Wampirza księżniczka pachnąca pigwami

Opublikowano: 2011-08-02
Recenzja książki Księżniczka
Czy zdarzyło wam się kiedyś idąc po ulicy zastanawiać nad tajemnicami mijanych ludzi? Ile z nich ma drugie mroczne oblicze, ilu ukrywa ponure sekrety pod uprzejmym, przyklejonym uśmiechem?

Ilu z tych zwykłych ludzi... nie jest nawet ludźmi?


Monika, bohaterka Księżniczki to niezwykle inteligentna licealistka, patrząca na koleżanki nieco z góry. Uczennice uważają, że jest trochę dziwna, oderwana od rzeczywistości, ale wciąż przystająca do granic normalności tkwiących w ich głowach. Gdyby tylko wiedziały, że błyszcząc wiedzą o starożytnym Bizancjum opowiada jedynie o latach swojej młodości. Tej prawdziwej młodości sprzed przemiany. Tak, Monika jest inna. Jest nieśmiertelnym wampirem w samym centrum współczesnego, zabieganego Krakowa.

U Pilipiuka nic nie jest jednak takie proste. Każdy kto choć raz zakosztował jego niespotykanej i unikatowej prozy wie, że każda misternie opisana postać, każdy z fenomenalnych zwrotów akcji zaskoczyć może kolejny raz już w następnym zdaniu, rzucając wciąż nowe światło. Dodatkowo, autor nie szczędzi czytelnikom inteligentnego, zdrowego poczucia humoru.

Inteligencja to właśnie to, co przyciągnęło mnie na stałe do powieści Pilipiuka. Autor jest z wykształcenia i zamiłowania archeologiem, który nie skąpi czytelnikom rąbka swojej wiedzy, podanej w prosty i nienachalny sposób. Inny autor napisałby – sztylet, u Pilipiuka znajdziemy bułat – kwintesencję wiedzy dziesiątków pokoleń płatnerzy, ze złotą inskrypcją na głowni Pilnuj gęby, bo wytnę zęby. W innej książce znajdziemy po prostu meteor, w Księżniczce – białoruski pallasyt Gibeon czy oktaedryty gruboziarniste Sikhote-Alin z rosyjskiego Dalekiego Wschodu. W przerwach pomiędzy wartką akcją, mimochodem, poprzez obserwację trzech długowiecznych mieszkanek Krakowa – Moniki oraz jej kuzynek – Stanisławy i Katarzyny, dowiadujemy się o zapomnianej, prawie białej nalewce na pędach czosnku, czerwonej dereniówce czy bladozielonej ajerówce. Autor co krok raczy czytelnika podobnymi smaczkami, opisując je tak dokładnie, swobodnie i naturalnie, że prawie czuje się w gardle mocny smak żółtej pigwówki.

Dla niektórych opisy te są zbędne i za długie. Czytelnicy przywykli do krwi, biegu, potu i ciągłej adrenaliny mogą być Pilipiukiem rozczarowani. Autor dużą część swoich powieści opiera na budowaniu nastroju. Chce abyśmy zatracili się w opowieści – poczuli zapach konia w galopie, chłód hebanowej, okutej metalem i obciągniętą skórą rękojeści szabli czy swąd palącego się termitu. Osobiście, wolę zatracić się kompletnie w poznanym świecie bohatera niż biec z nieznaną mi postacią, odcinając głowy anonimowych wrogów.

Jest to już kolejne wydanie Księżniczki, której premiera przypadała na 2004 rok (w serii ukazały się także Dziedziczki i Kuzynki – obie gorąco polecam). Książka została zupełnie odmieniona, dostała piękną twardą oprawę, nową grafikę i wypukłe floratury na okładce. Wydawnictwo Fabryka Słów nie spuszcza z tonu jeśli chodzi o wygląd wydawanej fantastyki. Jako nieliczni opierają okładki na prawdziwych grafikach, ozdabiając wnętrze książek ilustracjami, czerwonymi kroplami krwi czy kwiatowymi ornamentami. Wyjątkowe wnętrze potrzebuje przecież równie niebanalnej szaty.

Jeśli marzysz o podróży w czasie zapewni ci ją Monika – zawadiacka księżniczka z rodu Stiepankoviców!




Andrzej Pilipiuk, Księżniczka, Wydawnictwo Fabryka Słów, Lublin 2011

Joanna Szczygłowska
(redakcja@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat