Książka, która wywołała wiele emocji wśród moich znajomych, wreszcie trafiła w moje ręce. Czy zgodzę się z tymi, którzy po przeczytaniu jej poczuli, że Bóg jest obecny w ich życiu, czy raczej dołączę do tych, którzy twierdzą, że powieść jest zamerykanizowaną bajeczką?
Mack ma żonę Nan i trójkę dzieci. Mężczyzna, który w dzieciństwie był bity przez ojca alkoholika, stara się dać swojemu potomstwu jak najwięcej miłości i sprawić, żeby młodzieńcze lata zapamiętały lepiej niż on. Wzorowa, kochająca się rodzina, modląca się przed każdym posiłkiem, dziękująca za wszystko Najwyższemu… Do czasu.
Mack wybiera się z dziećmi na kilkudniowy camping. Nieszczęśliwy bieg wydarzeń doprowadza do porwania i zamordowania najmłodszej córki - Missy, a w miejscu gdzie ostatnio przebywała, morderca zostawia spinkę do włosów w kształcie biedronki. Dla Macka rozpoczyna się okres Wielkiego Smutku, gniewu na Boga, wyrzutów sumienia, myślenia w stylu „co by było, gdyby”, niezrozumienia i chęci zemsty.
Kilka lat po tragicznym zdarzeniu Mack dostaje list od Boga z propozycją spotkania w Chacie – miejscu mordu, gdzie na podłodze wciąż widać zaschnięte ślady krwi. W tajemnicy przed rodziną wybiera się tam, mając nadzieję, że list nie jest głupim żartem i że naprawdę będzie miał okazję porozmawiać z Bogiem. Jego przypuszczenie się spełnia, i poznajemy niezwykłą historię spotkania pogruchotanego przez życie Macka z Bogiem w postaci sporych gabarytów Murzynki, Jezusem spędzającym większość czasu w warsztacie i Duchem Świętym – Azjatką z zamiłowaniem do ogrodnictwa.
Główny bohater jest osobą podobną do przeciętnego chrześcijanina. Nie zawsze chodzi do kościoła, miewa gorsze dni. Dlatego udało mi się zrozumieć jego myślenie, postawę, wątpliwości. Gdybym to ja miała okazję spotkać się z Bogiem w tak namacalny i „ludzki” sposób, z pewnością zadałabym Mu te same pytania, co Mack. Czym jest wolność w dobie propagandy i wpływu środowiska? Czy potrafimy kochać? Dlaczego czasem wolimy skłamać, zamiast powiedzieć prawdę? Jak to się dzieje, że nie potrafimy się otworzyć przed drugim człowiekiem? Skąd się bierze mściwość? Dlaczego na świecie jest tyle zła?
Podobało mi się, że relacje Boga z człowiekiem zostały przedstawione jak rozmowa ojca z dzieckiem, gdzie nie wkradły się, przecież zawsze obecne w Kościele, tematy instytucji, przestrzegania dekalogu, kary za grzechy. Co więcej, Bóg mówi, że nie przepada za religią, polityką czy ekonomią, bo żadne systemy nie są w stanie zapewnić spokoju ducha. Ludzie sami stworzyli sobie instytucje, aby mogli sobą nawzajem kierować i rządzić. Wszyscy jesteśmy jego Umiłowanymi, cudownymi dziećmi, niezależnie od pozycji zawodowej czy narodowości. Odpowiadając na pytania, Murzynka, Jezus i Azjatka są cierpliwi, promienieją miłością, unikają moralizowania. Nie ma tu Boga jako srogiego sędziego. Jest Bóg, z którym możemy napić się gorącej kawy i uraczyć pysznymi ciastkami. Historia Macka ukazuje, jak trudna jest droga zranionego człowieka do przebaczenia. Osobiście dałam się ponieść tej opowieści, i uwierzyłam w zapewnienie Boga, że „za każdym razem, kiedy wybaczasz, świat się zmienia, za każdym razem, kiedy wkładasz w coś serce, świat się zmienia, każdy dobry uczynek, widoczny lub niewidoczny, jest spełnieniem moich celów i później już nic nie jest takie samo”.
William Paul Young napisał „Chatę” dla swoich dzieci. Kto by pomyślał, że oprócz dzieci na świecie znajdzie się ponad 6 milionów osób, dzięki którym powieść stanie się bestsellerem? Mimo, że Bóg w postaci Murzynki kręcącej biodrami w rytm muzyki może denerwować, to jednak warto sięgnąć po tę książkę, aby zacząć zauważać, że obok całej szarości codzienności otacza nas piękno, śmiech i miłość. A wszystko podane lekkim, przystępnym językiem, skłaniającym do refleksji, ale bez zbędnego filozofowania.
William Paul Young, Chata, Wydawnictwo Nowa Proza, Warszawa 2011.
Hania Kwaśna
(redakcja@kobieta20.pl