Ilu z tych zwykłych ludzi... nie jest nawet ludźmi?
Monika, bohaterka Księżniczki to niezwykle inteligentna licealistka, patrząca na koleżanki nieco z góry. Uczennice uważają, że jest trochę dziwna, oderwana od rzeczywistości, ale wciąż przystająca do granic normalności tkwiących w ich głowach. Gdyby tylko wiedziały, że błyszcząc wiedzą o starożytnym Bizancjum opowiada jedynie o latach swojej młodości. Tej prawdziwej młodości sprzed przemiany. Tak, Monika jest inna. Jest nieśmiertelnym wampirem w samym centrum współczesnego, zabieganego Krakowa.
U Pilipiuka nic nie jest jednak takie proste. Każdy kto choć raz zakosztował jego niespotykanej i unikatowej prozy wie, że każda misternie opisana postać, każdy z fenomenalnych zwrotów akcji zaskoczyć może kolejny raz już w następnym zdaniu, rzucając wciąż nowe światło. Dodatkowo, autor nie szczędzi czytelnikom inteligentnego, zdrowego poczucia humoru.
Inteligencja to właśnie to, co przyciągnęło mnie na stałe do powieści Pilipiuka. Autor jest z wykształcenia i zamiłowania archeologiem, który nie skąpi czytelnikom rąbka swojej wiedzy, podanej w prosty i nienachalny sposób. Inny autor napisałby – sztylet, u Pilipiuka znajdziemy bułat – kwintesencję wiedzy dziesiątków pokoleń płatnerzy, ze złotą inskrypcją na głowni Pilnuj gęby, bo wytnę zęby. W innej książce znajdziemy po prostu meteor, w Księżniczce – białoruski pallasyt Gibeon czy oktaedryty gruboziarniste Sikhote-Alin z rosyjskiego Dalekiego Wschodu. W przerwach pomiędzy wartką akcją, mimochodem, poprzez obserwację trzech długowiecznych mieszkanek Krakowa – Moniki oraz jej kuzynek – Stanisławy i Katarzyny, dowiadujemy się o zapomnianej, prawie białej nalewce na pędach czosnku, czerwonej dereniówce czy bladozielonej ajerówce. Autor co krok raczy czytelnika podobnymi smaczkami, opisując je tak dokładnie, swobodnie i naturalnie, że prawie czuje się w gardle mocny smak żółtej pigwówki.
Dla niektórych opisy te są zbędne i za długie. Czytelnicy przywykli do krwi, biegu, potu i ciągłej adrenaliny mogą być Pilipiukiem rozczarowani. Autor dużą część swoich powieści opiera na budowaniu nastroju. Chce abyśmy zatracili się w opowieści – poczuli zapach konia w galopie, chłód hebanowej, okutej metalem i obciągniętą skórą rękojeści szabli czy swąd palącego się termitu. Osobiście, wolę zatracić się kompletnie w poznanym świecie bohatera niż biec z nieznaną mi postacią, odcinając głowy anonimowych wrogów.
Jest to już kolejne wydanie Księżniczki, której premiera przypadała na 2004 rok (w serii ukazały się także Dziedziczki i Kuzynki – obie gorąco polecam). Książka została zupełnie odmieniona, dostała piękną twardą oprawę, nową grafikę i wypukłe floratury na okładce. Wydawnictwo Fabryka Słów nie spuszcza z tonu jeśli chodzi o wygląd wydawanej fantastyki. Jako nieliczni opierają okładki na prawdziwych grafikach, ozdabiając wnętrze książek ilustracjami, czerwonymi kroplami krwi czy kwiatowymi ornamentami. Wyjątkowe wnętrze potrzebuje przecież równie niebanalnej szaty.
Jeśli marzysz o podróży w czasie zapewni ci ją Monika – zawadiacka księżniczka z rodu Stiepankoviców!
Andrzej Pilipiuk, Księżniczka, Wydawnictwo Fabryka Słów, Lublin 2011
Joanna Szczygłowska
(redakcja@kobieta20.pl)