Widzisz zmarłych? Jesteś w tarapatach!

Opublikowano: 2011-07-30
Recenzja książki Szamanka od umarlaków
Ida Brzezińska – świeżo upieczona studentka, na pozór podobna do reszty osób pragnących zdobyć wykształcenie i wieść normalne życie.

Nie jest jej obce zakuwanie po nocach, jak również nocne libacje alkoholowe w akademiku i poranny kac-morderca. Jednak opowieść o zwykłej studentce nie byłaby niczym nadzwyczajnym, dlatego Martyna Raduchowska, debiutująca wrocławska pisarka, wyposażyła główną bohaterkę w nadprzyrodzone zdolności oraz w rodzinę, która wymaga od niej, aby związała przyszłość właśnie z tymi talentami.

Niczym Cole Sear z „Szóstego zmysłu”, Ida Brzezińska widzi i słyszy zmarłych. Mama – czarownica i ojciec - mag, chcą wydobyć z Idy skrywające się w niej zdolności i wysyłają ją do ciotki Tekli, która ma przygotować dziewczynę do uprawiania magii. Jednak dziewczynie ani się śni pakować w życie, jakie od dwudziestu pokoleń wiedzie jej rodzina. Zamiast jechać do ciotki, ucieka z domu. Z okolicy, w której obrazy trupów nawiedzały ją tylko okazjonalnie, co kilka lat, bądź w takich miejscach jak szpital, cmentarz, kościół, gdzie śmierć jest codziennością, trafia do Wrocławia, gdzie wcale nie jest już taka bezpieczna. Z pewnością nie spodziewała się, że będzie dzielić pokój w akademiku ze zmarłą kilka lat wcześniej dziewczyną – harpią Joanną, która do końca książki będzie chodziła za Idą jak cień, otoczona ognistymi skrzydłami i skrzecząca. Jak cień za idą chodzi także Pech. „To nie Ida ma Pecha. To Pech ma Idę” – tego dowiadujemy się zarówno z okładki, jak i z kart powieści.

Ida uczy się przeprowadzać zmarłych „na drugą stronę”, traci ciało, aby po wielu cierpieniach je odzyskać, wywołuje duchy. Nawiedziona kamienica ciotki – czarownicy staje się jej drugim domem, a towarzystwo pomocnych i sympatycznych duszek – codziennością.
W ciągu kilku miesięcy Ida staje się, chcąc nie chcąc, cenioną szamanką od umarlaków, która sama czasem nie wierzy (i czytelnik również!), że znów udało jej się cało wyjść z tarapatów.

Książkę czyta się szybko. Wątek, wokół którego toczy się cała akcja, ani na chwilę nie zwalnia, wręcz przeciwnie, Ida i prześladujący ją Pech cały czas gmatwają sprawy. Szamanka i jej zawodowe perturbacje z pewnością spodobają się studentom. Czytając o stanie permanentnego niewyspania i stresu towarzyszących jej w czasie sesji egzaminacyjnej na uczelni, cieszyłam się, że właśnie leżę na ogrodzie z książką w ręku i rozkoszuję się wakacjami.

Już od pierwszego rozdziału ucieszyłam się, że akcja dzieje się we Wrocławiu – mieście, w którym sama studiuję. Dzięki temu mogłam jeszcze bardziej wtopić się w tło opowieści i widzieć oczami wyobraźni jak na dłoni miejsca, w których działa Ida: ten sam Uniwersytet, te same ulice, dokładne adresy kamienic.

Jedyne, co chciałabym zmienić w tej książce to czcionka, jaką został zapisany tytuł. Trochę nieczytelna i wtapiająca się w wielobarwny obrazek zdobiący okładkę.
Jeśli nadal nie przekonałam do sięgnięcia po tę książkę, mam jeszcze jeden argument, który za nią przemawia. Gryzak – bohater, którego nie sposób nie polubić – stworzonko o granatowej sierści, lisiej kicie i żółtych, wyłupiastych oczach. Nie do końca zwykły pupil. Jak pozostali bohaterowie, potrafi robić rzeczy, o których zwykły śmiertelnik mógłby tylko pomarzyć. Sama chciałabym mieć takiego pupila, ale niestety nie jestem szamanką od umarlaków… : )

Martyna Raduchowska, Szamanka od umarlaków, Wydawnictwo Fabryka Słów, Lublin 2011

Hanna Kwaśna
(redakcja@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat