W 1996 roku Piotr Kraśko wyruszył, jako reporter TVP 1 do Rwandy, aby przygotować reportaż z okazji Dnia Uchodźcy, który obchodziliśmy w Polsce. Sam wyjaśnia, jak mylne było wówczas jego wyobrażenie o tej podróży, jak nieprzydatne było książkowe przygotowanie do tej wyprawy i jak zaskakująca okazała się rzeczywistość. Piotr Kraśko miał wiele szczęścia i spotkał na swojej drodze wielu ludzi, którzy przekazali mu wiele przydatnych wskazówek, znacznie ułatwiających życie na nieznanej ziemi.
„W stanie wojny Rwanda” składa się z epizodów, obrazów, których świadkiem był Piotr Kraśko. Każdy z nich mówi o czymś, nie ma tu zbędnych zapychaczy, opowiastek pozbawionych głębszego sensu. Z każdego zdania przebija prawda.
Bardzo sugestywna okładka, z czaszką na zdjęciu, od razu sugeruje, że będzie to wstrząsający reportaż. Tak, jak z pewnością wstrząsającym doświadczeniem była wizyta w Rwandzie w stanie wojny. Niestety, nie do końca udało się oddać te wrażenia w samej lekturze. Z pewnością nie chodziło o to, aby epatować okrucieństwem i przemocą, bo tej akurat w relacji Piotra Kraśko nie brakuje, choć jest ona podana w bardzo wyważony i przystępny sposób. Jednak w „W stanie wojny Rwanda” zabrakło „tego czegoś”, co sprawia, że opisana historia nabiera życia, że zadomawia się gdzieś z tyłu naszej głowy i pozostaje z nami jeszcze na długo po odłożeniu książki.
Być może podstawowy problem polega na tym, że reportaż Piotra Kraśko jest zbyt krótki. Zmieszczenie dramatu wielu ludzi na niespełna stu stronach jest zadaniem bardzo trudnym, niemal niewykonalnym. Przy tak niewielkim, kieszonkowym wręcz wydaniu, ogromnej wartości nabierają fotografie zamieszczone w książce. Kolorowe i bardzo sugestywne zdjęcia stanowią idealne uzupełnienie słowa pisanego. To dzięki tym fotografiom możliwe staje się uświadomienie sobie, że to wszystko rzeczywiście miało miejsce, że ta historia rozegrała się niemal gdzieś na drugim końcu świata, że znaleźli się świadkowie, którzy opowiedzieli o tym, co widzieli.
„W stanie wojny Rwanda” warto mieć przy sobie, gdy czeka nas niezbyt długa, ale monotonna podróż. Książkę czyta się bardzo szybko (i nie jest to jedynie zasługa jej niewielkiej objętości), napisana została prostym, a jednocześnie plastycznym językiem. Ponieważ reportaż z Rwandy jest tylko jednym z cyklu „W stanie wojny” autorstwa Piotra Kraśko, dla wyrobienia sobie opinii o tych książkach, z pewnością sięgnę po pozostałe części.
Piotr Kraśko, W stanie wojny Rwanda, 2012
Agata Podgajska
(redakcja@kobieta20.pl)