Co jednak zrobić, gdy największe niebezpieczeństwo czyha ze strony najbliższych?
Każda biografia i książka oparta na faktach zawiera jakiś procent negatywnych emocji, brutalnych zdarzeń, niechcianych zjawisk, prosto mówiąc – zła. Wszyscy mają w życiu wspomnienia czarnych chwil, spychane głęboko do podświadomości, o których wolelibyśmy czym prędzej zapomnieć. Po co rozpamiętywać gorsze momenty, chwile bólu i niesprawiedliwości, skoro każdy dzień daje nowe możliwości i dzięki wsparciu najbliższych można zacząć wszystko od nowa.
Gorzej, gdy czarne chmury zasłaniają całe niebo i żaden promyk nadziei nie przebija się przez ciemne obłoki. Mrok i zło po sam horyzont. Podobne barwy królują w powieści Constance Briscoe Brzydula – złowieszcza czerń zatruwa już od pierwszych wersetów, nie przestając dominować w całości tekstu.
Autorka bez ogródek i sztucznej kurtuazji, już od pierwszych stron tekstu, przedstawia czytelnikowi z jakim typem wspomnień będzie musiał się zmierzyć. Przeżyła ona więcej niż człowiek wychowany w normalnym, kochającym domu jest sobie w stanie wyobrazić. Briscoe opowie zdumionemu czytelnikowi o złu, którego doświadczyła już od pierwszych lat życia, o biciu, poniżaniu, głodzeniu, zastraszaniu, molestowaniu, pastwieniu się nad najmniejszą istotą z licznej rodziny.
Pomimo druzgocących dni pełnych przepychania i przytykania łatki brzydoty, kobieta dojdzie na sam szczyt, ambicje pozwolą wygrać z demonami przeszłości i jako jedna z pierwszych zostanie czarnoskórą sędziną w Wielkiej Brytanii. Podobno tak będzie... ja do szczęśliwego zakończenia dojść nie potrafiłam. Zatrzymałam się w środku czytania, nie mając już siły brnąć w tą kawalkadę okrucieństwa. Cały czas miałam w świadomości fakt, że jest to autobiografia i ktoś faktycznie przeżył opisywane piekło. Najbardziej wstrząsnął mną motyw nocnego moczenia się. W momencie, gdy wszystkie dzieci samoistnie przesypiają sucho noc, dziewczynka nie przestawała siusiać do łóżka przez ciągłe napięcie oraz maltretowanie fizyczne i psychiczne ze strony matki. Za nocne moczenie zbierała za to coraz gorsze lanie. Jeszcze przed zaśnięciem matka potrafiła uderzyć ją pięścią w brzuch, żeby przypomnieć o konsekwencjach, a gdy w nocy rozbrzmiał alarm pod materacem reagujący na wilgoć, kobieta tłukła ją bez opamiętania, butami, pięścią, otwartą dłonią, by na końcu rozebrać ją, zabrać pościel, materac i rzucić na stertę brudnych ubrań. Temu wszystkiemu przyglądali się najlepsi psychologowie, po których ciągała ją matka, i nie potrafili oni postawić prawidłowej diagnozy.
Dramatyzmu dodaje tu użyty język i dziecięcy styl bohaterki, opisującej swoje dzieciństwo. Empatyczny człowiek z pokładami wyobraźni wczuje się i zatraci w jej losach, opisanych tak plastycznie i realistycznie, że aż boli. Nie jest to książka łatwa i przyjemna, do poczytania dla zabawy, lecz niesie za sobą wiele mądrości. Mam zamiar wrócić do niej, gdy nabiorę dystansu, w końcu każdy musi zdawać sobie sprawę, jakie zakamuflowane zło potrafi kroczyć po świecie.
Constance Briscoe, Brzydula. Historia niekochanej. Wydawnictwo Bellona, 2012
Joanna Szczygłowska
(joanna.szczyglowska@kobieta20.pl)