Czy to dla mnie, czy to swym afilozowicznym umysłem pojmę albo… czy to w ogóle ma sens? I za każdym razem, gdy w moje ręce wpada książka Leszka Kołakowskiego, przekonuję się, że my z jego filozofią pasujemy do siebie. Od pierwszego zdania.
Kołakowski w książce „Horror metaphysicus” porusza kwestie najważniejsze - pyta o Boga, sens istnienia, sens uprawiania filozofii. To rozważania w poszukiwaniu ostatecznej podstawy tego, co jest, jako ostatecznej gwarancji tego, że to jest. Prowadzi nie tylko monolog, ale też dialog z czytelnikiem oraz mistrzami filozofii (w książce nie brakuje komentarzy do rozmyślań Damazjosa, Kartezjusza, Spinozy, Leibniza, Husserla, Jaspersa i wielu innych). Autor mówi o próbach wyrażania swoich doświadczeń i o tym, że próby te skazane są na niepowodzenie. Zakłada, że znalezienie i współistnienie w relacji z człowiekiem Absolutu jest możliwe, ale wyrażenie tego w naszym języku wydaje się nierealne. Język nie przystaje do rzeczywistości. W końcu… człowiek jest stworzony do poszukiwania prawdy, a nie jej posiadania.
Książki Kołakowskiego, a być może książki każdego filozofa, wydają się trudne do interpretacji i recenzji. Nie da się o nich pisać innym językiem niż ten, którym same są napisane. A ten jest niesamowity. Kołakowski zachwyca swym błyskotliwym, giętkim językiem. Co ciekawe – traktat ten nie powstał w języku polskim. Wielkie wyrazy podziwu należą się dla pracy tłumacza, Macieja Panufnika, który wiernie odwzorowuje styl znany nam z polskojęzycznych prac filozofa.
„Horror metaphysicus” nie jest książką łatwą w odbiorze. Kołakowski tym razem rezygnuje z popularnonaukowego tonu, co pewnie zaowocuje jej znacznie lepszym odbiorem w gronie pasjonatów filozofii. Warto jednak znaleźć więcej czasu, spokoju i energii na zagłębienie się w tej lekturze. Polecam, do odkrywania samego siebie.
Milena Kwasek
(milena.kwasek@kobieta20.pl)
Leszek Kołakowski, „Horror metaphysicus”, Znak, Kraków 2012