Nie doceniamy potęgi minionych smaków i wspomnień jakie kryją się w ukochanych posiłkach z dzieciństwa.
Trudno napisać dobrą książkę o najdelikatniejszym i najsubiektywniejszym ze zmysłów jakim jest smak. Zabieg ten wydaje się wyjątkowo karkołomny zwłaszcza gdy autor próbuje przybliżyć czytelnikowi smak mu nieznany, zapomniany, smak ze swych wspomnień. Andrzej Fiedoruk podjął próbę zabrania czytelnika w sentymentalną podróż po talerzach, kubkach i misach ze swej młodości, przypadającej na siermiężne lata Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. PRL kojarzy się z pustką półek, byle jakim wyborem i brakiem importowanych towarów. Czy tamtejsze smaki są dla autora równie szare co Kroniki Filmowe?
Prywatne smaki PRL-u stanowią ciekawą próbę połączenia wspomnień autora, po części z książką kucharską i dokumentem życia codziennego. Opis potrawy stanowi jedynie zaczątek do złożonej historii. Autor obudowuje kwestie jedzenia o ludzkie losy, relacje, uczucia jakie wiązały się ze spożyciem specjałów z tamtych lat. Andrzej Fiedoruk raczy czytelnika opisami obyczajów, które nigdy nie wrócą – księgi skarg i zażaleń, specyficznej atmosfery wagonu WARS czy stonkowej propagandy. W trudnych dla społeczeństwa czasach PRLu zdobycie wielu artykułów łączyło się z wielkim trudem, ale i strachem połączonym z zakupem produktów zakazanych – wódki na mecie czy mięsa „od baby”.
Obecnie możemy jedynie pomarzyć o niektórych potrawach wspominanych przez autora. Zazdroszczę jakości wędlin i pieczywa, opisanych obrazowo w książce Fiedoruka. Były to czasy ubogie, lecz z drugiej strony, najwyższa jakość chleba z chrupiącą skórką była powodem dumy piekarza, a wędliny składały się z mięsa i przypraw, a nie oszukanych ulepszaczy i wypełniaczy.
Żadna potrwa, ani zapamiętany smak, nie jest zbyt błaha dla pisarza. Dla współczesnego czytelnika wydaje się abstrakcją rozpływanie się nad kromką zwykłego chleba z cukrem, zsiadłego mleka czy ciastek ze skwarek. W czasach dobrobytu i sklepów pełnych produktów z całego świata zapomnieliśmy o zachwycie. Nie czekamy z wytęsknieniem na żadną potrawę – wszystko jest dostępne w zasięgu ręki, smakołyki spowszedniały, a wyjątkowość zachowały obecnie jedynie potrawy świąteczne.
Prywatne smaki PRL-u to zwłaszcza ciekawa lektura dla młodego czytelnika, który sam nie zaznał cieni i blasków życia w poprzednim ustroju. Może emocje autora przeniosą się na innych i zachęcą do większego celebrowania tego co jemy, jak jemy i z kim jemy? Osobiście uległam sentymentom autora i w sobotę królować u mnie będzie zapomniany, lecz ponadczasowy, pieczony ziemniak z ogniska, okraszony śmiechem przyjaciół.
Andrzeja Fiedoruk, Prywatne smaki PRL-u , ZYSK I S-KA WYDAWNICTWO, Poznań 2011
Joanna Szczygłowska
(redakcja@kobieta20.pl)