Związku, który dla Petera był wszystkim: wspólne wycieczki, zabawa, wymyślanie fantastycznych opowieści, spacery z psem, mnóstwo czasu wypełnionego tylko nimi dwojgiem – Margaux i Peterem. Związku przepełnionego uczuciem i fantazyjnym seksem, pragnieniem uszczęśliwienia ukochanej, i uwolnienia jej od ojca alkoholika i matki cierpiącej na schizofrenię. Wiedział, że ma przy sobie skarb, a jednocześnie był na tyle pewny siebie, aby tym skarbem manipulować.
Relacja ta dla naiwnych osób trzecich wcale nie był związkiem, tylko przyjaźnią starszego faceta z dziewczynką, a później młodą kobietą. Niektórzy wierzyli, że Peter jest wujkiem Margaux, i nie widzieli nic dziwnego w tym, że spędzają ze sobą całe dnie, wciąż zachwyceni swoim towarzystwem. Byli pewni, że dziewczynka pomaga starzejącemu się wujkowi w pielęgnowaniu ogródka, robieniu zakupów i innych przydomowych pracach.
Dla mniej naiwnych sąsiadów Peter był pedofilem, a Margaux jego ofiarą.
Nie trudno się domyślić, kto miał rację: dziewczynka miała 8 lat, Peter 48.
Czym był ten związek dla Margaux? Początkowo widziała w Peterze lepszą wersję własnego ojca. Mogła z nim rozmawiać, śmiać się i wygłupiać bez obawy, że zaraz podniesie głos i powie, że dziewczynce nie przystoi takie zachowanie. Tylko przy nim mogła łamać zasady i być dumną z tego, że robi to, czego inne dziewczynki w jej wieku robić nie mogły i nie powinny.
Z upływem czasu Margaux domyślała się, że to, o co prosi ją Peter, obiecując dozgonną miłość i małżeństwo, nie jest normalne, jednak pozwalała mu na to, bo na swój sposób kochała go. Aby nie czuć obrzydzenia wynikającego z wyglądu fizycznego Petera, którego twarz naznaczona była zmarszczkami, wyobrażała sobie siebie wcielającą się w różne role. Odpływała, patrząc na plakat Kurta Cobaina, a w myślach śpiewała Rape me, my friend. Wiedziała, że jest regularnie krzywdzona i izolowana od świata, a mimo to czuła niewyobrażalną więź z tym człowiekiem i ufała jego słowom: Wszystko, co robię, ma na celu twoje szczęście!
Jako dorosła kobieta Margaux Fragoso opisuje dzieciństwo spędzone w pokoju Petera (przecież musieli się ukrywać) bez żadnych zahamowań, językiem odważnym, nie wstydząc się szczegółów dotyczących czasu spędzonego w łóżku. Dziwię się, że po tych wszystkich latach bycia ofiarą chorego psychicznie człowieka, nie robi mu wyrzutów, nie ocenia z perspektywy czasu, tylko przedstawia wszystko tak, jak było, z jej ówczesnymi odczuciami. Czytałam tę historię z niedowierzaniem, że coś takiego zdarzyło się naprawdę. Jak to możliwe, że przez tyle lat Margaux i Peter skutecznie ukrywali się przed światem zewnętrznym? Jaką zdolność manipulacji muszą posiadać pedofile, że na ofiarę wybierają sobie dziecko z patologicznej rodziny, dla którego każdy objaw czułości będzie czymś cudownym, odskocznią od codziennej przemocy i niezrozumienia doświadczanych w domu.
To jedna z książek, z której zapamiętałam kilka zdań słowo w słowo. Kiedy zasiadałam do czytania po kilkugodzinnej przerwie, nadal potrafiłam zacytować zdanie, którym kończył się poprzedni rozdział. Nigdy nie myślałam, że tego typu zabawa w miłość może mieć taki wymiar, żeby zarówno kata, jak i ofiarę, bez reszty wciągnęła w ucieczkę przed światem.
Wpatruję się w fotografię autorki umieszczoną na skrzydełku okładki. Dziewczęca twarz, zero makijażu, nieciekawa fryzura, kołnierzyk przy białej bluzce. To naprawdę ta sama kobieta, która w dzieciństwie dobrowolnie poddawała się zachciankom pedofila, udając drapieżną tygrysicę?
Hania Kwaśna
(redakcja@kobieta20.pl)
Zabawa w miłość, Margaux Fragoso, Prószyński i S-ka, 2011