W piekącym słońcu Czarnego Lądu

Opublikowano: 2012-02-28
Recenzja książki Afryka Trek. Od Kilimandżaro do Jeziora Tyberiadzkiego
Przez trzy lata, przez tysiące kilometrów niezmordowanie i z niegasnącym zapałem maszerować wzdłuż Wielkiego Rowu Afrykańskiego w celu symbolicznego odtworzenia wędrówki pierwszego człowieka.

Jestem pełna podziwu! Z perspektywy siedzącego z herbatką w fotelu czytelnika zamknięcie tych 14 tysięcy kilometrów w dwóch książkach wydaje się nawet nie niezwykle trudne. To nierealne.
"Afryka Trek. Od Kilimandżaro do Jeziora Tyberiadzkiego." to druga cześć relacji z tej niesamowitej podróży. Młode małżeństwo, Sonia i Alexandre Poussin, postanowiło przejść piechotą Czarny Ląd. Nie przemierzyć ani centymetra z tej drogi jakimkolwiek środkiem lokomocji (pomagali sobie kijkami), nie mieli w swoim towarzystwie nikogo oferującego profesjonalną pomoc czy ochronę, nie mieli zaplanowanych noclegów. Polegali tylko na sobie i spotkanych po drodze ludziach. Wędrówki nie ułatwiał ani specyficzny klimat Afryki, ani stałe zagrożenie ze strony dzikich zwierząt czy nękających ludność chorób. Czytając jednak relację z ich wyprawy, czasem zastanawiając się czy oni przypadkiem nie są szaleni, dało się odczuć, że ta wyprawa miała sens. Sens ukryty w tych opuchniętych i pozdzieranych stopach, w tych odnalezionych niecodziennych miejscach o wciąż żywych tradycjach i kulturze przodków.

Tym co najbardziej przyciągnęło mój czytelniczy wzrok to ludzkie historie. Piękne i wzruszające, choć w nadmiarze być może zbyt ckliwe (tak się to widzi, gdy się tego nie przeżyło). Momentami aż ciężko zrozumieć dobro tych ludzi, ciężko nie być zaskoczonym i oczarowanym.  Niesamowicie w tej dwójce wędrowców zachwyca ich otwartość, ich ufność i to, że... nie boją się ludzi. To jest ich największa zaleta, która staje się niezwykle istotna w przeniesieniu przeżytych historii na kartki książki. To cała masa napotkanych ludzi, którzy udzielili im gościny, nakarmili posiłkiem, zapewnili nocleg, opowiedzieli o swoich problemach i radościach jest największym bogactwem tej książki. Bez nich Afryka byłaby tylko smutną, wyniszczoną i chorą Afryką.
Zdecydowanie mniejszą uwagę skupia na sobie fauna i flora. Mniej ciekawe są przygody pary turystów. Ludzie przyćmiewają wszystko dookoła.

Na początku wspomniałam, że niezmiernie ciężko musi być przenieść kawałek swojego życia na kartki papieru. Czy Alexandre się to udało? Tak, autor ma lekkie pióro i talent do pisania o ludziach i ich emocjach. Mogłabym dopatrzeć się jakichś niedociągnięć, ponarzekać na nadmierną dokładność momentami utrudniającą lekturę, ale... to tylko małe minusiki o których za chwilę zapomnę.

Sonia i Alexandre Poussin odczarowali ten egzotyczny świat pustynnych piasków. Afryka to już nie tylko nędza, bezrobocie, choroby, konflikty polityczne, AIDS, głód i inne nieszczęścia. Afryka to egzotyczny i interesujący kraj. Afryka to piękni ludzie.

Afryka Trek. Od Kilimandżaro do Jeziora Tyberiadzkiego, Sonia i Alexandre Poussin, Zysk i S-ka, 2011

Milena Kwasek
(milena.kwasek@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat