Lyssa jest właściwie zadowolona ze swojego życia: ma względnie dobrą pracę, grupkę przyjaciółek oraz urządzony przez siebie dom, w którym czeka na nią kochający chłopak. Brakuje jej tylko jednego i, jak nietrudno się domyślić, spędza jej to sen z powiek. Lyssa bardzo chciałaby mieć dziecko i tej sprawie poświęca właściwie każdą swoją wolną chwilę, nie zwracając uwagi na to, że zaniedbuje pozostałe aspekty swojego życia. Kiedy więc Jake (jej chłopak, sprowadzony ostatnio do roli dawcy spermy) oświadcza, że potrzebuje trochę czasu dla siebie i wyprowadza się z domu, nasza bohaterka jest przerażona. Ma wrażenie, że los zaczął rzucać jej kłody pod nogi, utrudniając realizację największego marzenia. W akcie desperacji, zdeterminowana, by zrobić coś ze swoim życiem, postanawia wyjechać na trekking do Nepalu. Nie zważając na ostrzeżenia najbliższych, wyrusza w podróż w nieznane, na nowo okrywając siebie i miłość.
Kiedy sięgałam po książkę pani Matthews, nie byłam pewna czego się po niej spodziewać. W Polsce wydano już inne jej powieści jak np. „Klub Miłośniczek Czekolady”, ale, choć o nich słyszałam, nie trafiły dotychczas w moje ręce. Pierwsze parę stron czytałam nieufnie, ale po chwili treść zupełnie mnie pochłonęła. Dużą zasługę muszę przypisać stylowi autorki, który jest lekki i zabawny, dzięki czemu całość naprawdę szybko się czyta. Pani Matthews zastosowała też ciekawy zabieg, dzieląc rozdziały pomiędzy poszczególnych bohaterów. Lyssa opowiada swoją historię w pierwszej osobie w czasie teraźniejszym, nie pozostawiając nam wątpliwości, kto tu jest najważniejszy. Kiedy opowieść zbacza w kierunku postaci drugoplanowych, ich przygody opisuje narrator.
Jeśli chodzi o samą treść, to w zasadzie nie mam jej nic do zarzucenia – jest to bardzo dobrze wyważony romans. Autorka nie przesadza ani ze scenami miłosnymi, ani z opisami życia codziennego bohaterów. Nie wdaje się też w szczegółowe opisy Himalajów, pozostawiając trochę pola do popisu naszej wyobraźni. Dialogi są zabawne i interesujące, a sceny miłosne odpowiednio pikantne. Zakończenie też nie jest tak oczywiste jakby się mogło wydawać. W zasadzie, jeśli chodzi o całokształt, to mogę wymienić tylko jedną rzecz, która mi się nie spodobała – z jakiegoś powodu strasznie irytowała mnie twarz modelki z okładki.
Mogłabym jeszcze długo pisać o zaletach „ Z Tobą lub bez Ciebie”, ale nie będę psuć Wam zabawy – jeśli macie ochotę na więcej, przeczytajcie książkę!
Z Tobą lub bez Ciebie, Carole Matthews, Wydawnictwo Remi, 2011
Justyna Mazur
(redakcja@kobieta20.pl)