Uratował tysiące gdy inni bali się odezwać

Opublikowano: 2011-09-18
Recenzja książki Misja Wallenberga
„Moje życie to tylko jedno życie, tymczasem tutaj chodzi o ratowanie tysięcy istnień”.

Słowa  niebywale proste, mocne i prawdziwe padają z ust jednego z nielicznych, zasłużonych obrońców narodu Żydowskiego, działającego na niebywałą wprost skalę. Raoul Wallenberg krzyczał, gdy inni bali się szeptać, działał, gdy reszta siedziała trwożnie w ukryciu, ratował, gdy cały Świat odwracał wzrok od zaszczutych ofiar nazizmu, prowadzonych na śmierć. 


Zdawałoby się, że o Drugiej Wojnie Światowej wiemy już wiele. Napisano tysiące książek i artykułów, nakręcono setki mniej lub bardziej trafnych filmów. Wciąż jednak historycy odkrywają przed nami nowe, zapomniane epizody. Alex Kershaw przybliża polskim czytelnikom słabo znany w naszym kraju epizod węgierski.

Raoul Wallenberg to człowiek niezwykle inteligentny, energiczny i zaradny. Jako ceniony poliglota i znawca Budapesztu poproszony zostaje o udział w najważniejszej, ale i najniebezpieczniej misji swego życia. Zgadza się aby pod płaszczem szwedzkiej dyplomacji ratować ostatnią enklawę Żydów, znajdującą się na terenie Węgrzech. Od przyjazdu do kontrolowanego przez Eichmanna Budapesztu szwed rozpoczyna niebezpieczną grę o życie tysięcy istnień. Ostatni z przedstawicieli Narodu Dawida w Europie uciekli do jedynego z bezpiecznych krajów, licząc na ratunek i przeżycie. Z czasem jednak plany ostatecznego rozwiązania kwestii Żydowskiej dotrą także na Węgrzech, gdzie będą skrupulatnie realizowane przez bezlitosnego Eichmanna. Wallenberg wykorzystując niemiecką słabość do biurokracji wprowadza specjalne paszporty dyplomatyczne, zapewniające nietykalność. Nie był on oczywiście jedynym, któremu los Żydów nie był obojętny. Wielu ludzi o dobrym sercu pomagało swym byłym sąsiadom spod znaku Dawida lecz tylko Eichmanna stać było na otwartą walkę z nazistami i zakrojoną na niebywałą skalę akcję ratowniczą. Decydując się na walkę z przegrywającymi, lecz wciąż niebezpiecznymi nazistami, Wallenberg stanął naprzeciw odbezpieczonego pistoletu, który wystrzelić mógł w każdej chwili.

Opowieść o Wallenbergu poprowadzona została po mistrzowsku. Powieść jest finezyjnym połączeniem książki naukowej (obfituje w udokumentowane fakty, nie brak w niej odwołań do literatury) jak i ciekawej prozy. Losy bohatera przeplatają się w niej ze wspomnieniami jednej z Żydówek, która wraz z rodziną, znalazła się wśród 100 tysięcy istnień ocalonych przez bohaterskiego Szweda. To właśnie do potomków ocalałych należy teraz misja oczyszczenia nazwiska wybawcy z pomówień i niejasnych oskarżeń. Sam bohater nigdy nie był w stanie tego zrobić – przepadł  jak kamień w wodę w wyjątkowo tajemniczych okolicznościach.

Warto sięgnąć po tę pozycję, aby dowiedzieć się więcej o pozytywnych postaciach czasu najgorszej z wojen. Nazwiska zbrodniarzy i katów przewijają się w mediach, podręcznikach, mamy ich twarze i nazwiska głęboko zakorzenione. O odważnych i dobrych wybawcach nie pamięta prawie nikt, ich historie nie magnetyzują tłumów. Jaskrawe postacie rozmywają się z biegiem lat, pozostając jedynie w pamięci ocalałych. 

Alex Kershaw, Misja Wallenberga, Znak Litera Nova, Kraków 2011

Joanna Szczygłowska
(redakcja@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat