Morderczyni – kobieta o dwóch twarzach

Opublikowano: 2013-03-07
Recenzja książki „Polskie morderczynie”.
Chodziły do szkoły, opiekowały się młodszym rodzeństwem, pomagały rodzicom, wychodziły za mąż, wychowywały swoje dzieci, ale także… zamordowały.

Życie bywa różne – raz jest lepsze, raz gorsze. Nie traktuje ludzi równo. Nie wszyscy mają komfort wychowywania się w stabilnych, modelowych, pełnych miłości i szacunku rodzinach. Niektórych życie mocno doświadcza. Już na samym początku odbiera rodziców lub uczucie, którym powinni oni darzyć swoje dziecko. Kiedy w domu dzieje się źle, ojciec pije, matka z czasem obojętnieje, a dalsi krewni umywają ręce, ofiarami padają dzieci. Chłopcy najczęściej maltretowani są fizycznie, jako ci silniejsi, wytrzymalsi. Dziewczynkom obrywa się i psychicznie, i fizycznie – czasem lżej, ale czasem równie mocno. Po latach, nie wszystkie są w stanie wyrwać się z piekła. Jedne odcinają się od rodziców i przysięgają prowadzić inne życie, pełne uczuć, jakich nigdy nie doświadczyły. Inne z kolei nie potrafią dać upustu złym, skumulowanym przez lata emocjom. Kiedy przysłowiowa czara goryczy przyjmie o jedną kroplę za wiele, przelewa się. Kobiety popełniają najcięższą zbrodnię – morderstwo – a ofiarą czasem bywa niewinna, przypadkowa osoba. Staruszka, która okazała im trochę serca, sąsiadka, która pochwaliła się pieniędzmi, sąsiad, który był w złym miejscu, w złym czasie. Spełniają oni rolę kozłów ofiarnych, które miałyby uwolnić morderczynię od jej bólu, cierpienia i wspomnień. Niestety, nie jest to możliwe. Pamięć o przeszłości pozostaje, a do tego dołącza poczucie winy i zdezorientowania. Morderczyni wie, że nie dotrzymała danej sobie obietnicy i zamiast uciec od formy życia, jaką narzucili jej rodzice, tylko ją wzmocniła.

Książka „Polskie morderczynie” Katarzyny Bondy nie jest usprawiedliwieniem dla zbrodni bohaterek, które krok po kroku opisują swoje życia. Jedne przeżyły koszmar, inne mają za sobą lata pełne miłości i wyrozumiałości. Dla żadnej nie ma wytłumaczenia, ani zrozumienia. Morderstwo jest czynem niewybaczalnym, bez względu na to, kto pada ofiarą. Nie wszystkie bohaterki żałują swojego postępku, wszystkie natomiast żałują trafienia za kratki i zmarnowania w ten sposób życia. Niektóre zostawiły tam, pod drugiej stronie krat, rodziny – rodzeństwo, mężów, dzieci. Tęsknią, cierpią, czekają na dzień, w którym będą mogły powiedzieć „jestem wolna”. Co jakiś czas próbują odwołać się od wyroku. Pierwsze podania zostają odrzucone, a czas leci dalej. Rok zamienia się w dwa, trzy, a potem i dziesięć. Niektórym udaje się uzyskać zwolnienie na dwa-trzy lata przed planowanym końcem kary. Kary, która na wstępie miała trwać nawet piętnaście. Podczas gdy one siedzą, odcięte od wszystkiego, świat nie czeka na ich powrót. Czas nieubłaganie pędzi do przodu. Pojawiają się telefony komórkowe, komputery, wszechobecny dostęp do Internetu, karty kredytowe,… To nie jest już ich świat. Ten, który znały, umarł wraz z ich ofiarą. Został pogrzebany w beznadziei, poczuciu winy, strachu i żalu.

Książka Katarzyny Bondy pojawiła się w księgarniach w 2008 roku. Była wtedy „świeżym” efektem wielu wywiadów z bohaterkami, odwiedzin autorki w więzieniu oraz rozmów ze specjalistami. Od tego czasu minęły jednak cztery lata. Nowe „Polskie morderczynie” uzupełniono o krótkie epilogi z roku 2012. Przez ten czas sporo uległo zmianie – niektóre z kobiet wyszły na wolność, inne są w trakcie rozpatrywania wniosku lub uzyskały zgodę na widzenia z rodziną, nawet w formie kilkudniowych przepustek. Każdemu rozdziałowi towarzyszy zdjęcie osadzonej, a sama forma tekstu jest odwzorcowaniem ich mowy i myśli. Innymi słowy – ile bohaterek książki, tyle jej autorek. Dzięki temu zabiegowi poznajemy twarz zwykłego człowieka, którą w chwilę później zderzamy z suchymi faktami, opisanymi przez Bondę. Porażające jest to, jak czasem delikatne i wrażliwe wnętrze morderczyni, zupełnie nie pasuje do czynu, który popełniła. Zmusza nas to do zatrzymania się i pomyślenia nad samymi sobą. Czy to wyłącznie wynik szczęścia, że jesteśmy na wolności? Czy gdybyśmy przeżyły to, co one, siedziałybyśmy teraz na ich miejscu? Granica pomiędzy chwilowym panowaniem nad śmiercią, a byciem służką życia, jest niezwykle cienka. Emocje mogą spłatać nam figla, ręce zrobić coś bez naszej woli, usta bezwiednie wydać wyrok. Czy wystarczy się pilnować i codziennie powtarzać, jak wiele mamy do stracenia? Na te pytania nie ma odpowiedzi. Zapewne każda z bohaterek myślała o tym nie raz. Zastanawiała się, co by było, gdyby zabiła. A kiedy już do tego doszło, oddałaby wszystko, by cofnąć czas. Odzyskać swoje życie, nawet jeśli było ono koszmarem.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Katarzyna Bonda, „Polskie morderczynie”, Muza SA, Warszawa 2013



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat