Panie Mannie, znów Pan popełnił arcydzieło!
Półki w księgarniach uginają się od ciężaru typowych powieści, nad którymi zdarza nam się uśmiechnąć półgębkiem. Beletrystyka zajmuje zazwyczaj objętość kilkuset stron, przeznaczonych do liniowego czytania od pierwszej do ostatniej. O ile nie są to oderwane od siebie opowiadania – fabuła rozwija się wraz z postępem stron, kończąc akcję wraz z ostatnimi stronami. Eksperymenty z poszatkowaniem treści czy zmuszaniem do selektywnego czytania kończą się raz lepszymi, raz gorszymi efektami, pozwalając na przełamanie rutyny tradycyjnego pisania.
„Kroniki wariata z kraju i ze świata” uwielbianego przez masę Wojciecha Manna niewiele przypominają typową książkę z księgarnianej półki. Nie znajdziemy tu jednej historii, a zbiór tekstów na granicy absurdu, spiętych powtarzającymi się postaciami, a czasem jedynie postacią samego autora. Bohaterów znajdziemy tu całkiem nietypowych. Moim osobistym ulubieńcem jest Żelazny karzeł Wasyl. Istota refleksyjna, pragnąca uczuć wyższych pomimo blaszanej otoczki. Choć może lepiej wspomnieć tu o skłonności autodestrukcyjnych Wasyla i pecha co do widowiskowych śmierci i kontuzji.
Książka Manna stanowi idealne panaceum na brak czasu na czytanie. Odwrotnie jak w przypadku typowej książki – czytelnik może sięgnąć po nią tuż przed snem i zasnąć już po jednej stronie tekstu. I to z wyrazem błogiego ukontentowania na rozpromienionym obliczu. Książka może być czytana na wyrywki, postaciami, od końca, na chybił trafił – pełen luz czytelniczy. Jakby tego było mało – książka Manna służy także do oglądania. Dzięki uzupełnieniu tekstu klasyka humoru o stylowe zdjęcia Tomasza Sikory, otrzymujemy smaczek lekki w formie, szybko strawny i lekki w konsumpcji.
Poza znanymi gagami, nowymi tekstami, fikcyjnymi ogłoszeniami i takimiż listami do ekspertów (Gandalf-seksuolog!), odnajdziemy jeszcze jedną ciekawostkę, która dla mnie osobiście stanowi najwartościowszy element. Świetnym pomysłem było wprowadzenie do książki fragmentów prawdziwej korespondencji poczytnego autora z redaktorem naczelnym wydawnictwa Znak. Poznać kolejną odrobinę mądrego humoru Pana Wojciecha - i to w prywatnej odsłonie – rzecz bezcenna. Mój osobisty hit z korespondencji? Gdy na maila redaktora, zaniepokojonego o przesuwające się terminy powstania nowych fragmentów tekstu („Proszę mnie uspokoić, bo mimo szumu Atlantyku źle tutaj sypiam”), Pan Mann w dowcipny sposób odpisał jedynie „Zgodnie z prośbą apeluję, aby Pan się uspokoił”.
„Kroniki wariata z kraju i ze świata” to jedna z nielicznych książek, przy których faktycznie śmiałam się w głos. Żałuję jedynie, że części z wyjątkowych gagów nie przyszło mi usłyszeć w mistrzowskim wykonaniu samego autora. Obowiązkowa lektura dla każdego wielbiciela inteligentnego humoru, jak i postaci samego charyzmatycznego Wojciecha Manna. Kończąc, zacytuję jedynie mistrza humoru „Przepraszam, że krótko piszę, ale kończy mi się prąd”.
Joanna Szczygłowska
(joanna.szczyglowska@kobieta20.pl)
Wojciech Mann, „Kroniki wariata z kraju i ze świata”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012