Łatwo weryfikować jest fakty historyczne, od których minęło już tysiąc, pięćset, sto, a nawet pięćdziesiąt lat. Lubimy na lekcjach historii oceniać ruchy taktyków, decyzje władców, ganić źle przemyślane sojusze czy wypowiedziane wojny. Z czasem nabieramy szerszego kontekstu oraz wiedzy, której nie miał król w chwili zakrzyknięcia „Do boju!” - na przykład odnośnie intryg doradców czy atmosfery panującej u przeciwnika. Co najważniejsze jednak – znając zakończenia danej historii inaczej podchodzimy do niej w trakcie opowiadania.
Francis Spufford w książce „Czerwony dostatek” uczy czytelników pokory co do ocenianych faktów. Zapominamy, że w trakcie zdarzeń, jeszcze przed przesądzeniem wyników działań, wynik końcowy nigdy nie był jasny.
Poprzez poprowadzenie akcji z perspektywy Towarzyszy, będących jednocześnie najważniejszymi trybikami w maszynie sukcesu, ale pozostających zwykłymi ludźmi z ich emocjami i słabościami, autor wciąga nas w sam środek wizji przyszłego sukcesu ZSRR. Dzięki kontrolowaniu i intensyfikowaniu właściwych dla partii odczuć, w spełnienie odwiecznych baśni o dostatku wierzyli wszyscy – czy to profesor cybernetyki, autor pioseneczek miłosnych, czy zwykły chłop w kołchozie.
Dzięki pokazaniu ich życia, ze smaczkami dnia codziennego, uczymy się wiele o czerwonych realiach – restauracjach z idealnie delikatnymi eskalopkami, czynnych dla niewielu, potrzeby uruchomienia kontaktów naukowca w celu dostania nowej pary butów,czy płaszcza („palto zimowe, męskie, podszewka częściowo jedwabna, wełniany trykot, płótno grupy 29-32”). Centralne planowanie, mające stanowić zupełne przeciwieństwo zgniłego kapitalizmu, pluło nierówno jednorodnymi towarami, które miały być solidne, schludne i wytrzymałe – żadnej ekstrawagancji!
Książka Spufforda to jednak nie tylko analiza społeczeństwa, ale też to dobrze przeprowadzona wizualizacji możliwego rozwoju ZSRR. Wizja sukcesu powstawała w oparciu nie o mrzonki, lecz o faktycznie realizowane sny Chruszczowa – nabieranie pędu gospodarczego. Nie była to bynajmniej zasługa kulejącego systemu centralnego planowania. W walce o dostatek decydujący głos miały mieć maszyny. Rozwój radzieckiej ekonomii, której uprawianie ze względu na łatkę „burżuazyjnej” było niebezpieczne, techniki oraz cybernetyki pozwalały na ekonomizację produkcji i wyciśnięcie całego potencjału z każdej fabryki. Sen o czerwonym dostatku nie mógł przecież powstać z tradycyjnych działań – np. proces ustalania centralnych cen miał swe miejsca na wielkim targu, po którym chodzili urzędnicy z tekturą i ołówkiem w ręce, spisując, sumując i uśredniając uzyskane ceny.
Mocną stroną książki stanowi połączenie elementów powieści, przedstawiających drogę do świetlanej przyszłości, poprzedzonych jednak wstępem historycznym, pokazującym faktyczny wymiar działań. I tak uzyskujemy zarówno wciągającą powieść, z wielkimi historiami, emocjami i postaciami w tle, jak i porządną partię wiedzy, którą każdy z nas o przeszłości wschodniego mocarstwa powinien posiadać.
Francis Spufford, Czerwony dostatek, MUZA SA, Warszawa 2012
Joanna Szczygłowska
(joanna.szczyglowska@kobieta20.pl)