Kto już wcześniej natknął się na powieści Jeffrey’a Archera, wie, o czym mówię. Pozostali, wiedzieni ciekawością, powinni sięgnąć po „Sprawę honoru”.
Młody oficer armii brytyjskiej odchodzi z wojska, gdy staje się jasne, że jego ścieżka kariery została przekreślona z powodu zarzutów ciążących na jego ojcu. Adam Scott wierzy w niewinność ojca, ale gdy po jego śmierci otrzymuje w spadku tajemniczą kopertę, jego wiara może zostać co najmniej zachwiana. Wraz z przeczytaniem listu, który przed laty pozostawił ojcu Adama sam… Herman Goering, Adam decyduje się na odbiór pewnej carskiej ikony ze szwajcarskiego banku. I w tym miejscu do akcji wkraczają służby specjalne trzech państw: Anglii, Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego (oczywiście każde z ich posunięć jest ściśle tajne, grozi bowiem prawdziwym kryzysem dyplomatycznym) . Akcja książki rozgrywa się bowiem w 1966 roku, a więc gdy w najlepsze trwała Zimna Wojna. A stawka w tej grze na najwyższych szczeblach władzy okazuje się być na tyle wysoka, że nie wiadomo komu tak naprawdę można zaufać…
„Sprawę honoru” Jeffrey’a Archera czyta się bardzo szybko i, co najważniejsze, z przyjemnością. Mistrzowska precyzja autora w konstruowaniu fabuły nie pozwala czytelnikowi na choćby chwilę nudy. Ten thriller szpiegowski, pozbawiony przesadnie drastycznych scen, choć ofiar w ludziach nie brakuje, utrzymuje napięcie do samego końca. Na szczególną uwagę zasługuje dbałość autora o szczegóły – każdy element pościgu musi idealnie pasować do pozostałych. Dzięki temu niemal czujemy oddech mordercy za plecami osaczonego Adama.
Po tylu słowach uznania dla książki Jeffrey’a Archera, szczypta krytyki. Choć książka jest rzeczywiście warta przeczytania, to jednak nie wnosi nic nowego do kanonów gatunku. Akcja jest dobrze przygotowana i przeprowadzona wręcz ze szwajcarską precyzją, ale wszystkie zastosowane w niej rozwiązania pojawiały się w literaturze już wcześniej. Być może to właśnie jest przepis na bestseller? Zaserwować czytelnikom dobrą, ale sprawdzoną książkę, która zainteresuje, wzburzy krew, ale nie zaskoczy nadto czytelnika.
„Sprawa honoru” będzie trafioną lekturą nie tylko dla miłośników gatunku (i w związku z tym nie tylko dla mężczyzn). Nawet jeśli na co dzień zaczytujecie się w romansach, można sobie na chwilę zrobić przerwę od skomplikowanych relacji damsko-męskich, by pogrążyć się w świecie, gdzie prawdziwą namiętnością jest władza. I choć w „Sprawie honoru” nie ma romansu w stylu podbojów Jamesa Bonda, to nie muszę chyba wspominać, że szpiedzy są z reguły bardzo przystojni…
Jeffrey Archer Sprawa honoru, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2011
Agata Podgajska
(redakcja@kobieta20.pl)