Książka, która w tym roku ukazała się nakładem wydawnictw MUZA, zaczyna się dość mocnym i przyprawiającym o ciarki na plecach prologiem.
8 stycznia 2008 roku. Życie Berglind oraz jej męża zmieniło się na zawsze, kiedy w wypadku samochodowym zginęła młoda dziewczyna, która podczas ich nieobecności miała się opiekować ich synem, Peturkiem. Od tamtego czasu w ich domu zaczęły dziać się dziwne rzeczy. W pokoju dziecinnym robiło się chłodno, zabawki poruszały się same, a rozrzucone ubrania rano leżały poskładane. Peturek często budził się przerażony w nocy, ale uspokajał rodziców mówiąc „Nie musieliście się budzić, Magga mnie pilnuje”. Czyżby ich dom został nawiedzony przez duch tragicznie zmarłej dziewczyny, która po śmierci w dalszym ciągu chce się opiekować chłopcem?
4 stycznia 2010 roku. Zamknięty oddział psychiatryczny w Song, Islandia. To tutaj trafiają skazani zmagający się z problemami psychicznymi. To tutaj musi udać się Tora, aby spotkać się z jednym z nich, Josteinnem Karlssonem, który zwrócił się do niej z prośbą o pomoc w sprawie rewizji wyroku. Patrząc na życiorys mężczyzny, Tora jest pewna, że to spotkanie nie będzie należało do przyjemnych, ponieważ Josteinn to brutalny i okrutny pedofil, skazany na dożywotni pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Spotkanie okazuje się jeszcze dziwniejsze, ponieważ Karlsson nie chce, aby Tora zajęła się rewizją jego wyroku, tylko sprawą Jackoba, dwudziestokilkuletniego chłopaka z zespołem Downa, oskarżonego i skazanego za podpalenie ośrodka rehabilitacyjnego, w którym kiedyś przebywał. W pożarze zginął jeden pracownik oraz czworo upośledzonych pensjonariuszy, wśród nich młoda dziewczyna w śpiączce, która – jak się okazało – była w ciąży. Sprawa została szybko zamknięta, a Jackob uznany za winnego. Ale czy ten niepełnosprawny chłopka był w stanie dopuścić się takiego czyny? Tora nie jest o tym przekonana, dlatego postanawia przyjrzeć się wszystkiemu. Tym bardziej, że w czasie jej śledztwa pojawia się coraz więcej zaskakujących wątków oraz mrocznych tajemnic.
Pani Yrsa w swojej książce świetnie poprowadziła wątek kryminalny. Podczas dochodzenia Tory co jakiś czas pojawiały się nowe szokujące informacje, poszlaki. Tajemnicze rysunki, dziwne smsy, zaginiona pensjonariuszka ośrodka. Przyznam się szczerze, że nie byłam w stanie rozgryźć, o co dokładnie w tym wszystkim może chodzi i kto może za tym stać. Niektóre na pozór nie związane ze sobą rzeczy, na końcowych kartach powieści zaczynały jednak w końcu do siebie pasować, a zakończenie zaskakiwało, tak jak powinno mieć to miejsce w dobrze napisanym kryminale.
„Spójrz na mnie” to bez wątpienia świetna i trzymająca w napięciu książka. Dodatkowo występujące w niej elementy horroru, pojawiające się w rozdziałach poświęconych duchowi młodej dziewczyny, napędziły mi niezłego strachu. Trzeba przyznać, że pani Yrsa potrafi budować napięcie, jak mało kto. W książce od pierwszych stron panuje mroczny i tajemniczy klimat, a niektóre historie naprawdę mną wstrząsnęły.
Jedyną rzeczą, do której mogłabym się przyczepić w tej książce, było postępowanie głównej bohaterki, która czasami zapominała o pewnych rzeczach, by za kilkadziesiąt stron odkryć je na nowo. Mimo to jestem absolutnie oczarowana stylem autorki i jej pomysłami na fabułę. Pani Yrsa sprawiła, że mam wielką ochotę na jej kolejne książki i jeśli okażą się równie dobre jak ta, stanę się jej fanką.
Jeżeli macie mocne nerwy i ochotę na bardzo dobry kryminał, który już od samego początku przykuje Waszą uwagą, gwarantując zaskakujące zwroty akcji, „Spójrz na mnie” będzie dla Was idealną pozycją.
Yrsa Sigurdardóttir, Spójrz na mnie, MUZA SA, Warszawa 2011
Monika Kalitka
(redakcja@kobieta20.pl)