Wciągający sen o bogatym socjalizmie

Opublikowano: 2012-06-09
Recenzja książki Czerwony dostatek
Rozwój gospodarczy bijący wyniki USA, pułki obfite w szynkę i owoce, rodzima wołga przewyższająca każde porshe. Sen o czerwonym dostatku wciągał Towarzyszy, a bogactwo czekać miało tuż za rogiem...

Łatwo weryfikować jest fakty historyczne, od których minęło już tysiąc, pięćset, sto, a nawet pięćdziesiąt lat. Lubimy na lekcjach historii oceniać ruchy taktyków, decyzje władców, ganić  źle przemyślane sojusze czy wypowiedziane wojny. Z czasem nabieramy szerszego kontekstu oraz wiedzy, której nie miał król w chwili zakrzyknięcia „Do boju!” - na przykład odnośnie intryg doradców czy atmosfery panującej u przeciwnika. Co najważniejsze jednak – znając zakończenia danej historii inaczej podchodzimy do niej w trakcie opowiadania.

Francis Spufford w książce „Czerwony dostatek” uczy czytelników pokory co do ocenianych faktów. Zapominamy, że w trakcie zdarzeń, jeszcze przed przesądzeniem wyników działań, wynik końcowy nigdy nie był jasny.

Poprzez poprowadzenie akcji z perspektywy Towarzyszy, będących jednocześnie najważniejszymi trybikami w maszynie sukcesu, ale pozostających zwykłymi ludźmi z ich emocjami i słabościami, autor wciąga nas w sam środek wizji przyszłego sukcesu ZSRR. Dzięki kontrolowaniu i intensyfikowaniu właściwych dla partii odczuć, w spełnienie odwiecznych baśni o dostatku wierzyli wszyscy – czy to profesor cybernetyki, autor pioseneczek miłosnych, czy zwykły chłop w kołchozie.

Dzięki pokazaniu ich życia, ze smaczkami dnia codziennego, uczymy się wiele o czerwonych realiach – restauracjach z idealnie delikatnymi eskalopkami, czynnych dla niewielu, potrzeby uruchomienia kontaktów naukowca w celu dostania nowej pary butów,czy płaszcza („palto zimowe, męskie, podszewka częściowo jedwabna, wełniany trykot, płótno grupy 29-32”). Centralne planowanie, mające stanowić zupełne przeciwieństwo zgniłego kapitalizmu, pluło nierówno jednorodnymi towarami, które miały być solidne, schludne i wytrzymałe – żadnej ekstrawagancji!

Książka Spufforda to jednak nie tylko analiza społeczeństwa, ale też to dobrze przeprowadzona wizualizacji możliwego rozwoju ZSRR. Wizja sukcesu powstawała w oparciu nie o mrzonki, lecz o faktycznie realizowane sny Chruszczowa – nabieranie pędu gospodarczego. Nie była to bynajmniej zasługa kulejącego systemu centralnego planowania. W walce o dostatek decydujący głos miały mieć maszyny. Rozwój radzieckiej ekonomii, której uprawianie ze względu na łatkę „burżuazyjnej” było niebezpieczne, techniki oraz cybernetyki pozwalały na ekonomizację produkcji i wyciśnięcie całego potencjału z każdej fabryki. Sen o czerwonym dostatku nie mógł przecież powstać z tradycyjnych działań – np. proces ustalania centralnych cen miał swe miejsca na wielkim targu, po którym chodzili urzędnicy z tekturą i ołówkiem w ręce, spisując, sumując i uśredniając uzyskane ceny.

Mocną stroną książki stanowi połączenie elementów powieści, przedstawiających drogę do świetlanej przyszłości, poprzedzonych jednak wstępem historycznym, pokazującym faktyczny wymiar działań. I tak uzyskujemy zarówno wciągającą powieść, z wielkimi historiami, emocjami i postaciami w tle, jak i porządną partię wiedzy, którą każdy z nas o przeszłości wschodniego mocarstwa powinien posiadać.


Francis Spufford,  Czerwony dostatek, MUZA SA, Warszawa 2012

Joanna Szczygłowska
(joanna.szczyglowska@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat