Żmija w akcji

Opublikowano: 2011-03-16
recenzja książki Z miłości do prawdy
Rosyjska studentka prawa chwyta za pióro, czego efektem jest ponad 500 stron powieści fantasy ukazującej historię pewnego morderstwa, a konkretniej – śledztwa w jego sprawie.

Po przeczytaniu informacji o autorce spodziewałam się nudnawej treści, przepełnionej paragrafami kodeksu karnego. Tytuł książki wcale nie wyprowadzał mnie z tego przeczucia – przywodził on na myśl cytat zasłyszany kiedyś od studentki prawa: Aequitas sequitur legem - sprawiedliwość idzie za prawem. Jednak krótka nota na ostatniej stronie okładki obiecywała dużo więcej, niż opowieść o dochodzeniu w sprawie morderstwa z naciskiem na kodeks prawa. Obiecywała, że osobą, która zajmie się śledztwem, będzie Żmija. Żmija śledczym? Zapowiadało się ciekawie.


Bynajmniej nie chodzi tu o gada kąsającego jadem, chociaż śledcza Rinnelis Tyen nie przypadkowo otrzymała taką ksywkę. Młoda kobieta, dumnie krocząca przez korytarze gmachu Straży Królewskiej, nieznosząca sprzeciwu, wyzuta z uczuć, potrafiąca ukryć wszelkie emocje za maską obojętności. Jeśli uśmiech, to tylko wyuczony i profesjonalny. Jeśli złość, to udekorowana ciętymi ripostami i świdrującym, nieznoszącym sprzeciwu wzrokiem. Jej życiem jest praca, bo wszystkie prywatne niepowodzenia można stłumić jedynie nią: wyłącznie praca, żadnych niepotrzebnych myśli, żadnego użalania się nad swoim gorzkim losem – to jedna z jej niezłamanych zasad, a tych zasad ma bardzo wiele, i nigdy, przenigdy ich nie łamie.


Charakter idealny do zawodu śledczego, do rozwiązywania zagadek. A zagadek w tej powieści jest niemało. Kto dokonał mordu na córce księcia Ayrela? Wokół tego pytania toczy się akcja książki, zapoznając czytelnika z wieloma postaciami ze świata ludzi i nieludzi- zwanych kahe. Riencharn, przedstawiciel tych ostatnich, na nieszczęście ma ten sam cel, który obrała sobie Rinellis Tyen: dowiedzieć się, kto zabił jego ukochaną, i jak najszybciej się go pozbyć. Na dodatek, nieugięta śledcza i kahe zmuszeni są przebywać pod jednym dachem, co skutkuje rywalizacją i wzajemną nienawiścią.


Czym byłaby powieść fantasy bez magii? Czarów pomagających w ujęciu mordercy jest tu całe mnóstwo, począwszy od „skrzydeł wiatru” - możliwości natychmiastowej teleportacji w dowolne miejsce, poprzez tarcze, które chronią przed atakiem ze strony przeciwnika (a Tyen ma tych przeciwników sporo, oj sporo), skończywszy na zaczarowaniu domu, aby nikt nie mógł się do niego dostać. Wszystkie te zaklęcia w połączeniu z wiecznie ironizującą śledczą i żądnym zemsty kahe Riencharnem tworzą świat, w który z chęcią się przeniosłam, jednak w kilku momentach czułam, że niezastąpiona Rinnelis była tylko człowiekiem, który czasem do tego świata nie pasował. Nawet wyjątkowa żmija musi w głębi serca mieć jakieś emocje, musi czasem odepchnąć na bok tę swoją lodowatą obojętność i bezduszność. Zastanawiałam się, kiedy śledcza będzie miała dosyć walki o prawdę, w której często ryzykowała własnym życiem. W takich chwilach akcja jakby wybiegała naprzeciw moim oczekiwaniom – bohaterka odwiedzała dom swoich rodziców. Był to dla niej oddech od obowiązków i powrót do dzieciństwa, a dla mnie potwierdzenie przypuszczeń, że owszem, można uciekać w pracę, którą się kocha, ale czasem warto w sytuacji krytycznej po prostu porozmawiać z mamą i ubrudzić się czekoladą, niczym dziecko; że możemy mieć wszystkiego dość, czegoś się bać, rzucić na chwilę wszystko i odsłonić naszą drugą twarz. A przy tym pozostajemy prawdziwymi, bo przecież po chwili zapomnienia wracamy do codzienności. Przecież osoba, której miłością jest PRAWDA, nie zdradzi siebie.
Te 500 stron pochłonęłam nadspodziewanie szybko, i chciałabym więcej, bo im mniej stron zostawało do przeczytania, tym mocniej lubiłam bohaterkę i kibicowałam jej, aby śledztwo zakończyło się sukcesem…

Z miłości do prawdy, Karina Pjankowa, wydawnictwo: Fabryka Słów,Lublin, 2011

Hania Kwaśna
(redakcja@kobieta20.pl)



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat