Choć w „Blondynce wśród łowców tęczy” rzeczywiście momentów komicznych nie brakuje, to jednak całej książce daleko do komedii. To raczej luźne zapiski dotyczące jednej z wielu fascynujących wypraw Beaty Pawlikowskiej.
Akcja „Blondynki wśród łowców tęczy” rozgrywa się w dżungli amazońskiej, nierzadko też w nurcie rzeki Amazonki. Miejsce jest więc nieprzewidywalne, mało przyjazne człowiekowi, pełne ukrytych pułapek, czyhających niebezpieczeństw i przeróżnych stworzeń, dla których dżungla jest jedynym domem i niekoniecznie cieszą się z wizyty intruza o włosach koloru blond.
Beata Pawlikowska stawia jednak czoła wszystkim nieprzewidywalnym zdarzeniom i ze stoickim spokojem znosi upał, wilgoć i całe zastępy wszędobylskich gryzących owadów. Pokazuje tym samym, że słaba płeć w rzeczywistości wcale nie jest taka słaba. Co nie zmienia faktu, że aby przetrwać w świecie, którego nie udało się ujarzmić człowiekowi, potrzebna jest pokora i bardzo silne umiejętności przystosowawcze.
„Blondynkę wśród łowców tęczy” czyta się bardzo płynnie. Dzięki kieszonkowemu formatowi książki, można ją zabrać ze sobą do torebki i rozpocząć lekturę w każdej wolnej chwili. Ponieważ zarówno język narracji , jak i same historie opisane przez Beatę Pawlikowską, są lekkie, przyjemne i łatwe w odbiorze, jest to doskonała lektura na nużącą podróż, oczekiwanie w kolejce czy po prostu na popołudnie spędzone w parku.
„Blondynka wśród łowców tęczy” poza opisem niezwykle barwnych przygód z samego serca dżungli, została wzbogacona o przepyszną niespodziankę – przepisy na bananowe potrawy. Okazuje się, że banan – owoc bez polotu w Polsce, w Ameryce Południowej jest prawdziwym rarytasem. Jeśli więc, bez wychodzenia z domu, pragnie się posmakować egzotycznej kuchni, należy sięgnąć po „Blondynkę wśród łowców tęczy” i poeksperymentować z bananami z grilla, omletem bananowym czy cynamonowym chlebem bananowym. Smacznego.
Agata Podgajska
(redakcja@kobieta20.pl)
Beata Pawlikowska, Blondynka wśród łowców tęczy, National Geographic, 2012