Zmierzch dla dorosłych

Opublikowano: 2011-03-30
recenzja książki Objęcia nocy
Po niewątpliwym sukcesie „Zmierzchu” S. Meyer rynek zalała fala powieści z wampirami w roli głównej. Powstało tyle różnych wariacji na ten sam temat, że chyba już niewiele zostało do powiedzenia. „Objęcia nocy” są kolejną pozycją powielającą schemat, choć nieco na innych zasadach.

Talon jest celtyckim wojownikiem, zmarłym przed ponad tysiącem lat, a Sunshine nietypową przedstawicielką płci pięknej – roztrzepaną artystką. Pewnego dnia spotykają się w ciemnym zaułku i ich życie ulega zmianie. Oboje jednak nie zaznają spokoju, dopóki nie zmierzą się z duchami przeszłości – zarówno tymi zamieszkującymi ich wspomnienia, jak i jak najbardziej realnymi, śledzącymi każdy ich krok.


Powinnam chyba dodać, że mimo iż Talon w teorii zginął, to w praktyce przeczesuje nocą ulice Nowego Orleanu, polując na Daimony. I nie – nasz bohater nie jest wampirem, mimo że po wyjściu na słońce zamieniłby się w kupkę popiołu, a picie ludzkiej krwi jest jak najbardziej w jego naturze. Tym razem jednak autorka postawiła na nieśmiertelnego pogromcę wampirów – niepokonanego i zimnego Mrocznego Łowcę.


Nie wiem, co kierowało panią Kanyon, kiedy tworzyła swoich bohaterów, bo jeżeli próbowała wprowadzić jakiś świeży powiew do, ostatnio monotonnej, literatury młodzieżowej, to jej się to nie udało. Moim zdaniem lepiej nazywać rzeczy po imieniu, bo Talona od wampirów odróżnia tylko… Nie, w zasadzie nic go od nich nie odróżnia.
Kiedy zaczynałam czytać „Objęcia nocy”, miałam nadzieję na ciekawą, porywającą lekturę i pierwsze sceny spełniły moje oczekiwania. Jednak już niedługo cała akcja zniknęła niemal całkowicie, zastąpiona przez barwnie opisywane sceny łóżkowe. Nie przesadzę chyba jeżeli stwierdzę, że na co drugiej stronie można znaleźć zdanie: „jęknął/ęła z rozkoszy”.


Bohaterowie książki są postaciami dość ciekawymi, ale ich wspólne relacje pozostawiają wiele do życzenia. Szczególnie denerwowali mnie „zwykli” śmiertelnicy, którzy w rozmowach z przedstawicielami boskiego panteonu wykazywali się głupotą i ignorancją.
Dziwnym zabiegiem ze strony autorki było także dorzucenie na samym końcu książki paru dodatkowych scen, które może i robiłyby wrażenie wplecione gdzieś w fabułę, ale jako epilog były po prostu irytujące.


Podsumowując, jeżeli szukacie kolejnego niewymagającego paranormalnego romansu spokojnie możecie sięgnąć po tę pozycję, ale jeżeli (tak jak ja) macie nadzieję na dobrą, szybko poruszającą się do przodu akcję , lepiej nie zawracajcie sobie głowy.


Objęcia nocy, Sherrilyn Kenyon, Wydawnictwo MAG, Warszawa 2011

Justyna Mazur
(redakcja@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat