W przypadku literatury podróżniczej dodatkowym plusem, a właściwie jej podstawą jest SŁOWO. Dzięki spisanym przez autora wrażeniom poznajemy tysiące wspaniałych miejsc... Choć początkowo nie myśleliśmy o danym regionie poważnie, coś w naszej głowie kiełkuje. Kto wie, może pewnego dnia spakujemy plecak i ruszymy przed siebie, by sprawdzić zapiski pisarza?
Michał Kruszona zabiera nas w podróż po niewielkiej części Afryki, jaką jest Uganda. To państwo w środkowej części kontynentu nad Jeziorem Wiktorii. Na swoją wyprawę wyrusza razem z przyjacielem. Pewnego dnia po prostu postanowili odwiedzić te zapomniane miejsce na świecie. Słowa nie poszły na wiatr, wkrótce stanęli na rozgrzanej ziemi Afryki.
Książka składa się z trzech części. Pierwsza to luźne przemyślenia przed wyjazdem. Od pierwszych stron czuć pozytywną ekscytację autora. Poznajemy sposób podróżowania Michała Kruszony. Poza tym autor dostarcza nam wielu cennych informacji dotyczących historii Ugandy. Jest to podane w przystępny, ciekawy sposób. Nie groźne nam przeładowanie faktami! W drugiej znajdziemy już właściwe zapiski, spostrzeżenia z wyprawy. Na trzecią składają się relacje z powtórnych odwiedzin tego kraju.
W trakcie czytania poznajemy nie tylko kolejne regiony Ugandy. Kluczową kwestią są ludzie spotykani po drodze. Dzięki książce choć trochę możemy przybliżyć się do zupełnie innego świata. Jak pisze Michał Kruszona „ Inaczej płynie czas w Afryce, inaczej się myśli i inaczej nazywa się rzeczy, które dla nas tylko pozornie są zrozumiałe. Z mieszkańcem Czarnej Afryki możemy mówić o tym samym, jednak on będzie rozumiał zupełnie co innego niż my.”. Miałam podobne odczucia podczas lektury. Jak można pewne zdarzenia oceniać, odbierać tą samą miarą, jeśli otaczająca rzeczywistość tak bardzo się różni od nam znanej? Z drugiej strony, autor czasem wyciągał zbyt daleko idące wnioski. Czułam czasem z jego strony pewnego rodzaju arogancję Białego człowieka. Niektóre sytuacje są traktowane lakonicznie, aż same się proszą o więcej uwagi. Miałabym ochotę więcej o nich przeczytać. To oczywiście moje subiektywne odczucia.
Tytuł "Uganda. Jak się masz, muzungu?” , a szczególnie jego druga frakcja jest zastanawiająca. Nie mogłam się doczekać, aby dowiedzieć się co on oznacza. Nie będę zabierać przyjemności, także po rozwiązanie zapraszam do książki.
W środku znajdziemy wiele wspaniałych zdjęć. Bardzo dobrze oddają przebieg wyprawy. Jedyne moje zastrzeżenie to brak korelacji między fotografiami, a opisywanymi zdarzeniami. Wybija z rytmu. Tekst poza wspomnianymi wcześniej częściami, nie jest podzielony na żadne rozdziały. Przeszkadza to w czytaniu na raty oraz uniemożliwia szybkie odnalezienie się w miejscu akcji.
Całość mimo wszystko oceniam na plus. Na pewno zasługę ma w tym postać samej Ugandy. Michał Kruszona plastycznym, wyrazistym językiem przenosi nas w jej gorące ramiona. Dzięki tej lekturze mam ochotę na ponowne literackie spotkanie z Afryką.
Michał Kruszona, Uganda. Jak się masz, muzungu?, Zysk i S-ka, Warszawa 2011
Agnieszka Zieleń
(redakcja@kobieta20.pl)