Mordercza mamusia

Opublikowano: 2013-04-11
Recenzja książki “Wszędzie śnieg”.
Recepta na dobry kryminał wydaje się niezwykle prosta: wciągająca akcja, ciekawy bohater i przykuwająca uwagę zagadka.

Tych wszystkich trzech składników zabrakło, niestety, w powieści „Wszędzie śnieg”, zaskakująco nudnej i bezbarwnej pomimo bardzo obiecującego pomysłu.

Główną bohaterką jest Hannah Griffin, doświadczony pracownik laboratorium kryminalistycznego, żona i matka. Zwyczajna kobieta o niezwykłej przeszłości: córka kobiety będącej ucieleśnieniem czystego zła. Hannah, jako dziecko przeżyła pożar rodzinnej farmy i śmierć swoich braci. Okazało się jednak, że utrata domu i rodziny to zaledwie początek horroru. Zwłoki kobiety znalezione w zgliszczach okazują się nie należeć do matki dziewczynki, co gorsza okazują się nie być jedynymi, jakie znajduje policja. Znaleziono jeszcze siedemnaście ciał pomordowanych mężczyzn, wszystkich zamordowano i okaleczono w ten sam sposób. Okazuje się, że matka Griffin zajmowała się nie tylko pieczeniem ciastek dla swoich dzieci.

Mimo upływu dwudziestu lat bohaterka nadal ma koszmary, w napotkanych kobietach uparcie szuka swojej matki, nie potrafiąc sobie poradzić z odrzuceniem i setką wątpliwości, jakie nią targają. Ułożenie sobie normalnego życia, pomimo piętna „córki morderczyni”, to zadanie ciężkie, ale wydaje się, że bohaterce się udało.  Jednakże przełom następuje w dniu, gdy otrzymuje wiadomość „Twoja matka dzwoniła” i  Griffin będzie musiała stawić czoła koszmarom z przeszłości. Książka „Wszędzie śnieg” została podzielona na trzy części: w pierwszej poznajemy codzienność bohaterki, druga składa się z retrospekcji dotyczących pożaru i jego następstw, ostatnia to dochodzenie do prawdy i finał.

Pomysł na fabułę był jak najbardziej zacny, niestety, wykonanie jest zdecydowanie gorsze. Całość aż prosi się o przynajmniej jedno wielokrotnie złożone zdanie, którego czytelnik nie uświadczy w całej powieści, naszpikowanej truizmami i banalnymi kwestiami. Nie udało się także autorowi wykreować  wiarygodnych bohaterów, żadna z postaci nie przykuwa uwagi na dłużej. Nawet postać matki, seryjnej morderczyni jest nieciekawa i zarysowana pobieżnie: papierowa morderczyni w równie papierowym świecie.

Wygłaszające frazesy figury nie są w żaden sposób zdolne przekonać czytelnika, by sekundował ich działaniom i zdobył się na coś więcej, niż leniwe wertowanie stron w nadziei na znalezienie czegoś, co przykuło by jego uwagę na dłużej. Niestety, wszystko to prowadzi do finału nie będącego niczym więcej, jak  rozczarowaniem. A sama książka „Wszędzie śnieg” dołącza do grona tych przeczytanych i szybko zapomnianych.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Gregg Olsen, “Wszędzie śnieg”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat