Papierowa recepta na zimową chandrę

Opublikowano: 2013-01-31
Recenzja książki „Kroniki wariata z kraju i ze świata”.
Przepis na bardzo dobrą książkę? Wystarczy niepowtarzalny talent, superlekkie pióro, umysł obfitujący w niebanalne pomysły, natura humorysty i nieprzeciętna inteligencja...

Panie Mannie, znów Pan popełnił arcydzieło!

Półki w księgarniach uginają się od ciężaru typowych powieści, nad którymi zdarza nam się uśmiechnąć półgębkiem. Beletrystyka zajmuje zazwyczaj objętość kilkuset stron, przeznaczonych do liniowego czytania od pierwszej do ostatniej. O ile nie są to oderwane od siebie opowiadania – fabuła rozwija się wraz z postępem stron, kończąc akcję wraz z ostatnimi stronami. Eksperymenty z poszatkowaniem treści czy zmuszaniem do selektywnego czytania kończą się raz lepszymi, raz gorszymi efektami, pozwalając na przełamanie rutyny tradycyjnego pisania.

„Kroniki wariata z kraju i ze świata” uwielbianego przez masę Wojciecha Manna niewiele przypominają typową książkę z księgarnianej półki. Nie znajdziemy tu jednej historii, a zbiór tekstów na granicy absurdu, spiętych powtarzającymi się postaciami, a czasem jedynie postacią samego autora. Bohaterów znajdziemy tu całkiem nietypowych. Moim osobistym ulubieńcem jest Żelazny karzeł Wasyl. Istota refleksyjna, pragnąca uczuć wyższych pomimo blaszanej otoczki. Choć może lepiej wspomnieć tu o skłonności autodestrukcyjnych Wasyla i pecha co do widowiskowych śmierci i kontuzji.

Książka Manna stanowi idealne panaceum na brak czasu na czytanie. Odwrotnie jak w przypadku typowej książki – czytelnik może sięgnąć po nią tuż przed snem i zasnąć już po jednej stronie tekstu. I to z wyrazem błogiego ukontentowania na rozpromienionym obliczu. Książka może być czytana na wyrywki, postaciami, od końca, na chybił trafił – pełen luz czytelniczy. Jakby tego było mało – książka Manna służy także do oglądania. Dzięki uzupełnieniu tekstu klasyka humoru o stylowe zdjęcia Tomasza Sikory, otrzymujemy smaczek lekki w formie, szybko strawny i lekki w konsumpcji.

Poza znanymi gagami, nowymi tekstami, fikcyjnymi ogłoszeniami i takimiż listami do ekspertów (Gandalf-seksuolog!), odnajdziemy jeszcze jedną ciekawostkę, która dla mnie osobiście stanowi najwartościowszy element. Świetnym pomysłem było wprowadzenie do książki fragmentów prawdziwej korespondencji poczytnego autora z redaktorem naczelnym wydawnictwa Znak. Poznać kolejną odrobinę mądrego humoru Pana Wojciecha - i to w prywatnej odsłonie – rzecz bezcenna. Mój osobisty hit z korespondencji? Gdy na maila redaktora, zaniepokojonego o przesuwające się terminy powstania nowych fragmentów tekstu („Proszę mnie uspokoić, bo mimo szumu Atlantyku źle tutaj sypiam”), Pan Mann w dowcipny sposób odpisał jedynie „Zgodnie z prośbą apeluję, aby Pan się uspokoił”.

„Kroniki wariata z kraju i ze świata” to jedna z nielicznych książek, przy których faktycznie śmiałam się w głos. Żałuję jedynie, że części z wyjątkowych gagów nie przyszło mi usłyszeć w mistrzowskim wykonaniu samego autora. Obowiązkowa lektura dla każdego wielbiciela inteligentnego humoru, jak i postaci samego charyzmatycznego Wojciecha Manna. Kończąc, zacytuję jedynie mistrza humoru „Przepraszam, że krótko piszę, ale kończy mi się prąd”.

Joanna Szczygłowska
(joanna.szczyglowska@kobieta20.pl)

Wojciech Mann, „Kroniki wariata z kraju i ze świata”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat