Jakby tego było mało, do siedziby lokalnej gazety po każdej zbrodni dzwoni tajemnicza osoba, wygłaszająca cytaty z „Hamleta” W. Szekspira. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy prasa dowiaduje się, że jeden z prowadzących śledztwo policjantów uczestniczył w seansie spirytystycznym mającym na celu wyjaśnienie okoliczności jednego z morderstw.
Główni bohaterowie serii – podinspektor Dalziel oraz komisarz Pascoe – starają się po raz kolejny doprowadzić do ujęcia sprawcy zbrodni. Czy jednak nowa sprawa w ogóle jest do rozwiązania? Jakie motywy kierują mordercą i czy jego ofiary cokolwiek łączy? Co ma z tym wszystkim wspólnego słynny szekspirowski dramat oraz czy niefortunna wróżba może okazać się prawdą?
„Okrutna miłość” to szósta część z serii powieści opisujących losy detektywów Dalziela oraz Pascoe wykreowanych przez jednego z najlepszych angielskich twórców powieści kryminalnych – Reginalda Hilla. Książkę po raz pierwszy wydano już w roku 1980, co współczesnemu czytelnikowi szybko zaczyna rzucać się w oczy – do kontaktowania się z dowództwem policjanci używają stojących niemal na każdym rogu budek telefonicznych, a raporty sporządzają na maszynach do pisania.
Postaci tytułowych bohaterów szybko zyskują sobie sympatię czytelnika. W przypadku Dalziela trwa to trochę dłużej, ale ostatecznie jemu też nie można się oprzeć. Podinspektor jest postacią naprawdę osobliwą – bezwzględny, obdarzony mrocznym poczuciem humoru oraz słuszną tuszą, ukrywa pod swoją nieprzyjemną aparycją bystry, niedający się łatwo oszukać, umysł. Z kolei komisarz Pascoe zdaje się być kompletnym przeciwieństwem swojego przełożonego. Spokojny i trzeźwo myślący, nie pozwala sobie na bezmyślne uleganie impulsom. A jednak jak sam zaczyna niechętnie zauważać, przejmuje coraz więcej z cynicznej postawy podinspektora. W całą sprawę wmieszani są także przybyli do miasta na czas jarmarku Romowie, których nietypowy sposób życia i skrywane przed światem tajemnice nadają powieści specyficznego klimatu.
W całej książce występuje wiele ciekawych postaci, jednak w pewnym momencie staje się to bardziej wadą niż zaletą. W miarę rozwoju śledztwa pojawia się coraz więcej nazwisk wspomnianych wcześniej na samym początku i w pewnym momencie ciężko się połapać kto jest kim i czyja żona co powiedziała. A żony (potraktowane trochę po macoszemu) mają w tym przypadku bardzo dużo do powiedzenia.
Prawidłowy odbiór książki może utrudniać także ironiczny styl pisarza. Ciężko zdecydować czy śmiać się z wypełniających niemal każdą stronę zabawnych komentarzy, czy płakać nad kolejną ofiarą Dusiciela. Oczywiście styl Hilla sam w sobie jest naprawdę świetny – książkę czyta się szybko i z przyjemnością, opisy są precyzyjne, a fabuła biegnie do przodu i ani na chwilę nie zwalnia – trudno jedynie podchwycić mroczny klimat powieści detektywistycznej.
Osobiście nie rozczytuję się zbyt często w powieściach kryminalnych, dlatego trochę ciężko jest mi tą książkę ocenić. Z jednej strony to kawał bardzo dobrej lektury, z drugiej jednak brakowało mi napięcia, które powinno towarzyszyć tego rodzaju pozycjom. Podczas czytania bardziej skupiałam się na relacjach pomiędzy poszczególnymi postaciami niż na faktycznym rozwiązaniu sprawy morderstw i, pewnie dlatego, do samego końca nie udało mi się rozgryźć zagadki. A może właśnie o to chodziło?
Podsumowując, jeżeli nie szukacie ociekającego krwią kryminału, a macie ochotę na kawał dobrej, rozrywkowej literatury to książka Hilla z pewnością was nie zawiedzie.
Okrutna miłość, Reginald Hill, Nowa Proza, 2011
Justyna Mazur
(redakcja@kobieta20.pl)