tej powieści relacja między kobietami rodzi się bardzo szybko, może dlatego, że wszystkie są po przejściach, co sprawia, że tak dobrze się rozumieją i są spragnione tych rozmów przy ciasteczku i herbacie. Jest to może trochę naiwne koloryzowanie rzeczywistości, ale opisane z takim ciepłem i optymizmem, że czytając, kilka razy się wzruszyłam. Bo dzięki tej przyjaźni kobiety wreszcie zaczynają żyć, podejmować długo odwlekane decyzje i zwyczajnie cieszą się ze wspólnych spotkań. Powieść bardzo pokrzepiająca, nie będzie spoilerem ujawnienie, że pod koniec książki kobiety zaczną żyć na nowo, a wszystko ułoży się na tyle dobrze, że będą z nadzieją i uśmiechem patrzyły w przyszłość. Inaczej przecież być nie może, już sama obietnica na okładce („Solidna dawka optymizmu w uroczej oprawie!”) zwiastuje, że te kobiety, znajdujące się na życiowym zakręcie, nie będą płakać i marudzić przy tej herbacie do końca opowieści. Zakręty zaczną się prostować, a one same muszą się w końcu uśmiechnąć do życia, a życie do nich. Jednak Julia, Hannah i Madeline nie są jedynymi bohaterkami książki. Są rozdziały, w których poznajemy innych mieszkańców i  ich przygodę z chlebem przyjaźni amiszów. Tymi opowiastkami autorka chciała ukazać, jak wielką skalę przybrała akcja dzielenia się torebkami z zakwasem.

Wspomnę, że jest to książka, która zawiera najkrótsze rozdziały, z jakimi spotkałam się w jakiejkolwiek powieści. Żeby do nich dotrzeć, trzeba zatopić się w tą lekturę, uprzednio zaparzając sobie herbatę w imbryczku, i kto wie, może upiec chleb amiszów? Znajdziesz przepisy na różne wariacje (brownie, chleb bananowy, muffinki) na końcu książki.

Herbaciarnia Madeline, Darien Gee, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011.

Hanna Kwaśna
(hanna.kwasna@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat